`
Rosjanie nie trenują okupowania miast. Stawiają na szybką wojnę z Ukrainą
Według różnych danych wokół Ukrainy stacjonuje ok. 150 tys. rosyjskich żołnierzy
fot: Russian Defense Ministry Press Service/Associated Press/East New
MASKIRÓWKA WEDŁUG PUTINA

Rosjanie nie trenują okupowania miast. Stawiają na szybką wojnę z Ukrainą

18.02.2022 14:07

W interesie Rosji jest wejście całością sił na Ukrainę, aby osiągnąć jak najszybciej swoje cele operacyjno-strategiczne, a potem dążyć do rozwiązania konfliktu środkami politycznymi - mówi analityk wojskowy Konrad Muzyka z Rochan Consulting. Jego zdaniem Polacy powinni przyzwyczaić się do rosyjskich żołnierzy na granicy z Białorusią.

Tylko od zachodniej granicy Ukraina nie jest obecnie otoczona przez rosyjskie wojska. Od listopada ubiegłego roku Kreml wywiera coraz większą presję na władze w Kijowie, a szerzej na cały Zachód. Wywiad USA i innych państw NATO wyznacza kolejne potencjalne daty zmasowanej rosyjskiej inwazji, a ukraińscy politycy wzywają do zachowania spokoju. Kreml mocno inwestuje w dezinformację, dlatego filtruje prawdziwe informacje o rozbudowie wojskowego potencjału przy granicy z Ukrainą. Do ich weryfikacji służą filmiki wrzucane przez użytkowników mediów społecznościowych oraz zdjęcia satelitarne. Dzięki temu analitycy mogą określić wstępnie, gdzie przemieszczają się i jak duże są rosyjskie wojska przy Ukrainie. 

Według różnych źródeł chodzi o 150 tys. żołnierzy, w tym 30 tys. na terenie Białorusi. Razem z nimi rozlokowano szeroki wachlarz sprzętu: czołgów, wozów opancerzonych, artylerii, myśliwców, helikopterów i szpitali polowych. Nie można również zapominać o Morzu Czarnym i Azowskim, gdzie Kreml gromadzi siły marynarki wojennej i także prowadzi manewry. Sojusznicy Ukrainy odpowiedzieli dostawami sprzętu m.in. pocisków przeciwpancernych Javelin. Państwa zachodnie przewidują, że Ukraińcy szybko przejdą do walki partyzanckiej i będą stawiać opór potencjalnej nowej inwazji ze strony Rosji. O scenariuszach eskalacji opowiada niezależny analityk wojskowy Konrad Muzyka.       

Piotr Drabik: W ostatnich tygodniach powiedziano bardzo wiele o rosyjskich wojskach przy granicy z Ukrainą choćby na podstawie zdjęć satelitarnych i komunikatów ze strony Kremla. Czego zatem nadal o nich nie wiemy?

Konrad Muzyka: Na pewno nie mamy informacji na temat dokładnych lokalizacji jednostek, które zostały przerzucone na Białoruś i do zachodniej Rosji. Wiemy, gdzie jest tylko część tych jednostek, ale są takie, które, mówiąc wprost, są pochowane. Stacjonują w lasach i z racji braku zasięgu żołnierze nie mogą np. wrzucać filmików do serwisów społecznościowych. W niektórych rejonach panuje pełna blokada informacyjna – nie ma możliwości publikowania czegokolwiek z tych miejsc. Jeśli jednostka stacjonuje w lesie i jest dobrze zakamuflowana, to osoba bez odpowiedniej wiedzy, nie znajdzie ich na zdjęciach satelitarnych. Wiemy o tym, że pododdziały rosyjskiej 106. dywizji powietrzno-desantowej są ulokowane bardzo blisko granicy z Białorusią, ale komercyjne satelity nie robią zdjęć tym obszarom.

Mimo wszystko w sieci pojawiają się na bieżąco filmiki z Rosji, które pokazują czołgi, wozy opancerzone i żołnierzy zmierzających w stronę ukraińskiej granicy.

Żyjemy w XXI wieku i żeby nastąpiła pełna blokada informacyjna, to Rosjanie musieliby wyłączyć w ogóle media społecznościowe. Z tego co pamiętam, były próby przetestowania tego przez krótką chwilę kilka tygodni temu, kiedy Instagram i TikTok padły w Rosji. Oficjalnie była to awaria serwerów. Być może i to by nie wystarczyło i Kreml musiałby posunąć się do całkowitej blokady internetu. Nie brakuje przecież forów dyskusyjnych, na których mogą być publikowane informacje wrażliwe dla rosyjskich władz. Proszę również pamiętać, że w 1968 roku, kiedy sowieci i Układ Warszawski przygotowywali się do inwazji na Czechosłowację, nie było pełnej blokady informacyjnej. Pojawiały się wiadomości, że wydzielone jednostki biorą udział w ćwiczeniach albo są przerzucane z zachodniego ZSRR do granicy z Czechosłowacją. Wszystko zależy od szczegółowości informacji, które się pojawiają. Świat w ciągu ostatnich 50 lat poszedł do przodu, publikacja zdjęć czy filmików z wojskowymi jest na wyciągnięcie ręki.

Żyjemy w XXI wieku i żeby nastąpiła pełna blokada informacyjna, to Rosjanie musieliby wyłączyć w ogóle media społecznościowe

Biorąc pod uwagę informacje od zachodnich wywiadów i analityków, takich jak Pan, w jakim jesteśmy momencie eskalacji przy granicy ukraińsko-rosyjskiej?

Jeżeli Rosjanie zdecydują się wejść ponownie na Ukrainę, to będą musieli to zrobić z całą siłą i pełnym arsenałem środków, bo prawdopodobnie zdają sobie sprawą z sygnałów wysyłanych przez Zachód, czyli: jakakolwiek inwazja spotka się z takim samym odzewem – sankcjami i zwiększeniem obecności NATO w Europie Wschodniej. Te wszystkie rzeczy sprawiają, że w interesie Rosji nie jest rozpoczynanie mało zakrojonej operacji, wojska muszą wejść całością sił, osiągnąć jak najszybciej swoje cele operacyjno-strategiczne, a potem jak najszybciej dążyć do rozwiązania konfliktu środkami politycznymi.

Tak według brytyjskiego resortu obrony ma wyglądać nowa rosyjska inwazja na Ukrainę
fot. @DefenceHQ/Twitter
Fot. @DefenceHQ/Twitter
Tak według brytyjskiego resortu obrony ma wyglądać nowa rosyjska inwazja na Ukrainę

Czym może być czerwona linia, jeśli dojdzie do nowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę? Gdzie wojska Putina mogą się zatrzymać?

Na pewno ich celem jest doprowadzenie do sytuacji, w której ukraińskie siły zbrojne są rozbite. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, jak obecnie pozycjonują się Rosjanie, czyli duża obecność wojskowa na Krymie, okolicach Biełgorodu i Kurska, to wydaje się, że na obecną chwilę Rosjanie będą planować odcięcie i zniszczenie ukraińskich jednostek, które znajdują się w Donbasie. Z geograficznego punktu widzenia Rosjanie mogą się oprzeć na Dnieprze – zniszczyć na nim wszystkie mosty, aby uniemożliwić ukraińskim wojskom przerzut dodatkowych sił. To spowoduje, że wszystko na wschód od Dniepru będzie odcięte od linii logistycznej i wsparcia lądowego. Kwestia Kijowa jest otwarta. Nie do końca widzę szanse na to, bystolica ukraińska została okrążona. Nie wydaje mi się, by w rejonach przygranicznych od strony Białorusi znajdowały się wystarczające siły, które mogłyby osłaniać prawą flankę tego natarcia. Gdyby Ukraińcy przepuścili kontratak z terenów zachodnich, to jednostki rosyjskie bez wsparcia ze strony Białorusi byłyby wystawione na bardzo duże niebezpieczeństwo. Rosjanie mocno dbają, aby każda flanka ich natarcia była dobrze zabezpieczona.

Dużo mówi się o ruchach wojsk rosyjskich i białoruskich, a co z ukraińskimi?

Trzeba zaznaczyć, że Ukraińcy są niezwykle  dobrzy w tzw. bezpieczeństwie operacyjnym. Na Ukrainie pojawia się mało filmików i zdjęć pokazujących ruchy wojsk. W konsekwencji jest o wiele trudniej znaleźć jakiekolwiek dane o tym, że dana brygada czy związek taktyczny przenosi się z jednego miejsca na drugi. Z nieoficjalnych informacji wynika jedynie, że ukraińskie siły przemieszczają się i przygotowują się na konfrontację.

W ostatnich tygodniach obserwujemy również wzmożoną obecność wojsk białoruskich i rosyjskich przy polskiej granicy. Na przykład poligony w Brześciu biorą udział we wspólnych manewrach związkowych. Co to oznacza dla Polaków?

Ja bym w ogóle podawał w wątpliwość sens tych manewrów. Dopiero kilka miesięcy temu były ćwiczenia Zapad, a ich głównym celem było przećwiczenie obrony państwa związkowego, głównie Białorusi, przed NATO. Teraz Rosjanie przerzucili 60-70 proc. potencjału lądowego ze wschodniego do zachodniego okręgu wojskowego i ćwiczą dokładnie to samo. Tych jednostek nie powinno tam być. Za obronę Białorusi przed atakiem NATO odpowiadają oficjalnie żołnierze z zachodniego, a nie wschodniego okręgu wojskowego. To całe ćwiczenie to typowa rosyjska maskirówka i decepcja, czyli organizują manewry, których głównym celem jest coś innego. W tym wypadku chodziło o przerzut żołnierzy ze wschodniego do zachodniego okręgu wojskowego na Białorusi i rozwinięcie związków taktycznych tuż przy granicy z Ukrainą. Teraz pytanie oczywiście co się wydarzy dalej? Jeśli będzie konflikt zbrojny, to te jednostki będą mocno zaangażowane w operację przeciwko Ukrainie. Jeżeli wojna nie wybuchnie, to część z tych jednostek być może wróci, ale reszta może zostać. Nie tylko personel, ale przede wszystkim sprzęt. My, jako Polacy, musimy sobie zdawać sprawę z tego, że rosyjska obecność na Białorusi mocno wzrosła w ciągu ostatnich dwóch miesięcy i będzie aktywna przez dłuższy czas.

Z nieoficjalnych informacji wynika jedynie, że ukraińskie siły przemieszczają się i przygotowują się na konfrontację

A co z Kaliningradem?

Nie zauważyliśmy większej aktywności w tej rosyjskiej enklawie. Jednak rozbudowa potencjału wojskowego w Kaliningradzie nadal trwa. Rosjanie powoli stawiają na nogi 18. dywizję zmechanizowaną, która powstała kilka lat temu i stale ją wzmacniają, zarówno strukturalnie, jak i przez dodawanie nowych jednostek i sprzętu.

Czyli wychodzi na to, że Rosjanie potrzebowali miesięcy, aby rozkręcić wojenną machinę. Czy to oznacza, że nie mogą szybko reagować?

Przerzucenie takich sił i środków na kierunek ukraiński jest dużym wyzwaniem logistycznym. To, co Rosjanie zrobili na Białorusi, czyli przerzucenie 60-70 proc. potencjału lądowego jednostek ze wschodniego okręgu wojskowego na Białoruś, to ogromny wysiłek logistyczny. Odbyło się to praktycznie bez żadnych problemów i pokazuje, jak Rosjanie są dobrze przygotowani logistycznie. Jeśli rozbudowa potencjału wojskowego przy granicy z Ukrainą trwa od listopada, to pewnie tak miało być w planie. Przyspieszenie tego nie byłoby dla nich problemem, ale obarczone byłoby kosztami, np. zmianą ruchów pociągów dla cywilów. Rosjanie mają sprzęt, możliwości i zdolności do wykonywania szybkich ruchów logistycznych na interesujących dla nich kierunkach. Ćwiczyli to przez lata, a teraz tego mamy efekt. Nie wiemy też, na ile zmieniane są pierwotne plany Kremla.

Fot.

Czy w ogóle można porównywać aneksję Krymu i początek wojny w Donbasie w 2014 r. z obecną eskalacją?

Przede wszystkim osiem lat temu Rosjanie nie mieli praktycznie żadnej jednostki, która mogłaby podjąć jakąkolwiek operację zbrojną na Ukrainie, jak i przy jej granicy. W konsekwencji od wczesnej wiosny 2014 r. musieli ściągać sprzęt w zasadzie z całej Rosji, w tym grupy taktyczne z Dalekiego Wschodu, żeby móc stworzyć grupy zadaniowe. W szczycie rosyjskiego zaangażowania, od lata 2014 do zimy 2015, Rosjanie mieli ok. 40 tys. żołnierzy przy granicy z Ukrainą, z czego maksymalnie 10 tys. walczyło na terenie Ukrainy. To ok. 8-12 batalionowych grup bojowych. Teraz mamy ok. 150 tys. rosyjskich żołnierzy rozlokowanych w różnych miejscach: od Białorusi na północy po Krym na południu. Mamy ok. 100 batalionowych grup taktycznych, które są w stanie przeprowadzić operacje ofensywne przeciwko Ukraińcom. Rosyjskie wojska lądowe posiadają 11 armii ogólnowojskowych oraz jedną armię pancerną. To daje 12 armii w wojskach lądowych. Obecnie elementy wszystkich tych armii są w pobliżu Ukrainy. Różnica z 2014 r. jest kolosalna i nie można tego porównywać. Operacja na Krymie była szybka i na dobrą sprawę bardzo łatwa. Jedyną niewiadomą była reakcja Ukraińców. A teraz mówimy o całym kraju, gdzie jedynym miejscem odcięcia Ukraińców od reszty kraju jest Dniepr.

Na ile realne jest okupowanie ukraińskich miast przez rosyjskie wojska? Co najmniej cztery z nich mają powyżej miliona mieszkańców.

Patrząc na dotychczasowe ćwiczenia, Rosjanie nie trenują walki w miastach i okupowania miast. Można zakładać, że będą dążyli do ich okrążenia, ale nie będą do nich wchodzić. Wszystko zależy, jak potoczy się potencjalna inwazja. Na pewno Ukraińcy będą walczyć i podejmować działania partyzanckie. W interesie Rosji jest to, by ten konflikt został jak najszybciej rozwiązany politycznie, aby wycofać się z Ukrainy, osiągając wcześniej swoje cele.

Konrad Muzyka - niezależny analityk obronności. Założyciel filmy analitycznej Rochan Consulting, która śledzi m.in. ruchy wojsk rosyjskich przy ukraińskiej granicy. 

Piotr Drabik
Piotr Drabik

Dziennikarz bez specjalizacji, ale z otwartą głową. Wcześniej związany m.in. z redakcją "Dziennika Polskiego", TVN24 i "Press". Obecnie redaktor działu Wiadomości w serwisie RadioZET.pl. Interesuje się polityką krajową, jak i międzynarodową. Najlepiej realizuje się w reportażach i dłuższych artykułach. Po pracy miłośnik astronautyki i fotografii analogowej. Twitter: @piotrdrabik. E-mail: piotr.drabik@eurozet.pl

logo Tu się dzieje