Zagadkowa śmierć 40-latki. Zadzwoniła po policjantów, a ci śmiertelnie ją postrzelili
40-letnia Australijka mieszkająca w USA zadzwoniła na numer alarmowy prosząc o interwencję policji. Chwilę później zginęła postrzelona przez jednego z funkcjonariuszy. Policjanci mieli zamontowane kamery, jednak twierdzą, że nie były włączone.
W Minneapolis w Stanach Zjednoczonych w sobotę (15 lipca) późnym wieczorem Australijka Justine Ruszczyk (używająca także nazwiska swojego partnera Damond) wezwała policjantów, ponieważ w domu jej sąsiadów miało dojść do napadu. Gdy mundurowi przybyli na miejsce, ubrana w samą piżamę 40-latka podeszła do radiowozu i została postrzelona przez policjanta, który siedział na fotelu pasażera. Strzał okazał się śmiertelny.
Tajemnicza śmierć
Sprawa śmierci Justine Ruszczyk wiąże ze sobą wiele tajemnic. Policjanci w USA mają obowiązek rejestrowania swoich interwencji kamerami, jednak, gdy władze zaczynając śledztwo chciały obejrzeć nagranie, funkcjonariusze twierdzili, że żadna z kamer nie była włączona.
Niejasności związane ze śmiercią 40-latki sprawiły, że mówią o niej media na całym świecie. – Jestem tą sprawą głęboko przybita i zszokowana. Mam wiele pytań dotyczących tego, dlaczego kamery nie były włączone. Pytań, na które, mam nadzieję, znaleziona zostanie odpowiedź w ciągu kilku dni – komentowała burmistrz Minneapolis Betsy Hodges.
Policja umywa ręce
W niedzielę 16 lipca ulicami Minneapolis przeszedł marsz potępiający zastrzelenie niewinnej kobiety. Bliscy ofiary żądają wyjaśnień, a policjanci upierają się, że nie ma żadnych nagrań z interwencji.
Polki muszą oddawać swoje dzieci ojcom obcokrajowcom. Weź udział w naszej dyskusji w MAM ZDANIE.
RadioZET.pl/TVN24/Gazeta.pl/strz
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET