`

Katastrofa pociągu z trującym benzenem. Czeskie władze wprowadziły stan wyjątkowy

2 min. czytania
29.03.2025 11:05
Obserwuj nas na Google

Chociaż od katastrofy pociągu z trującym benzenem, do której doszło 28 lutego, gdy w miejscowości Hustopecze nad Beczwą, minął już miesiąc, dopiero teraz, decyzją wojewody ołomunieckiego Ladislava Oklesztieka, wprowadzono stan zagrożenia, pierwszy w skali zarządzania kryzysowego. Wojewoda czekał na rządowe gwarancje pokrycia kosztów, które otrzymał w mijającym tygodniu.

Stan zagrożenia po katastrofie pociągu z trującym benzenem
fot. Hasičský záchranný sbor ČR
  • Stan zagrożenia obowiązuje od piątku, potrwa miesiąc
  • Do katastrofy pociągu z trującym benzenem doszło 28 lutego
  • Strażacy budują zaporę, by zatrzymać wyciek benzenu

Czechy. Stan zagrożenia po katastrofie pociągu z trującym benzenem

Do katastrofy kolejowej doszło 28 lutego, gdy w miejscowości Hustopecze nad Beczwą wykoleił się pociąg z wagonami-cysternami, przewożącymi ponad 1000 ton benzenu. Według wstępnych ustaleń skład z nadmierną prędkością wjechał na zwrotnicę. Wybuchł pożar, a około 350 ton trującej substancji dostało się do wód podziemnych.

Decyzją wojewody ołomunieckiego Ladislava Oklesztieka stan zagrożenia, pierwszy w skali zarządzania kryzysowego, obowiązuje od południa w piątek i potrwa miesiąc. Ma pozwolić na szybszą rekultywację skażonych gruntów i wody, a przede wszystkim na niedopuszczenie do skażenia wód rzeki Beczwy.

Na terenie osady domków rekreacyjnych położonych w pobliżu miejsca katastrofy stwierdzono skażenie w jednej ze studni. Wkrótce po ogłoszeniu stanu zagrożenia miejscowy związek rybacki poinformował, że groźny poziom stężenia benzenu stwierdzono niedaleko zbiornika retencyjnego w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca katastrofy. Rybacy stwierdzili obecność benzenu nie tylko przy powierzchni wody, ale także przy dnie jeziora.

Już wcześniej apelowano o wprowadzenie stanu wyjątkowego, ale nie zgadzał się na do Oklesztiek, który domagał się od rządu gwarancji pokrycia kosztów, które otrzymał w minionym tygodniu. Między miejscem katastrofy a zbiornikiem strażacy oraz wynajęte przez władze samorządowe firmy budują metalową zaporę sięgającą siedem metrów w głąb gruntu. Ma ona zatrzymać wyciek trującej substancji do jeziora i wód gruntowych.

Źródło: Radio ZET/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET