Mateusz Gamrot: Chcę być w 1 procencie lepszy każdego dnia
Mateusz Gamrot w rozmowie z Radiem ZET opowiedział, jak każdego dnia stara się być coraz lepszą wersją siebie, zdradził kulisy swojej relacji z synem i wyjawił plany startu w mistrzostwach świata w brazylijskim jiu-jitsu. „Gamer” nie ukrywa też, jak wielkim szacunkiem darzy swojego idola - Mameda Khalidova.
Andreas Nicolaides, Radio ZET: Jakiej muzyki na co dzień słucha Mateusz Gamrot?
Mateusz Gamrot: Wszelakiej muzyki. Lubię praktycznie każdy gatunek. Lubię też taką nastrojową muzykę - pozytywną, kiedy niesie twoje bareczki, niesie twój umysł do uśmiechu. Wtedy nastraja cię pozytywnie i ten dzień staje się lepszy. Lubię po prostu słuchać takich przebojowych, energetycznych utworów.
To jest raczej zagraniczna muzyka czy polska?
Jestem patriotą, lubię polską muzykę, ale przebywając dużo w Stanach też słucham latynoskiej i amerykańskiej.
Jak jest u Ciebie podczas treningów i przygotowań do walki? Wolisz skupienie i ciszę czy towarzyszy Ci luźniejsza atmosfera, uśmiech, może właśnie muzyka.
Muzyka towarzyszy mi około treningowo i w trakcie przygotowań do treningu. Natomiast podczas samego treningu lubię ciszę, gdy po prostu słychać naturalny dźwięk sali czy własnych myśli. Muzyka fajnie nastraja, ale podczas treningu lubię, kiedy jest cisza i mogę skupić się na danych czynnościach wykonywanych w tym momencie. Muzyka przed treningiem, w trakcie cisza.
Skoro rozmawiamy o przygotowaniach, to chciałem Cię podpytać o nowego sponsora, który towarzyszy Ci w treningach.
Tak, bardzo cieszę się, że przyszedłem do polskiej marki 4F. Tutaj z zespołem znamy się już od kilku miesięcy. To duża zmiana, jeżeli chodzi o moją medialność i rozpoznawalność w Polsce. Do tego na ostatni obóz na Florydzie zabrałem nowy zestaw butów i ubrań. Wszystkie zdały egzamin, jeżeli chodzi o pracę na macie czy treningach na zewnątrz. Cieszę się i mam nadzieję, że od samego początku dość szybko i dynamicznie przeskoczyliśmy pewien poziom i się rozwinęliśmy. Mam nadzieję, że dalej tylko utrzymamy to tempo.
Gamrot o relacji z synem. „Ten telefon musiałem odebrać”
Zaciekawiło mnie, jak w jednym z ostatnich wywiadów powiedziałeś, że w dniu walki może dzwonić do Ciebie tylko syn. Macie wyjątkową relację. Czy możesz coś więcej o niej powiedzieć?
To jest głębszy temat… Mam starszą córkę - dziesięcioletnią i młodszego syna, który patrzy się na córkę i stara się ją dogonić w każdym aspekcie. No i tak się też stało, że kilka dni przed walką mój syn dostał zegarek. Od dawna chciał mieć taki sam jak moja córka, która dzięki niemu może się komunikować z rodzicami. No i odkąd dostał ten zegarek, to oczywiście zaczął go nadużywać, cieszyć się z tego po prostu. To jest pierwsza kwestia. Druga jest taka, że podczas Fight Weeku czy w dniach poprzedzających walkę staram się odkładać telefon na bok, żeby żadna informacja mnie nie rozproszyła, a nie daj Boże jakaś taka negatywna… Wiesz, zaprzątasz sobie wtedy tym głowę i myśli ci uciekają. Więc izoluję się od telefonu. Natomiast teraz, kiedy mój syn dostał ten zegarek, i w dniu walki zobaczyłem, że dzwoni, to aż... uśmiech mi się pojawił na twarzy. Wiedziałem, że to będzie niezobowiązująca rozmowa, a przyniesie taki pozytywny aspekt po prostu. I tak też było. On do mnie zadzwonił i powiedział: „Cześć, tata, co robisz, ja się właśnie bawię Lego”. Zamieniliśmy kilka zdań, ale wiesz, tak go mocno kocham i tak dużo czasu tracę, nie będąc z nim, kiedy jestem na Florydzie, więc w momencie, kiedy wracam do Polski, staram się tak jakby wszystko nadrabiać. Wiadomo, że straconego czasu nie dorobimy, ale staram się przebywać z nim w stu procentach i poświęcać mu sto procent swojego czasu. Więc w momencie, kiedy widziałem w dniu walki, że on do mnie dzwoni, to był ten czas, kiedy musiałem z nim porozmawiać.
Jak rozmawialiśmy rok temu, pytałem Cię, na ile lat się czujesz. Mówiłeś, że w duchu cały czas 25, że jest to wariactwo w głowie. Powiedz mi, czy przez ten rok coś się zmieniło, czy dalej jest w Tobie ta sama energia i pasja?
Wariactwo w głowę cały czas. 25 lat na karku i nic się nie zmienia.
Ostatnia walka – zwycięstwo z Estebanem Ribovicsem i to przez poddanie. Jak oceniasz ten pojedynek?
Cieszę się, że tak się potoczyło. Esteban był groźnym i wymagającym rywalem. Przed walką się zastanawiałem, jak to będzie i miałem pewne jakieś tam momenty zawahania. Po prostu tak mi zależało na zwycięstwie, natomiast przebieg tego pojedynku pokazał różnicę poziomów między nami i kiedy walka przeniosła się do parteru, to czułem kolosalną różnicę siły fizycznej między mną a nim. Mój poziom umiejętności przeskoczył jego.
Momentami wręcz wgniatałeś go, to była dominacja, ale czy wcześniej nie obawiałeś się trochę tej walki? Czy po przegranym starciu z Charlsem Oliveirą czułeś dodatkową presję, że aby się utrzymać w ścisłym topie, po prostu musisz wygrać?
Presja zawsze towarzyszy mi w każdej walce, natomiast tutaj to był kolejny zawodnik spoza rankingu, więc ryzyko było jeszcze większe, bo ewentualna przegrana z nim mogłaby powodować, że bym wyleciał z tego rankingu. Natomiast znów biorąc zawodnika spoza rankingu, pokazałem różnicę poziomów, więc ugruntowałem swoją pozycję w UFC. Pokazałem matchmakerom, fanom i całej federacji, że moje miejsce należy do ścisłego topu i właśnie z takimi zawodnikami powinienem toczyć walki.
Gamrot wystartuje w MŚ w brazylijskim jiu jitsu. Kiedy kolejna walka?
Co dalej, kiedy możemy spodziewać się Twojej kolejnej walki?
11 lipca zaplanowana jest duża walka w kategorii lekkiej Benoît Saint Denis kontra Paddy Pimblett, dwóch mocnych, topowych zawodników, więc ja chcę być w gotowości na ten termin i być gotowy na ewentualne zastępstwo. Możemy wtedy spodziewać się mojego powrotu, a jeżeli nie, to we wrześniu wystartuję na mistrzostwach świata w brazylijskim jiu jitsu, a potem ruszam na Florydę, żeby rozpocząć kolejne przygotowania, więc myślę, że kolejna walka UFC w wakacje lub końcówka roku.
Jesteś siódmy w rankingu UFC. Jak spojrzymy na to, kto jest nad Tobą, to są to same wielkie nazwiska. Z kim byś nie zawalczył, to byłby duży hit. Większość uważa, że Twoja kategoria jest najmocniej obsadzona ze wszystkich.
Oczywiście, kategoria lekka jest od lat najmocniejszą i najniebezpieczniejszą kategorią w UFC. Nawet patrząc na to, że przeciętna waga człowieka wynosi między 75 a 80 kilogramów, więc my walcząc w kategorii lekkiej, czyli do 70 kilogramów, to praktycznie większość populacji tyle waży. Plus poziom umiejętności, ten skill jest bardzo wysoki, więc cieszę się, że jestem w tym rankingu, utrzymuję się i bronię swojej wysokiej pozycji. I tak jak powiedziałeś, każdy zawodnik nade mną to jest to głośna i medialna walka. Tak na dobrą sprawę nie mogę się doczekać, co przyniesie mi przyszłość.
„Nawet w 1 procencie być lepszy każdego dnia”
Przeczytałem ostatnio pewien komentarz na Twój temat, że nawet jeśli jeszcze nie masz mistrzowskiego pasa UFC, to jesteś w ścisłej topce najlepszych zawodników na świecie i samo to już jest gigantycznym osiągnięciem.
Pracując z różnymi trenerami mentalnymi czy psychologami, każdy z nich zaznaczał mi, żebym był wdzięczny temu, co już osiągnąłem i w jakim momencie jestem teraz, no bo to jest niesamowite osiągnięcie, walcząc w „Lidze Mistrzów”. W MMA, być w topie rankingu, to jest marzenie wielu zawodników, więc jestem wdzięczny, że tak potoczyła się moja kariera i dalej się tak toczy. Natomiast nie ukrywam tego, że moim celem jest złoto tej kategorii, czyli pas mistrzowski. Do tego dążę. Z takim celem i nastawieniem budzę się każdego dnia i staram się być lepszy w jakimś tam procencie. Nawet w 1 procencie być lepszy każdego dnia, to jest 1 procent z 60 minut w 24 godzinach, to jest około 14 minut w ciągu dnia, a więc 14 minut zawsze staram się poświęcić na to, żeby się ulepszyć. I tak jak powiedziałem, dopóki jestem zdrowy, silny, mam chęci i to wariactwo w głowie, nie zaprzestanę gonić swoich marzeń.
Śledzisz na pewno to, co się dzieje w KSW i widziałeś, że Mamed Khalidov ostatnio walczył o pas, a ma już 45 lat (rocznikowo nawet 46). Wyobrażasz sobie siebie w tym wieku i to w takiej formie?
Życzyłbym sobie tego. Mamed jest jeden jedyny, drugi się taki nie powtórzy. Jest wielkim wzorem do naśladowania, to jeden z najlepszych zawodników w historii MMA, więc życzyłbym sobie, żeby być w takiej formie jak Mamed i tak walczyć w tym wieku. Pamiętam moją pierwszą, debiutancką walkę w KSW. Kiedy zaczynałem, to walczyłem na gali, gdzie Mamed był w walce wieczoru. Od tamtej pory on jest taką gwiazdką, która mi przyświeca. Mocno trzymam kciuki za niego.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET