Europa zbyt miękka wobec działań Rosji? „Niemcom zajęło dwa tygodnie, by zareagować”
- Podejmujemy szereg działań jednocześnie - staramy się odbudować nasz potencjał obronny i zdolności odstraszania. Jednocześnie musimy zacząć „zarządzać eskalacją”, a nie jest to dziedzina, w której Unia Europejska tradycyjnie dobrze sobie radzi - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Thijs Reuten. Holenderski eurodeputowany krytykuje Europę za - jego zdaniem często zbyt wolne i proceduralne reakcje na działania Rosji. Przywołuje przy tym incydenty dronowe z udziałem rosyjskich bezzałogowców.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co mówi Thijs Reutens na temat systemowej pomocy UE dla Ukrainy.
- Czego domaga się holenderski eurodeputowany.
- W jakich krajach w ostatnich dniach miały miejsce incydenty z rosyjskimi dronami.
Unia Europejska od początku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji w 2022 roku wspiera Ukrainę i przygotowuje kolejne pakiety sankcji na Rosję. Czy jednak Europa robi to wystarczająco skutecznie, by odstraszyć Władimira Putina? - Gdy ja bądź któryś z moich kolegów sugerujemy zdecydowaną reakcję wobec Rosji, wielu dziennikarzy i zwykłych ludzi pyta: „Ale czy to nie doprowadzi do eskalacji?”. Nie! Możemy zrobić wiele, by odstraszyć Rosję i pokazać, że chcemy nie tylko wspierać Ukrainę, ale też reagować z pozycji siły. Bo siła to jedyny język, jaki rozumie Rosja – mówi w Strasburgu w rozmowie z RadioZET.pl Thijs Reuten – eurodeputowany holenderskiej partii Progressif Nideland i sprawozdawca raportu ws. postępów w procesie akcesyjnym Ukrainy.
Europa zbyt miękka wobec Rosji? Europoseł z Holandii krytykuje
Jak przyznaje, ma dość „polityków i przywódców powtarzających, że będziemy wspierać Ukrainę tak długo, jak będzie trzeba”. - Nie zrobiliśmy wystarczająco wiele. Nie działaliśmy na czas – dodaje. Przypomina swoją wypowiedź z lutego, gdy mówił, że „Europa musi rozważyć ustanowienie strefy ochrony powietrznej nad niekwestionowanymi obszarami, natychmiast przyjąć 20. pakiet sankcji, w tym zakaz świadczenia usług morskich i rozprawić się z flotą cieni, a przede wszystkim dostarczyć wszystkie możliwe systemy obrony powietrznej, zdolności uderzeniowe dalekiego zasięgu i pomoc humanitarną”. Krytykował wtedy UE za samozadowolenie i za to, że właśnie nie pomaga tak, jak powinna.
Choć jednocześnie zaznacza, że spora część działań unijnych w zakresie pomocy Ukrainie, była „bezprecedensowa”. - Np. w zeszłym roku w pełni zrekompensowaliśmy finansowo wartość amerykańskiego wsparcia, które zostało wstrzymane. Zrobiliśmy to jako Europejczycy i było to wielkie osiągnięcie. Jednak robimy za mało i zbyt późno. Dobrze, że wiosną udało się osiągnąć porozumienie ws. pożyczki na kwotę 90 miliardów euro, choć lepiej byłoby uzyskać te środki poprzez wykorzystanie zamrożonych rosyjskich aktywów – tłumaczy holenderski polityk.
Jego zdaniem, choć kwestia ta zapewne wróci wkrótce do porządku obrad w PE, to „zasadniczy problem, zarówno w kontekście wsparcia dla Ukrainy, jak i odbudowy naszego własnego potencjału odstraszania, polega na braku poczucia pilności działań”. - Oczekuję, że przywódcy wszystkich państw członkowskich będą działać wspólnie i potrafią wznieść się ponad interesy narodowe. Obecnie każdy kraj działa na własną rękę, czasem w ramach projektu realizowanego wspólnie z trzema czy czterema innymi krajami. Mamy sojusz i realizujemy wspólny projekt, ale nie tworzy to spójnego systemu europejskiego – twierdzi.
„Niemcom zajęło dwa tygodnie, by wypracować reakcję”
Mówi też o potrzebie stworzenia „europejskiej unii obronnej”, ale od razu zaznacza, że nie chodzi tu o „europejską armię” w klasycznej postaci. - Wiele osób od razu o to pyta. Wojsko sobie poradzi, potrafi się świetni zorganizować. Problem leży jednak po stronie politycznej i decyzyjnej. Brakuje nam solidnych struktur podejmowania decyzji – wyjaśnia Reuten. Podaje przy tym przykład incydentu z dronem znalezionym na lotnisku w Lipsku. - Niemieckiemu rządowi zajęło dwa tygodnie wypracowanie reakcji na to zdarzenie. A jaka ona ostatecznie była? Podjęto działania dotyczące rosyjskich dyplomatów. Czyli rozwiązanie, które proponowano już rok temu, ale Niemcy je wtedy zablokowały. Taką mamy sytuację – nie kryje oburzenia.
Według niego problemem „nie jest ani komisarz Kubilius [Andrius, komisarz UE ds. obronności – red.], ani też Parlament Europejski, którego posłowie – zdaniem Holendra – od początku mówili, że „trzeba zrobić więcej”. - To w PE zaczęliśmy rozmawiać o czołgach, myśliwcach, pociskach dalekiego zasięgu. A państwa członkowskie potrzebowały czasem roku czy nawet kilku lat, by faktycznie zrobić to, co wszyscy wiedzieli: że trzeba realnie wesprzeć Ukrainę – podkreśla, dodając, że „jako Europa znajdujemy się w kluczowym momencie”. - Widzimy, że Rosja nasila nie tylko ataki na Ukrainę, ale także ataki hybrydowe na inne kraje Europy. Nie rozumiem, dlaczego się wahamy. Nie chodzi tu o dążenie do bezpośredniego konfliktu, bo tego właśnie ludzie się obawiają. Musimy się bronić, musimy być jednością – apeluje.
Przytoczył fakty z ostatnich dni: zestrzelone drona nad Litwą, bezzałowoca znalezionego na plaży w Rusinowie nad Bałtykiem, drona, który uderzył w pociąg relacji Kijów-Warszawa, ale także wtorkowy prawdopodobny sabotaż na kolei, gdzie przy torach znaleziono celowo umieszczone rury, który doprowadziły do tzw. awarii odcinków. - Nie chcę niczego sugerować ani spekulować. Mogę jednak z całą pewnością stwierdzić jedno: jeśli w wielu miejscach w krótkim odstępie czasu dochodzi do tak precyzyjnie zorganizowanych działań, to nie jest to sprawka jakiegoś chłopaka, któremu przyszło do głowy zrobić coś niegrzecznego. To skoordynowane, zaplanowane wcześniej i celowe działanie. Musimy łączyć kropki i usprawnić analizę tych wszystkich incydentów. Skupianie się wyłącznie na pojedynczym zdarzeniu jest ryzykowne – tłumaczy Reutens.
„Musimy zarządzać eskalacją”
Widać, że zdarzenia, o który mówi, nie ograniczają się jedynie do wschodniej flanki NATO, ale obejmują swym zasięgiem także – wydawałoby się, że bezpieczne – państwa Europy Zachodniej. - Trzeba patrzeć na trend. Prawdopodobnie – choć nie mam na to twardych dowodów – w każdym z tych przypadków chodzi o sprawdzenie granic naszej odporności i tego, jak daleko Rosja można się posunąć – przyznaje europoseł i dlatego na koniec naszej rozmowy wraca do kwestii komunikacji i jedności.
- Niezależnie od tego, kto zabiera głos – czy jest to prezydent Finlandii, premierka Włoch czy prezydent Francji – przekaz musi być zawsze identyczny. Taki, jak w przypadku wsparcia dla Ukrainy czy pożyczki w wysokości 90 miliardów. Staraliśmy się przekazać Putinowi: „To się nie uda. Ukraina wygra. Cofnij się”. Podejmujemy szereg działań jednocześnie - staramy się odbudować nasz potencjał obronny i zdolności odstraszania. Jednocześnie musimy robić coś, co nazywam „zarządzaniem eskalacją”, a nie jest to dziedzina, w której Unia Europejska tradycyjnie dobrze sobie radzi. Musimy działać szybko – podsumował rozmówca RadioZET.pl.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET