Panika wśród Rosjan po tajemniczych wybuchach. "Nie wierzą propagandzie"
W sieci pojawiły się nagrania mieszkańców rosyjskiego miasta Biełgorod tuż przy granicy z Ukrainą, którzy w panice kierowali się do dworca kolejowego po serii wybuchów. - Propaganda Kremla na dłuższą metę nie będzie w stanie przeciwdziałać temu, że Rosjanie, którzy byli świadkami tych wydarzeń, będą opowiadali innym o tym, co naprawdę widzieli - mówił w rozmowie z Wirtualną Polską Michał Marek z Centrum Badań nad Współczesnym Środowiskiem Bezpieczeństwa.
Biełgorod, który przed rozpoczęciem pełnoskalowej wojny w Ukrainie liczył prawie 400 tys. mieszkańców, od kilku miesięcy regularnie jest miejscem ataków i wybuchów. Rosyjskie władze bardzo skrzętnie o nich informują albo ogłaszają, że to część "militarnej operacji specjalnej", jak Kreml nazywa inwazję na Ukrainę.
W ostatnich dniach również doszło do serii eksplozji w rosyjskim mieście przy granicy z Ukrainą. Nieoficjalnie stoi za nimi ukraińska armia, która uderza w infrastrukturę krytyczną Rosjan. W sieci pojawiły się nagrania, jak w nocy z poniedziałku na wtorek mieszkańcy masowo ruszyli w stronę dworca kolejowego. Nieoficjalnie część z nich uciekła w stronę Moskwy i innych miast. Zdaniem ekspertów, z którymi rozmawiała Wirtualna Polska, to dowód na rosnący niepokój wśród Rosjan, którzy zaczynają osobiście odczuwać skutki wojny.
Panika wśród Rosjan. "Sytuacja jest inna, niż widzi Kreml"
- Żadne działania informacyjne nie przyniosą takiego efektu jak moment, kiedy sami Rosjanie zaczną dostrzegać niebezpieczeństwo i zrozumieją, że ktoś ich oszukuje, bo sytuacja na froncie jest inna, niż twierdzi Kreml - komentował w rozmowie z WP Michał Marek z Centrum Badań nad Współczesnym Środowiskiem Bezpieczeństwa.
Bezpośrednie doświadczenie konsekwencji wojny może stopniowo burzyć obraz konfliktu w innych częściach Rosji. - Dzięki temu informacja, że Ukraińcy są w stanie bezpośrednio zagrozić Rosji, będzie się rozprzestrzeniać. Wcześniej podobne efekty miała blokada Kaliningradu - mieszkańcy regionu informowali rodziny, że w efekcie sankcji mają problemy z pozyskaniem żywności - dodał Marek.
Po niewyjaśnionych przez administrację eksplozjach, jak te w Biełgorodzie, zaufanie do przekazu Kremla słabnie. - Po eksplozjach w Biełgorodzie został wypuszczony przekaz, że nic nadzwyczajnego się nie dzieje, a rakieta została wycelowana w Ukrainę. Na opublikowanych nagraniach widać jednak, że leci ona w przeciwnym kierunku. Propaganda Kremla na dłuższą metę nie będzie w stanie przeciwdziałać temu, że Rosjanie, którzy byli świadkami tych wydarzeń, będą opowiadali innym o tym, co naprawdę widzieli - tłumaczył Michał Marek.
Z kolei Marcin Samsel, ekspert ds. bezpieczeństwa ocenił, że wybuchy na terenie Federacji Rosyjskiej grają na korzyść władz w Kijowie i wprowadzają niepewność w kraju Putina. - Do prowadzenia wojny konieczne są: wojsko, broń, pieniądze i opanowana sytuacja wewnątrz społeczeństwa. Rosjanie, którzy zdają sobie sprawę, że to, co widzą za oknem, nie pokrywa się z tym, co słyszą w telewizji, przestają wierzyć w oficjalne przekazy. Dopiero wtedy zdają sobie sprawę, że konsekwencje wojny bezpośrednio zaczynają ich dotykać - komentował w rozmowie z WP.
W ostatnich tygodniach Ukraina wzmogła również ataki na infrastrukturę krytyczną Rosji na Krymie. W mediach społecznościowych pojawiły się nagrania, na których widać uciekających z okupowanego półwyspu rosyjskich turystów.
RadioZET.pl/Wirtualna Polska
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET