20-latka spędziła dwie doby ze zwłokami przyjaciół. "Przeżyła szok"
Sophie cudem przeżyła wypadek samochodowy w Walii. 20-latka polskiego pochodzenia spędziła dwa dni uwięziona we wraku ze zwłokami przyjaciół. Szczegóły, które opisała jej matka, Anna, są przerażające.
20-latka polskiego Sophie Russon po wypadku, do którego doszło w okolicach Cardiff, była w stanie krytycznym. W szpitalu przeszła operację ratującą życie. Jej stan jest poważny. Z wypadku ocalał także jeden z jej znajomych, Shane Loughlin. Pozostała trójka zginęła.
Horror w Walii. Znajomi wyszli na imprezę, trzy osoby nie żyją
Jak podawało BBC, 20-letnia Sophie Russon, 20-letnia Eve Smith i 21-letnia Darcy Ross, znajome z Newport, wybrały się 3 marca późnym wieczorem do klubu w dzielnicy Maesglas. Towarzyszyło im dwóch mężczyzn z Cardiff, 24-letni Rafel Jeanne i 32-letni Shane Loughlin.
Około godz. 2 w nocy w sobotę słuch o grupie, która podróżowała volkswagenem tiguanem, zaginął. Wiadomo, że kierowali się do parku dla przyczep kempingowych w nadmorskim kurorcie Porthcawl w hrabstwie Bridgend. W pewnym momencie przestali jednak publikować posty w mediach społecznościowych.
Zaniepokojone rodziny zgłosiły zaginięcie. Dopiero w poniedziałek policja odnalazła przy autostradzie A48 w St Mellons pojazd, a w nim piątkę przyjaciół. Niestety, trzy osoby już nie żyły.
Mama 20-latki czuwa przy jej łóżku. Sophie ma złamania czaszki i kręgosłupa. Lekarze stwierdzili także wylew krwi do mózgu. - Nie wie, gdzie jest ani co się stało. Miała ataki paniki przez całą noc, więc ją uspokojono. Przeżyła szok i ma wiele obrażeń. Jest nie do poznania - mówiła matka 20-latki, Anna, cytowana przez The Sun. Zanim nadeszła pomoc, dziewczyna spędziła dwie doby we wraku samochodu z ciałami swoich przyjaciół. - To za dużo dla każdego - skwitowała 41-latka.
Ocalała z wypadku dziewczyna znajdowała się na małej przestrzeni, zmarznięta, wystraszona. Z relacji jej mamy wynika, że 20-latka była uwięziona w pasach bezpieczeństwa. Nie mogła zadzwonić po pomoc, ponieważ nie była w stanie dosięgnąć telefonu. - Nie ma słów, żeby to opisać. Nie wyobrażam sobie, ile czasu zajmie jej otrząśnięcie się z tego. Będzie potrzebowała dużo wsparcia - podsumowała.
Anna przyznała, że ma złamane serce z powodu tragedii rodzin Eve i Darcy. Ma również żal do funkcjonariuszy, że dopiero po dwóch dniach udało im się odnaleźć auto. - Gdzie byli w sobotę, kiedy po raz pierwszy zgłosiłam zaginięcie Sophie? - pytała. Zastanawiała się też, czy troje zmarłych można było uratować, gdyby policja dotarła do nich wcześniej. - Nasze myśli są nadal z rodzinami i wszystkimi osobami dotkniętymi tą tragedią - oświadczył zastępca komendanta głównego Jason Davies.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET