Analizujemy moment zamachu na premiera Słowacji. Ekspert wskazuje błędy służb
- W służbach jest takie powiedzenie, że jeżeli doszło do zamachu, to gdzieś błąd musiał zostać popełniony. Natomiast pamiętajmy, że ochroniarze, to są tylko ludzie - analizuje zachowanie słowackich służb ekspert ds. bezpieczeństwa i wykładowca Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu w Gdyni Marcin Samsel.
Do zamachu doszło w środę w godzinach popołudniowych w miejscowości Handlova po wyjazdowym posiedzeniu słowackiego rządu. Po spotkaniu Fico wyszedł do zgromadzonych przed miejscowym domem kultury zwolenników rządu. Gdy witał się z zebranymi, stojący wśród nich 71-letni Juraj C. wyciągnął broń i oddał w kierunku premiera pięć strzałów. Jedna z kul trafiła w brzuch, powodując bardzo poważne obrażenia.
- Wyjście premiera Fico do ludzi było nieplanowane. W związku z tym ochroniarze nie byli przygotowani na tę spontaniczną sytuację. Premier Fico, między innymi, nie miał na sobie kamizelki kuloodpornej - mówi Marcin Samsel z Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu w Gdyni.
"Zabrakło współpracy między premierem a ochroniarzami"
Jak wyjaśnia nasz rozmówca, w przypadku planowanych spotkań przedstawicieli rządu z obywatelami stosuje się rygorystyczne zasady.
- Sprawdza się wyrywkowo osoby, które uczestniczą w spotkaniu. Wpuszcza się ich przez specjalną bramkę, aby sprawdzić, czy nie mają niebezpiecznych przedmiotów. Publiczność jest też cały czas obserwowana. Tutaj tego czynnika zabrakło, bo nikt nie spodziewał się, że dojdzie do spotkania premiera z ludźmi - wyjaśnia ekspert ds. bezpieczeństwa.
W pracy służb ochraniających tzw. VIP-ów ważna jest komunikacja i współpraca. W przypadku tragedii na Słowacji mogło tych czynników zabraknąć.
- Teoretycznie wygląda to tak, że jeśli VIP dobrze współpracuje, to szef ochrony mówi: “Proszę sekundę poczekać, panie premierze”. I w tym momencie organizuje swoich pracowników ochrony, żeby lepiej zabezpieczyć miejsce, czy też zagwarantować, że osoby z tłumu są zweryfikowane. Tutaj tego zabrakło - mówi Samsel.
Ochroniarze mieli utrudnione zadanie. "Nie dostrzegli ruchu ręką"
Na filmach z tego zdarzenia widać, jak pracownicy ochrony są spóźnieni z reakcją na oddane w stronę premiera strzały. Marcin Samsel wskazuje również na bardzo niekorzystne, ze względów bezpieczeństwa, miejsce spotkania z premierem Fico. Polityk znajdował się między ławką a wysokim płotem.
- Przez tę ławkę, klomb i bliskość tych płotów, ochroniarze, a zwłaszcza ten tzw. kryjący, czyli ten, któremu zarzuca się, że nie przykrył premiera, mają utrudniony dostęp do VIP-a i opóźniony czas reakcji - tłumaczy nasz rozmówca.
Wysokie płoty oddzielające ludzi od premiera Roberta Fico nie tylko utrudniły służbom obserwację tłumu, ale również powstrzymanie zamachowca.
- Pracowników ochrony osobistej szkoli się tak, żeby szybko dostrzegali ten niepokojący szybki ruch ręką wykonywany przez daną osobę. Powinno nastąpić przesunięcie się ochroniarza, zasłonięcie VIP-a i próba kontroli tej ręki, bo nie wiadomo nigdy, co ona wyciągnie - wyjaśnia Marcin Samsel, wykładowca Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu w Gdyni.
Według eksperta pracownicy ochrony słowackiego polityka zareagowali zbyt późno właśnie ze względu na ograniczoną widoczność zamachowcy.
- Reakcja była spóźniona, bo oni są za daleko, do tego płot zasłania im zamachowca. Nie widzą tego szybkiego ruchu ręką. Dopiero po pierwszym strzale jest reakcja dwóch pracowników ochrony - analizuje ekspert.
Zawiniły ludzie czynniki? "Dekoncentracja zdarza się każdemu"
Były szef słowackich służb bezpieczeństwa Juraj Zabojnik zarzucił ochroniarzom Roberta Fico brak profesjonalizmu.
- Kiedy pada cztery lub pięć strzałów, ktoś jest winny. Ochroniarze prawdopodobnie źle się zachowali. Nie widziałem, żeby ktoś wskoczył przed premiera - wyjaśniał.
Jak tłumaczy Marcin Samsel, w pracy służb czasami mogą zawieść ludzkie czynniki. Okoliczności zdarzenia mogły uśpić uwagę ochroniarzy.
- Oni powinni być profesjonalistami, ale dekoncentracja zdarza się każdemu. Oni pracują już kilka dobrych godzin, w upale, są w jakiejś maleńkiej mieścinie. Widzą garstkę ludzi, w większości w starszym wieku. A ich jest “cała armia”, bo każdy z ministrów ma swoich ochroniarzy. Jest już końcówka dnia, myślą tylko o tym, żeby zawieźć VIP-ów do stolicy. Co może pójść nie tak? - pyta retorycznie specjalista ds. bezpieczeństwa.
Po tragedii pojawiły się pytania, dlaczego ochroniarze nie zareagowali oddaniem strzałów w kierunku zamachowcy.
- Wyjęcie broni też trwa. To raz, a dwa po drugiej stronie są też osoby postronne, czy pracownicy ochrony lub funkcjonariusze policji. Pojawia się ryzyko, że ktoś zostanie zranionym rykoszetem - mówi ekspert.
Juraj C. "samotnym wilkiem". Ekspert: "Zamachowiec nie do wykrycia"
Portal aktuality.sk podaje, że w 2016 roku Juraj C. miał kontakty z organizacją „Słowaccy poborowi”, która na swoich profilach w sieciach społecznościowych przedstawiała go jako pisarza i felietonistę. Juraj C. w swoich tekstach krytykował migrantów oraz słowacką politykę. Miał prorosyjskie poglądy. Organizacja, do której należał, miała charakter paramilitarny. Nie była jednak zarejestrowana. Działalność zakończyła w 2022 roku.
Słowacka policja nie ujawnia na razie szczegółów tych powiązań. Po posiedzeniu rządu i rady bezpieczeństwa słowacki minister spraw wewnętrznych przekazał, że 71-letni Juraj C. nie należał do żadnej zorganizowanej organizacji i nie był w zainteresowaniu służb. Określił go “samotnym wilkiem”.
- Jeżeli nie zdradził się ze swoją frustracją, złością i planem np. mówiąc o tym rodzinie, czy znajomym, a pomysł cały czas był tylko w jego głowie, to praktycznie taki zamachowiec jest nie do wykrycia - mówi Samsel.
Zamachowcy postawiono zarzut usiłowania morderstwa. Premier Słowacji Robert Fico jest w ciężkim, ale stabilnym stanie. Przeszedł kilka operacji.
Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET