Nowa Gazieta. Europa
Papierowe wydanie "Nowej Gaziety. Europa" w języku łotewskim i rosyjskim
fot: Piotr Drabik

Głos wolnej Rosji. Dziennikarze na celowniku Putina

26.08.2022 12:36

Nie pracują w ukryciu. Jednak mają z tyłu głowy, kto jest ich oponentem. Niezależni rosyjscy dziennikarze walczą z propagandą Kremla na emigracji. Większość z nich pracuje i mieszka na Łotwie, skąd uważnie obserwują, co dzieje się w ojczyźnie.

Centrum Rygi. Przy ruchliwym placu czekam na rosyjskiego dziennikarza, który opowie mi o pracy niezależnych mediów po wprowadzeniu kremlowskiej cenzury wojennej. Rozmawiamy przez Signal - internetowy komunikator zapewniający anonimowość. “Czekam przy wejściu” - napisał Arnold. Odwracam się i widzę przy jednej z kamienic wysokiego mężczyznę w okularach w kolorowym T-shircie. Przy domofonie na próżno szukać wzmianki o rosyjskiej redakcji wewnątrz budynku. Po pokonaniu trzech pięter w zabytkowej kamienicy razem wchodzimy do newsroomu. Jednak to jeszcze nie cel, bo najpierw musimy minąć redakcję jednego z łotewskich koncernów medialnych. Po krótkim spacerze wśród częściowo zajętych biurek dochodzimy do wnęki z małym banerem na ścianie: “Nowaja Gazieta. Europa”.

Śruba cenzury

- Oficjalnie w Rosji artykuły o wojnie mogą opierać się tylko na danych Ministerstwa Obrony. Ale nie ma takich danych, bo Kreml tylko raz lub dwa razy w ogóle publikował statystyki o stratach rosyjskiej armii i oczywiście były one całkowicie nieprawdziwe - tłumaczy mi Arnold Chaczaturow. Do początku marca związany był z redakcją “Nowej Gaziety”, liberalnego dziennika i symbolu niezależnego dziennikarstwa w Rosji. Redaktor naczelny periodyku - Dmitrij Muratow - prawie rok temu otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla (wraz z filipińską dziennikarką Marią Ressą). Pełnoskalowa inwazja Rosjan na Ukrainę nie zamknęła ust opozycyjnym redakcjom. W pierwszych dniach wojny publikowały niezależne relacje z frontu, prostowały kłamstwa propagandy, próbowały dotrzeć do żołnierzy wysłanych do walki z Ukraińcami. Śruba cenzury dokręcana przez Roskomnadzor (de facto instytucja odpowiedzialna za cenzurę w rosyjskich mediach) nie wystarczyła. Wprowadzono drakońskie prawo, które obarczało karnie każdego, kto walki w Ukrainie nazywał wojną i korzystał z innych źródeł niż komunikaty rządowe. Kara - nawet 15 lat za kratkami. 

Oficjalnie w Rosji artykuły o wojnie mogą opierać się tylko na danych Ministerstwa Obrony. Ale nie ma takich danych

28 marca Roskomnadzor wysłał do redakcji “Nowej Gaziety” drugie ostrzeżenie w związku z publikacjami wojennymi. Redakcja nie czekała na wizytę “smutnych panów” i sama podjęła decyzję o wstrzymaniu działalności. Część dziennikarzy i wydawców wybrała emigrację na Łotwę i 7 kwietnia uruchomiła internetowy serwis “Nowaja Gazieta. Europa”. Moi rozmówcy podkreślają, że to niezależny projekt medialny. Finansowanie pochodzi m.in. z grantu Reporterów Bez Granic oraz wpłat od czytelników. Z własnego budżetu opłacają także najem przestrzeni biurowej w Rydze.

- Wielu Rosjan stara się prowadzić normalne życie. Dlatego czerpie informacje z rządowej propagandy. Jeśli wybraliby niezależne media, zdaliby sobie sprawę z tego, że ich normalne życie dobiega końca. Jeśli chcesz czuć się komfortowo w tej okropnej sytuacji, wierzysz w propagandę jako psychologiczną obronę. Myślę, że dlatego tak wielu Rosjan wciąż twierdzi: „ok, Putin ma jakiś plan” - mówi mi Kirił Martynow, redaktor naczelny “Nowej Gaziety. Europa”.

Kirił Martynow w redakcji "Nowej Gaziety. Europa"
fot. Piotr Drabik
Fot.

Politolog i publicysta chętnie pokazał mi mały newsroom, w którym pracuje ze swoim zespołem. Kilka biurek zajętych przez dziennikarzy z laptopami. Wizualnie nic spektakularnego, bo to publikacje redakcji mają robić wrażenie. Wśród nich są teksty o klonach grupy Wagnera (prywatne firmy z najemnikami na usługach Kremla), ludzkie historie o śmierci na froncie czy materiały o gospodarczych konsekwencjach sankcji dla Rosjan. 

- 9 maja opublikowaliśmy wersję drukowaną naszego serwisu w języku łotewskim i rosyjskim. Był to symboliczny gest, mówiący: „jeszcze tu jesteśmy i się nie boimy”. Nasi koledzy z europejskich redakcji również publikowali te artykuły w wersji drukowanej - opowiada Arnold Chaczaturow.

Dwa rodzaje dziennikarzy

Nie ma w Unii Europejskiej kraju, gdzie żyje więcej Rosjan niż na Łotwie. Według najnowszych prognoz stanowią oni 24,5 proc. łotewskiej populacji. - Ponadto aż 40 proc. mieszkańców jest rosyjskojęzycznych. Nie chodzi tylko o Rosjan, ale także o Białorusinów, Ukraińców, Uzbeków czy Polaków. To "spadek" po upadku Związku Radzieckiego - wyjaśnia mi Tomasz Otocki, ekspert z serwisu “Przegląd Bałtycki”.

Po ponad trzech dekadach od upadku ZSRR rząd w Rydze nadal nie godzi się na naturalizowanie nie-Łotyszy i przyznanie im pełnego obywatelstwa. Według danych z tego roku dotyczy to ponad 195 tys. osób (głównie rosyjskojęzycznych) posiadających podstawowe prawa, ale nie mogących brać udziału w wyborach. Jednak wystarczy nawet krótki spacer po Rydze, żeby uświadomić sobie, jak mocno mieszkańcy stolicy solidaryzują się z Ukraińcami. Nie ma ulicy w centrum miasta, przy której nie byłoby niebiesko-żółtej flagi. Najwięcej jest ich przy skrzyżowaniu ulicy Antonijnej i bulwaru Kaplaka. Nie bez przyczyny - tutaj znajduje się rosyjska ambasada. Ogrodzenie sąsiedniego muzeum historii medycyny pokryte jest rysunkami nawołującymi do odpowiedzialności karnej Kremla za masakrę w Buczy, czy zrównanie z ziemią Mariupola. Największe wrażenie robi wielki i upiorny portret Władimira Putina, który zamiast dolnej żuchwy ma fragment szkieletu.

Przed rosyjską ambasadą w Rydze
fot. Piotr Drabik
Fot. Piotr Drabik
Przed rosyjską ambasadą w Rydze

W ostatnich miesiącach w europejskich mediach poświęcono dużo uwagi mechanizmom kremlowskiej propagandy. Tymczasem to niezależne rosyjskie redakcje muszą się napocić, aby przedstawić rzetelny obraz rzeczywistości. Kirił Martynow wyjaśnia, że teraz są tylko dwa typy dziennikarzy w Rosji. - Część z nich próbuje pracować między cenzurą, prezentując jakąś część rzeczywistości. Dziennikarze nie mogą nic powiedzieć o wojnie, bo mogą stać się częścią postępowania karnego, więc publikują reportaże o rosyjskiej gospodarce, polityce, kwestiach praw człowieka, czy sprawach sądowych przeciwko dziennikarzom.

A druga część? - Opisuje tematy i wysyła do różnych redakcji, głównie za granicą, które publikują materiały bez cenzury. Pracujemy obecnie, jak sądzę, z 15 reporterami, którzy mogą przesłać nam tekst. Przeważnie anonimowo.

Szef niezależnego serwisu dodaje, że współpraca z dziennikarzami wciąż pracującymi w Rosji rodzi pytania etyczne. - Jeśli ktoś z tych osób będzie mieć problemy z prawem, nie możemy w żaden sposób pomóc. Nie mamy dla nich żadnej ochrony prawnej. Dużo o tym dyskutujemy. To jest problem, ale nawet w tej trudnej sytuacji ludzie chcą być prawdziwymi dziennikarzami. Najodważniejsi i najbardziej szaleni reporterzy publikują historie o tym, co dzieje się w Rosji, używając prawdziwych nazwisk - podkreśla Martynow. 

Część z rosyjskich dziennikarzy próbuje pracować między cenzurą, prezentując jakąś część rzeczywistości

Moi rozmówcy wyjaśniają, że ostatnie lata dla dziennikarzy w Rosji były trudne - prawo o “zagranicznych agentach”, pandemia, próba otrucia i proces Aleksieja Nawalnego. Po 24. lutego doszło jeszcze do kremlowskiego przesilenia. Przez ostatnie miesiące ograniczono dostęp do praktycznie wszystkich niezależnych mediów. Jeśli obywatele chcą się dowiedzieć czegoś spoza rządowej propagandy, muszą kombinować.

- Mamy dowody, że jest co najmniej 15-20 milionów Rosjan, którzy są przeciwni wojnie. Oczywiście nie jest to większość populacji, ale wciąż jest to duża grupa. Nie mogą oni publicznie pokazać swojego punktu widzenia podczas protestów, ale próbują znaleźć niezależne źródła wiadomości - mówi mi Arnold Chaczaturow. Szacunki o sile rosyjskiego nieposłuszeństwa obywatelskiego pochodzą z wyników referendum konstytucyjnego z 2020 r., kiedy około 15 mln wyborców zagłosowało przeciwko zmianom zaproponowanym przez Putina. Z kolei naczelny “Nowej Gaziety. Europa” ocenia, że 80 proc. czytelników serwisu jest w Rosji. Ciężko jest wskazać konkretne liczby, ponieważ do ominięcia cenzury stosowane są wirtualne serwery prywatne (VPN) zapewniające anonimowość i ukrywające rzeczywistą lokalizację.

Fakty i akty

Od końca lutego na Łotwę wyemigrowało około 200 rosyjskich dziennikarzy i przeniosły się 23 niezależne redakcje. Wśród nich TV Dożd, jedyna opozycyjna telewizja z Rosji, która pod koniec lipca wznowiła nadawanie z Rygi (na razie tylko w sieci). - Dotychczasowy stosunek Łotyszy do rosyjskich dziennikarzy był pozytywny. Oczywiście wzrost liczby opozycyjnych redakcji i niezależnych reporterów dostrzegła głównie łotewska elita - politycy, inteligencja itp. Zwykli obywatele nie są odbiorcami tych mediów, nie korzystają z nich i nie odczuwają zmiany - komentuje Tomasz Otocki. Od kilku tygodni w tej sprawie zaczynają pojawiać się wątpliwości. 

- Państwowa Służba Bezpieczeństwa (VDD) ostatnio wskazały, że przyjmowanie rosyjskich mediów i dziennikarzy może wiązać się ze zwiększonym ryzykiem i zagrożeniem dla bezpieczeństwa. Jednak społeczeństwo nie ma wątpliwości, że w takiej sytuacji trzeba wspierać niezależne media oraz Rosjan krytykujących Kreml - wskazuje Kinga Dudzińska, analityczka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM).

Tomasz Otocki dodaje: - Ostatni wywiad TV Dożd z merem Rygi Mārtiņšem Staķisem nie spodobał się części politykom i komentatorom, zwłaszcza konserwatywnym. Chodziło o pytania dotyczące sensu wyburzania pomnika radzieckiego w Rydze, którego rozbiórka właśnie się rozpoczęła. Obecnie w łotewskiej opinii publicznej toczona jest dyskusja, jak dalece rosyjskie media opozycyjne mogą mieć własną agendę lub wpasowywać się w agendę Łotwy.

Podczas wyburzania pomnika radzieckiego w Rydze
fot. PAP/EPA/VALDA KALNINA
Fot. PAP/EPA/VALDA KALNINA
Podczas wyburzania pomnika radzieckiego w Rydze

Kiedy pytam Arnolda o te wątpliwości, odpowiada ze zrozumieniem. - Nie sądzę, aby niezależni dziennikarze rosyjscy mogli być niebezpieczni dla Łotwy albo że niektórzy z nich to szpiedzy, ale rozumiem ten niepokój. Obserwujemy dużą wewnętrzną dyskusję o rosyjskich dziennikarzach, zwłaszcza przed październikowymi wyborami parlamentarnymi (na Łotwie - red.). Istnieje wiele dezinformacji ze strony grup prorosyjskich, jak i antyrosyjskich. Ale wiem, że znajdujemy zrozumienie i dialog ze społeczeństwem łotewskim, ponieważ jesteśmy po tej samej stronie - mówi. Arnold zapewnia też, że w Rydze czuje się bezpiecznie i od znajomych rosyjskich dziennikarzy nie słyszał o przypadkach śledzenia czy o innych zagrożeniach.

Schronieniem dla rosyjskich mediów jest nie tylko Łotwa. - Przed wojną nie staraliśmy się być politycznymi fact-checkerami. Sprawdzaliśmy wiele tematów z innych kategorii - mówi mi Ilja Ber. Na telewizji zjadł zęby. Przez ponad 10 lat prowadził rosyjską wersję “Milionerów”. Dwa lata temu poszedł w internet i uruchomił serwis fack-checkingowy Provereno (po ros. Sprawdzone) - pierwszą tego typu inicjatywę medialną w Rosji. 4 marca wyjechał do Estonii. Miał tam przyjaciół, którzy pomogli mu zorganizować życie na nowo. Do Tallina ściągnął potem swój mały zespół. - To był przypadek, ale na początku stycznia razem z żoną turystycznie przebyliśmy tę samą trasę z Rosji do Estonii jak w marcu. Teraz granicę można przekroczyć tylko w kilku przypadkach, na przykład konieczności leczenia poza krajem - opowiada. 

W wielu tematach politycznych, związanych z wojną Ilja ma związane ręce. Sprawdzanie faktów na podstawie danych z kremlowskich instytucji nie ma sensu. Co więcej rosyjska machina propagandowa prowadzi własne fałszywe serwisy fact-checkingowe, w których “weryfikuje” informacje z frontu i dopasowuje do oficjalnej agendy. Jeden z takich serwisów powstał dzień przed inwazją na Ukrainę, publikuje fejki w sześciu językach obcych. Rosyjski profil na Telegramie śledzi ponad 700 tys. użytkowników. - Jeśli chcesz uwierzyć, to uwierzysz. Dlatego wielu Rosjan chce kontynuować normalne życie bez obciążania się odpowiedzialnością za całą sytuację - komentuje Ilja Ber. 

Macki Kremla

W Estonii jest nieco mniej Rosjan niż na Łotwie, która jesienią wybierze nowy Sejm (100-osobowy parlament). - Jest charakterystyczne, że w momencie największego wzburzenia wokół Rosji w ostatnich dekadach w Europie, partie prorosyjskie na Łotwie notują najniższe poparcie w sondażach od lat - tłumaczy Tomasz Otocki. Największe z tych ugrupowań - partia Zgoda (głównie socjaldemokratyczna, ale popierająca prorosyjskie postulaty) - w ostatnich elekcjach wygrywała, ale była izolowana przez łotewskie elity od rządzącej koalicji. Obecnie notuje trzecie lub czwarte miejsce w sondażach. - Zgoda miała podpisaną umowę z putinowską Jedną Rosją. Nie ukrywała prorosyjskiej agendy, ale była umiarkowana - mówi ekspert. 

Znacznie bardziej radykalny jest Rosyjski Związek Łotwy, którego członkowie w ostatnich latach jeździli na Krym czy do Syrii. - Obecnie w Sejmie trwają prace nad ustawą, która może pozwolić na delegalizacje tej partii jeszcze przed wyborami. Sondaże dają jej kilka procent poparcia - dodaje. Według Otockiego nie ma zagrożenia, żeby Rosjanie przejęli władzę w łotewskim parlamencie. - Za mało osób rosyjskojęzycznych ma prawo głosu w wyborach. Poza tym w ostatnich elekcjach Rosjanie coraz częściej oddają głosy na łotewskie ugrupowania - wyjaśnia. 

Kinga Dudzińska dodaje: - Kwestia tzw. nie-obywateli, czyli przedstawiciele mniejszości rosyjskojęzycznej bez łotewskiego obywatelstwa, wzbudza coraz mniejsze kontrowersje. Ponadto osoby urodzone w niepodległej Łotwie automatycznie zyskują obywatelstwo i w związku z czym mają już możliwość głosowania w wyborach.

Wychodzę z redakcji “Nowej Gaziety. Europy”, kiedy zespół rozpoczyna pracę nad kolejnymi tekstami. Większość z nich chce pozostać anonimowa. Nigdy nie wiadomo, jak głęboko sięgają macki Kremla. Moi rozmówcy nie chcą przewidywać przyszłości, której prognozowanie jest jeszcze bardziej mętne niż pół roku temu. Zapewniają, że będą trzymać się rzetelności, opisywać rzeczywistość i czekać na możliwość bezpiecznego powrotu do ojczyzny.

Piotr Drabik
Piotr Drabik

Dziennikarz bez specjalizacji, ale z otwartą głową. Wcześniej związany m.in. z redakcją "Dziennika Polskiego", TVN24 i "Press". Obecnie redaktor działu Wiadomości w serwisie RadioZET.pl. Interesuje się polityką krajową, jak i międzynarodową. Najlepiej realizuje się w reportażach i dłuższych artykułach. Po pracy miłośnik astronautyki i fotografii analogowej. Twitter: @piotrdrabik. E-mail: piotr.drabik@eurozet.pl

logo Tu się dzieje