`

Kolejny konwój wagnerowców na Białorusi. Analitycy ocenili zagrożenie dla Polski

2 min. czytania
24.07.2023 08:31
Obserwuj nas na Google

Dziesiąty konwój wagnerowców dotarł na Białoruś - podał projekt Biełaruski Hajun, zajmujący się obserwacją aktywności wojsk. Zdaniem analityków amerykańskiego think tanku Instytut Badań nad Wojną (ISW) najemnicy nie stanowią zagrożenia militarnego dla Polski i Ukrainy, o ile nie zostaną wyposażeni w ciężką broń.

Jewgienij Prigożyn
fot. AFP PHOTO / Telegram channel of Concord group/East News, @Hajun_BY/Twitter (screenshot)

Grupa Wagnera na dobre zainstalowała się na Białorusi. W niedzielę projekt Biełaruski Hajun poinformował, że konwój złożony z co najmniej 10 pojazdów dotarł z Rosji do kraju rządzonego przez dyktatora Alaksandra Łukaszenkę. "Większość pojazdów ma tablice rejestracyjne rosyjskie i z tzw. LNR/DNR (tzw. ługańska i doniecka republika ludowa - red.). Konwój był eskortowany przez policję drogową Białorusi" - napisali aktywiści.

Dodano, że najnowszy konwój wagnerowców poruszał się inną trasą niż wcześniejsze przejazdy najemników. Ludziom Jewgienija Prigożyna przyjrzał się w poniedziałkowej analizie amerykański think tank Instytut Badań nad Wojną (ISW).

Grupa Wagnera na Białorusi. Czy Polska jest zagrożona?

Zdaniem ekspertów obecnie Grupa Wagnera nie stanowi zagrożenia militarnego dla Polski i Ukrainy, o ile najemnicy nie zostaną wyposażeni w ciężką broń. "Nawet w razie jej doposażenia Grupa Wagnera nie stanowi istotnego zagrożenia dla NATO” – podkreślił think tank.

Redakcja poleca

ISW nawiązał do niedzielnego spotkania Władimira Putina z Alaksandrem Łukaszenką w Petersburgu. Dyktatorzy Rosji i Białorusi rozmawiali o Grupie Wagnera jako zagrożeniu dla Polski.

„Nic nie wskazuje na to, by bojownicy Grupy Wagnera na Białorusi posiadali ciężką broń niezbędną do przypuszczenia poważnej ofensywy przeciwko Ukrainie czy Polsce bez poważnego dozbrojenia, gdyż oddanie takiej broni rosyjskiemu ministerstwu obrony było warunkiem porozumienia między Putinem, Łukaszenką i (właścicielem Grupy Wagnera Jewgienijem - red.) Prigożynem, kończącego zbrojny bunt wagnerowców w czerwcu" – podkreśla ISW.

Instytut zauważa, że podczas spotkania z Łukaszenką Putin poczynił kilka symbolicznych gestów, które miały świadczyć o jego władzy i dominacji nad skoncentrowaną w Petersburgu frakcją zwolenników Prigożyna. Putin zabrał Łukaszenkę do Kronsztadu – ufortyfikowanego portu, gdzie w 1921 roku żołnierze i marynarze podjęli nieudaną próbę antybolszewickiego powstania, zdławioną przez sowiecki rząd. 

W dodatku obu dyktatorom towarzyszył gubernator Petersburga Aleksandr Biegłow oraz młodsza córka ministra obrony Rosji Siergieja Szojgu, Ksenia. Biegłow i Szojgu to osobiści wrogowie Prigożyna. Putin robił sobie także zdjęcia z lokalnymi mieszkańcami, w tym z dziećmi.

„Te symboliczne gesty wskazują, że Putin niepokoi się o swoją popularność, bezpieczeństwo swego reżimu oraz szereg frakcji rywalizujących o władzę w wysokich eszelonach rosyjskiego rządu” – ocenia ISW.

RadioZET.pl/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET