Na Bałtyku rozbił się samolot. "Zniknął z radarów", "NATO poderwało odrzutowce"
Prywatny samolot rozbił się u wybrzeży Łotwy. Wcześniej NATO poderwało swoje odrzutowce, aby podążać za chaotycznie poruszającą się maszyną - podaje Reuters. Na miejsce wysłano szwedzkie służby ratunkowe.
Prywatny samolot Cessna 551 rozbił się na Bałtyku u wybrzeży Łotwy - podaje Reuters. Samolot leciał w kierunku lotniska w Kilonii, ale w pewnym momencie odleciał w stronę Gotlandii i zniknął z radarów. Na pokładzie prawdopodobnie znajdowały się cztery osoby.
- Wysłany na miejsce samolot Straży Przybrzeżnej znalazł fragmenty samolotu oraz ropy - poinformował rzecznik tej instytucji Lars Antonsson.
Samolot rozbił się na Bałtyku. Na pokładzie cztery osoby
"Na pokładzie był pilot, kobieta, mężczyzna i ich córka. Problemy z nawiązaniem kontaktu z maszyną miały pojawić się już nad Francją" - ustalił niemiecki dziennik Bild. Po starcie maszyna zgłaszała problemy z ciśnieniem w kabinie.
Według gazety "Dagens Nyheter" lecący z Hiszpanii samolot miał wylądować w Kilonii w północnych Niemczech, ale nieoczekiwanie kontynuował lot na dużej wysokości nad Bałtykiem. Interweniowały niemieckie i duńskie myśliwce, których piloci nie zaobserwowali nikogo w kokpicie Cessny. Z samolotem nie było także kontaktu radiowego.
NATO poderwało swoje odrzutowce, aby śledzić chaotyczny lot maszyny. Gdy samolot minął Gotlandię zaczął tracić prędkość i wysokość. Na miejsce katastrofy wysłane zostały szwedzkie służby ratunkowe.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET