`

Co oznacza umowa USA-Iran? „Nie wiem, jak Trump chce to sprzedać jako sukces”

4 min. czytania
18.06.2026 16:44
Obserwuj nas na Google

Donald Trump świętuje podpisanie wstępnego porozumienia z Iranem. Ale już pojawiają się pytania i komentarze, czy aby na pewno Stany Zjednoczone cokolwiek na tym zyskały. -Wychodzi na to, że mamy nie tylko powrót do status quo sprzed wojny, tylko dodatkowo to Iran coś uzyskuje - przyznaje w rozmowie z RadioZET.pl dr Mateusz Piotrowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. 

Trump
fot. Julia Demaree Nikhinson/Associated Press/East News
  • Co zawiera ogłoszone memorandum między USA a Iranem.
  • Jakie są obawy polityków względem porozumienia z Iranem.
  • Dlaczego osiągnięcia Donalda Trumpa w porozumieniu z Iranem są kwestionowane.
  • Jakie mogą być następstwa umowy USA-Iran dla amerykańskich obywateli.

Donald Trump w końcu dopiął swego? Prezydent Stanów Zjednoczonych bardzo by chciał, żeby w ten sposób – a więc jako sukces – przedstawiano wstępne porozumienie na linii Waszyngton-Teheran, podpisane przez niego w podparyskim Wersalu. Porozumienie, które teoretycznie łagodzi napięcie na Bliskim Wschodzie, ale wcale nie gwarantuje ostatecznego końca eskalacji walk oraz bombardowań w tym rejonie. O tym, co znaczy ta umowa, jak bardzo będzie trwała i jakie może przynieść polityczne skutki dla samego Trumpa, mówi w rozmowie z RadioZET.pl dr Mateusz Piotrowski – analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. 

Jest wstępnie porozumienie USA-Iran

Na początek przypomnijmy, co zawiera ogłoszone i sygnowane przez Trumpa memorandum? Przede wszystkim odblokowanie cieśniny Ormuz, czyli fundamentalnego szlaku transportu ropy naftowej (szacuje się się, że ok. 20 proc. światowych zasobów tego surowca przepływa przez ten rejon), tymczasowe zawieszenie sankcji na irańską ropę, rozpoczęcie 60-dniowych negocjacji na temat irańskiego programu atomowego oraz zniesienia wszelkich sankcji, odblokowania aktywów i oszacowanego na 300 mld dolarów programu odbudowy Iranu. Rzut oka na powyższe ustalenia każe myśleć, że to reżim ajatollahów wychodzi z tego zwycięsko, a USA w najlepszym razie nie zyskują nic, co uzasadniałoby atak na perskie państwo pod koniec lutego. 

Oglądaj

- Zarówno wśród Republikanów, jak i Demokratów da się słyszeć pytania o to, co tak naprawdę Ameryka zyskuje dzięki temu porozumieniu. Wychodzi na to, że mamy nie tylko powrót do status quo sprzed wojny, tylko dodatkowo Iran coś uzyskuje - na ten moment przynajmniej potwierdzone już zniesienie sankcji na ropę, ale w toku procesu negocjacyjnego może być wdrażany nawet program odbudowy Iranu – wyjaśnia Piotrowski. Jego zdaniem „wszystko to składa się na obraz, który pokazuje, że Amerykanie już ponieśli koszty tej wojny, a być może poniosą kolejne”. Amerykański obywatel może więc zastanawiać się, co tak naprawdę jego kraj zyskał dzięki inwazji na Iran i po co była ta cała kilkumiesięczna operacja.

- No i czy udało się osiągnąć jakiekolwiek założone wcześniej cele. A teraz dochodzi do sytuacji, w której prezydent tłumaczy, że „przecież trzeba zrozumieć perspektywę irańską, że Iran musi mieć jakiś arsenał rakietowy, żeby się bronić, że nie może być tak, że Arabia Saudyjska ma rakiety, a Iran nie”. A przecież jednym z wyraźnie założonych celów tej operacji wojskowej było zredukowanie arsenału jądrowego Iranu i możliwości jego odbudowy do minimum, a najlepiej, żeby w ogóle można było wyeliminować taką opcję – podkreśla rozmówca RadioZET.pl. Tu przypomnijmy, że Trump wielokrotnie krytykował poprzednie porozumienie Waszyngton-Teheran, zawarte w 2015 roku za czasów Baracka Obamy, zakładające m.in. ograniczenie irańskiego programu nuklearnego o dwie trzecie, a w zamian stopniowe znoszenie sankcji na reżim ajatollahów. Trump wypowiedział ten dokument zaledwie trzy lata później, w trakcie swojej pierwszej kadencji. Teraz wychodzi na to, że jego „deal” z Iranem nie posunął Ameryki ani trochę do przodu względem tego, co osiągnął jego poprzednik.

Zestawiając to wszystko – odblokowanie cieśniny Ormuz, zniesienia sankcji na ropę, brak obalenia reżimu w Teheranie i brak całkowitej redukcji programu jądrowego – trudno zrozumieć, co i w jaki sposób amerykański przywódca będzie próbował „sprzedać” światu jako swój sukces. - Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Nie wierzę też w powodzenie tych zapowiadanych negocjacji, a na pewno nie w to, że zakończą się w dwa miesiące. Pytanie brzmi: jak długo można przeciągać w nieskończoność to ramowe memorandum? Kiedy obie strony się tym znudzą? Szczególnie, że już teraz w amerykańskiej infosferze mamy przecieki medialne z CIA, które mówią wprost, że wspólnota wywiadowcza bardzo wątpi w szczere intencje Iranu w kontekście tych pertraktacji. Że te zobowiązania dotyczące niewzbogacania uranu czy w ogóle pozbycia się tych zasobów, mogą nie być ostatecznie podparte prawdziwym stanowiskiem – przyznaje Piotrowski. 

Co zrobi Trump, jeśli umowa i negocjacje skończą się fiaskiem?

Według niego nawet, jeśli założyć optymistycznie, że negocjacje zakończą się całkowitą redukcją irańskiego programu atomowego, to byłoby to „wyeliminowanie zagrożenia iluzorycznego dla bardzo wielu Amerykanów”. - Przecież Iran tej broni nigdy nie posiadał i nigdy w amerykańskiej infosferze nie pojawiły się wiarygodne dowody na to, że ta broń rzeczywiście była już gotowa. A zestawmy to z wydanymi na tę wojnę pieniędzmi z budżetu, ale przede wszystkim wzrostem cen paliw, ogólnego skoku cen produktów, wzrastającej inflacji i tego, z czym się Amerykanie będą mierzyć. To są oczywiście dwa różne zagrożenia, ale te zagrożenia dla zwykłego obywatela portfela są dużo łatwiej dostrzegalne niż te, które potencjalnie - być może - udało się wyeliminować w ramach tego porozumienia – zaznacza. 

A co jeśli umowa okaże się fiaskiem? Czy wtedy Trump mógłby np. zdecydować się na ponowny atak na Iran? - To trochę niewiadoma, bo to będzie zależało od tego, jaki wpływ na Trumpa w danej chwili będzie miał Benjamin Netanjahu. Gdyby ponownie doszło do eskalacji, to premier Izraela na pewno będzie próbował powiedzieć prezydentowi USA, że „miałem rację, a z Iranem nie da się negocjować”. Zresztą, w jego otoczeniu, zarówno tym najbliższym, jak i spoza ścisłej administracji, są osoby, które podszeptują Trumpowi, że tu tak naprawdę nie ma dobrego rozwiązania dyplomatycznego – podsumowuje analityk PISM. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET