Iran traci jedną z najmocniejszych kart. Liczby są nieubłagane dla Teheranu
Iran, który blokując cieśninę Ormuz był w stanie wpływać na ceny ropy na świecie, w ostatnim czasie w dużym stopniu stracił narzędzia do ekonomicznego nacisku na swoich przeciwników. Wielu ekspertów uważa, że reżim w Teheranie znalazł się pod ścianą, co może doprowadzić do eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie alternatywne trasy eksportu ropy stworzyły państwa Półwyspu Arabskiego.
- Dlaczego Iran traci na znaczeniu w regionie przez sytuację z cieśniną Ormuz.
- Co może powodować niestabilność eksportu ropy w regionie Bliskiego Wschodu.
Bardzo długo wydawało się, że Iran trzyma resztę świata w szachu, kontrolując cieśninę Ormuz i ograniczając eksport ropy naftowej. Państwa Półwyspu Arabskiego zaczęły jednak omijać blokadę i wykorzystywać alternatywne trasy, przez co reżim w Teheranie stracił jedną ze swoich najmocniejszych form nacisku w konflikcie ze Stanami Zjednoczonymi.
Czy to oznacza, że skoro Iran znalazł się niejako pod ścianą, czeka nas eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie?
Nowe szlaki eksportu ropy
- Państwa Półwyspu Arabskiego, we współpracy z USA, zaadaptowały się do nowej sytuacji i zaczęły wypracowywać mechanizm wyprowadzania ropy drogą morską, ale też sprawnie wykorzystywać alternatywne trasy. Przede wszystkim dwa rurociągi, należący do ZEA, łączący kompleks naftowo-gazowy Habshan z portem Fudżajra w Zatoce Omańskiej oraz saudyjski ropociąg Wschód–Zachód, który łączy Abqaiq, położone w pobliżu Zatoki Perskiej, z portem Yanbu nad Morzem Czerwonym. Do tego pojawiły się różne korytarze lądowe – tłumaczy Julia Sochacka z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Chociaż cały czas nie można mówić o tym, że sytuacja wróciła do normy, bo eksport ropy cały czas jest ograniczony, to jednak różnica w porównaniu ze stanem z początku konfliktu jest wyraźna. - Statystyki pokazują, że z Zatoki, różnymi trasami, wychodzi obecnie około 17 milionów baryłek ropy dziennie, w porównaniu z ok. 20 milionami przed wojną. Nie jesteśmy jeszcze na tym etapie przepustowości, który był wcześniej, ale postęp jest znaczący – mówi w rozmowie z RadioZET.pl analityczka.
Sochacka przestrzega jednak przed zbytnim optymizmem wskazując, że sytuacja nadal jest niestabilna. - Byłabym ostrożna w analizie tych statystyk, bo zazwyczaj są one brane ze średniej siedmiodniowej, w związku z czym, jeśli zdarzy się przestój wywołany przez kilkudniową eskalację, co już się zdarzało, to te liczby mogą spaść. Dlatego wciąż te przepływy określiłabym jako chwiejne. Natomiast wzrost jest zdecydowany, co wynika ze wspomnianej zdolności adaptacyjnej państw regiony.
Iran stracił jedną z najmocniejszych kart
- Iran w tej wojnie bardzo długo zasłaniał się Cieśniną Ormuz, najważniejszą kartą przetargową, którą dysponuje. Zasadniczo nadal tak jest, natomiast jej siła jest coraz mniejsza. Teheran jest coraz bardziej dociskany przez sankcje gospodarcze, nałożone przez Stany Zjednoczone, ma też problemy z eksportowaniem własnej ropy, przez amerykańską kontrblokadę, a to istotna część irańskiej gospodarki. Aktualne szacunki, podane przez The Economist, mówią o około 200 tysiącach baryłek dziennie, a to mało – mówi o kłopotach Teheranu Julia Sochacka.
W związku z tym siła negocjacyjna Iranu zaczyna spadać. Dlatego, jej zdaniem, widzimy pewne ruchy, zarówno dyplomatyczne, jak i kinetyczne. - W ostatnich tygodniach nastąpił powrót do oficjalnych rozmów, prowadzonych na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ, gdzie delegacja Iranu, prawdopodobnie przez katarskich mediatorów, rozmawiała z USA. To wyraźny sygnał, że kanały dyplomatyczne są otwarte. Potem zresztą była kontynuacja tych niebezpośrednich rozmów i pierwsza propozycja Iranu dotycząca siedmiodniowego zawieszenia broni i złagodzenia części sankcji, którą odrzucił Donald Trump. – mówi analityczka.
- Problem z drogą dyplomatyczną jest taki, że obie strony nadal mają bardzo maksymalistyczne postawy. To zresztą towarzyszy rozmowom amerykańsko-irańskim właściwie od samego ich początku i oznacza, że mało jest pola na ustępstwa, przez co rozmowy są po jakimś czasie zrywane. Wygląda zresztą na to, że obie strony będą starały się znaleźć jakieś sposoby wywierania presji na przeciwnika. To też taktyka obserwowana od początku tego konfliktu. Żeby zmusić drugą stronę do negocjacji, używa się środków nacisku, militarnych albo gospodarczych – uważa Sochacka.
Pętla się zaciska
Przeciąganie liny na Bliskim Wschodzie trwa już od dłuższego czasu i nie zanosi się, by miała tutaj nastąpić jakaś poważna zmiana. Wspomniana adaptacja państw Zatoki do sytuacji sprawiła co prawda, że przynajmniej od strony presji gospodarczej przewaga znalazła się po stronie USA, jednak nie oznacza to, że Iran nie ma w swoich rękach żadnych kart.
- Amerykanie obecnie stosują środki nacisku gospodarczego, zaciskając pętlę sankcji, zgodnie z ogłoszoną przez administrację Donalda Trumpa na początku września ofensywną ekonomiczną. Irańczycy, przez zmniejszenie znaczenia Cieśniny Ormuz, nie mają aż tak silnego instrumentu nacisku gospodarczego, natomiast nadal mogą wywołać problemy z eksportem ropy poprzez atakowanie infrastruktury krytycznej i energetycznej w państwa Półwyspu Arabskiego – ocenia analityczka.
I mowa tutaj zarówno o bezpośrednich atakach Iranu na infrastrukturę krytyczną w sąsiednich państwach, jak i o działaniach Hutich w Jemenie, którzy oprócz realizowania swojej własnej agendy wspierają także reżim w Teheranie.
- Presja kinetyczna ze strony Iranu więc nie tyle wzrasta, co cały czas jest obecna, choć jest tutaj potencjał do eskalacji. Będziemy teraz obserwować zapewne poszukiwanie nowych form nacisku, ale i powrót negocjacji, choć wypracowanie jakiegoś rozwiązania będzie trudne, bo obydwie strony nie mogą pozwolić sobie na ustępstwa. Amerykanie są przed wyborami połówkowymi i obecna administracja będzie chciała pokazać siłę. Iran także nie ma przestrzeni na kapitulację, ponieważ nie pozwolą na to czynniki w tym kraju, przede wszystkim Korpus Strażników Rewolucji – tłumaczy Sochacka.
- Moim zdaniem w perspektywie średnioterminowej możemy obserwować intensyfikację działań dyplomatycznych, być może doniesienia o nowych propozycjach porozumień i planach pokojowych, a także zwiększoną aktywność mediatorów. Natomiast tak długo, jak nie zmieni się maksymalistyczna postawa obu stron, trwałego rozejmu, który nie upadnie po kilku tygodniach, tak jak ten ostatni, zapewne nie uda się wypracować – podsumowuje w rozmowie z RadioZET.pl Julia Sochacka.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET