Ukraińska dziennikarka w ciąży wróciła do Kijowa. "Chcę, żeby rodziny wyszły z piwnic"
Ukraińska dziennikarka Alja Szandra, która jest w 38. tygodniu ciąży, postanowiła wrócić do oblężonego przez Rosjan Kijowa. Zostawiła w Niemczech u rodziny męża dwóję pozostałych dzieci i powróciła do ojczyzny, aby relacjonować wojnę. "Jeśli dziecko urodzi się za wcześnie, urodzę tutaj (w Kijowie - red.), tak jak inne matki" - zapewniła.
Od 13 dni trwa wojna w Ukrainie. Rosjanie kontynuują ataki na większe miasta i strategiczną infrastrukturę. Według ONZ ponad 1,7 mln uchodźców uciekło z Ukrainy od 24 lutego, kiedy rozpoczęła się rosyjska inwazja.
Mimo to do Kijowa postanowiła wrócić Alja Szandra, redaktor naczelna serwisu Euromajdan Press. W felietonie dla serwisu Insider opowiedziała, że nie zamierza opuszczać ojczyzny pomimo wojny. "Jestem w 38. tygodniu ciąży i po wywiezieniu dzieci z kraju wróciłam do Kijowa, gdzie pozostanę do czasu porodu. Dla mnie, jako dziennikarza, bardzo ważne jest, aby o tym mówić, pracować do czasu, gdy dziecko się urodzi" - tłumaczyła.
"Niedawno znaleźliśmy luksus snu"
Alja Szandra ma już dwójkę dzieci - w wieku 13 i 2 lata. "Są bezpieczni w Niemczech z rodzicami mojego męża. Moment, w którym przytulałam swoje dzieci tuż przed ich wypuszczeniem, był momentem, w którym naprawdę zrozumiałam, co jest w życiu ważne" - napisała.
Zobacz też: Wojna w Ukrainie na żywo
Dziennikarka nie spodziewała się, że Kreml zdecyduje się na pełnowymiarową inwazję na Ukrainę. Najpierw wyjechała z najbliższą rodziną do Niemiec, a potem zdecydowała się wrócić z mężem do Kijowa. "Jestem redaktorką naczelną Euromajdan Press, anglojęzycznego serwisu założonego podczas rewolucji w 2014 roku, kiedy ukraińscy protestujący obalili prorosyjskiego prezydenta. Wyrośliśmy z inicjatywy wolontariuszy, która miała na celu dostarczanie prawdziwych informacji, ponieważ w tym czasie nastąpił atak rządu i rosyjskiej propagandy, która oczerniała protestujących" - napisała.
Dodała, że Ukraina potrzebuje niezależnych mediów, żeby opisywać co dzieje się podczas rosyjskiej inwazji. "Dopiero niedawno znaleźliśmy czas na luksus snu. Myślę, że tak właśnie pracuje obecnie większość dziennikarzy w Ukrainie" - tłumaczyła.
"Kobiety rodzą dzieci w piwnicach"
"Niecałe dwa tygodnie temu myślałem o bardzo zwyczajnych rzeczach. Obawach związanych z lekcjami szkolnymi mojego dziecka. Sprzęt AGD, kupowanie ubrań, moja ciąża, co zrobić na obiad. Rzeczy, o których teraz myślą matki w innych krajach. I to wszystko zostało mi odebrane podczas jednej nocy" - napisała Alja Szandra.
Dziennikarka zapowiedziała, że w momencie zbliżania się porodu zamierza wyjechać z mężem samochodem z Kijowa. "Jeśli będę musiała urodzić po drodze, to niech tak będzie. Jeśli dziecko urodzi się za wcześnie, urodzę tutaj (w Kijowie - red.), tak jak inne matki" - wskazała.
Przytoczyła historię żona swojego przyjaciela, która urodziła w piwnicy szpitala położniczego w Kijowie. "Była tam z około 30 innymi kobietami, skulonymi na materacach i w kocach ze swoimi noworodkami. Chcę, żeby te rodziny i wszystkie rodziny na Ukrainie mogły wyjść z piwnic" - napisała.
"Jesteśmy wdzięczni wszystkim krajom, które otwierają swoje drzwi dla uchodźców, ale chodzi o to, że nie chcemy uciekać. Chcemy żyć na własnej ziemi, w wolnym i niepodległym kraju" - podsumowała Szandra.
Wojna w Ukrainie. Relacja na żywo. Najnowsze informacje
RadioZET.pl/Insider
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET