Niewydarzone wybory w Rumunii. Zamach stanu, Tik-Tok i zmierzch demokracji?
Dziewięcioosobowy Trybunał Konstytucyjny Rumunii wyrzucił do kosza ponad 9 mln kart do głosowania i unieważnił pierwszą turę wyborów prezydenckich na dwa dni przed dogrywką. Liderem przerwanego wyścigu o Pałac Controceni był prorosyjski skrajnie prawicowy polityk Călin Georgescu, który w krótkim czasie zdobył niewiarygodną popularność w mediach społecznościowych. Jednak według raportu służb specjalnych kandydat grał o fotel prezydenta znaczonymi kartami, a za jego kampanią stały zagraniczne interesy. Czy manipulacje na Tik-Toku, rosyjskie cyberataki i taczka pieniędzy z Kremla to wystarczające wytłumaczenie, aby powiedzieć obywatelom „wasze oddane głosy się nie liczą”? Pytamy o to ekspertów i zwykłych obywateli na ulicach Bukaresztu.
- Trybunał Konstytucyjny Rumunii unieważnił pierwszą turę wyborów prezydenckich. Ponad 9 milionów kart do głosowania zostało anulowanych z powodu oskarżeń o naruszenia wyborcze, w tym rosyjskie cyberataki.
- Călin Georgescu, prorosyjski i skrajnie prawicowy polityk zdobył szybką popularność dzięki mediom społecznościowym, zwłaszcza Tik-Tokowi. Jego kampania była wspierana przez kryptowalutowe fundusze
- Decyzja o unieważnieniu wyborów wywołała oburzenie wśród kandydatów i części obywateli, którzy postrzegają to jako atak na demokrację
- Rumunia staje przed koniecznością ponownego przeprowadzenia wyborów, co może wpłynąć na polityczny krajobraz kraju. Trybunał Konstytucyjny Rumunii nie jest uznawany w kraju za niezależny
Wybory w Rumunii. O co toczy się gra?
Zanim przyjrzymy się szczegółom spróbujmy przetłumaczyć ostatnie wydarzenia na polską rzeczywistość polityczną. Wyobraźmy sobie, że do drugiej tury wyborów prezydenckich zamiast Trzaskowskiego i Nawrockiego wchodzą Grzegorz Braun, ale obdarzony Tik-Tokowym szóstym zmysłem Sławomira Mentzena oraz Szymon Hołownia w spódnicy z krótkim stażem w fotelu burmistrzyni niewielkiego miasta, zamiast bardziej odpowiedzialnej roli marszałka Sejmu. Wyniki zaskakują opinię publiczną. W poniedziałek po ponownym przeliczeniu głosów Sąd Konstytucyjny uznaje wynik pierwszej tury. W środę rząd odtajnia raport służb wskazujący na zorganizowany wpływ obcego państwa na kampanię wyborczą. W piątek dziewięcioosobowy skład sądu zbiera się ponownie na pilnym posiedzeniu, aby jednomyślnie unieważnić wyniki pierwszej tury wyborów.
To bezprecedensowe wydarzenie w historii Rumunii. Wybory mają zacząć się od zera, a politycy muszą ponownie zarejestrować swoje kandydatury. Hołownia i Braun protestują przeciwko skorumpowanym elitom, które „zawarły pakt z diabłem” i „podeptały istotę demokracji – głosowanie”. Premier Donald Tusk nazywa wyrok trybunału „jedyną słuszną decyzją”. Prezydent Andrzej Duda ogłasza, że powoła nowy rząd po wyborach parlamentarnych i pomimo wygasającego mandatu pozostanie na stanowisku do czasu zaprzysiężenia swojego następcy. Wystarczy dostroić kilka parametrów i otrzymamy obraz tego co właśnie wydarzyło się w Rumunii.
Kto jest kim na rumuńskiej scenie politycznej?
Braun to 62-letni Călin Georgescu. Zaczynał jako agronom później był urzędnikiem państwowym. Jest gorącym krytykiem Sojuszu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej, chociaż w oficjalnych wypowiedziach wyklucza konieczności wyjścia z NATO i z UE. Sprzeciwia się militarnej pomocy dla Ukrainy. Putina określa jako patriotę, który kocha swój kraj i działa w jego interesach. Pandemię koronawirusa nazywa pandemią hipokryzji. Na Tik-Toku dał się poznać jako charyzmatyczny kaznodzieja posługujący się pięknym językiem pełnym literackich nawiązań.
- Czasami przypomina nieco Donalda Trumpa w kwestii bezpośrednich i czytelnych komunikatów. Oprócz Tik-Toka posłuch wśród wyborców zapewniają mu zamknięte grupy na WhatsUp’ie i Telegramie, które działają jak tzw. komory echa czyli wzmacniają w ludziach wcześniej istniejące przeświadczenia – mówi Radiu ZET Radu Delicote, specjalista od marketingu politycznego. Georgescu startował jako kandydat niezależny, chociaż wchodząc do polityki związał się ze skrajnie prawicową partią AUR (rum. ZŁOTO) i był jej kandydatem na premiera. Partia odcięła się od niego, kiedy zapytany o rumuńskich bohaterów narodowych zaliczył do tego panteonu faszystowskiego zbrodniarza Corneliu Cordeanu.
Hołownią w tej konfiguracji jest 52-letnia Elena Lasconi. Dawniej popularna dziennikarka telewizyjna, a obecnie burmistrzyni niespełna 30 tys. miasta Cempulung oraz przewodnicząca wywodzącej się z ruchu miejskiego partii Ruchu Zbawienia Rumunii (SRU). Lasconi deklaruje się jako proeuropejska i antyestablishmentowa kandydatka. Jak przyznała zagłosowała „za” w referendum dotyczącym wprowadzenia definicji małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety, co miało potencjalnie zablokować drogę dla małżeństw homoseksualnych. Wybuchł wtedy skandal, ponieważ okazało się, że jej córka jest członkinią społeczności LGBT i obrończynią praw mniejszości seksualnych – o czym wspominał analityk Kamil Całus w podcaście Ośrodka Studiów Wschodnich.
Dlaczego ludzie nie wybrali odpowiedników Nawrockiego i Trzaskowskiego? Jednym z powodów może być zmęczenie skostniałą sytuacją polityczną. Partie centroprawicowe i centrolewico często zawierają strategiczne porozumienia w parlamencie, aby rozdzielić między sobą zaszczyty i stołki. - PSD i PNL, czyli odpowiedniki naszego PIS-u i PO łączą się ze sobą bardzo ludzi denerwuje. Partie, które powinny ze sobą walczyć jednoczą się tylko po to aby utrzymać władzę - mówi Radiu ZET Adriana Sztranek, która od kilku lat żyje między Polską a Rumunią. - Rumuni potrafią też głośno zaprotestować, a nawet wsadzić w ten sposób polityka do więzienia. W 2017 masowo stali po nocach w przeraźliwym zimnie co w konsekwencji doprowadziło do skazania szefa PSA Liviu Dragnea za korupcję - dodaje Polka.
Korupcja w Rumunii
Jednak Rumunia dalej pozostaje w czołówce najbardziej skorumpowanych państw Unii Europejskiej. Według Corruption Perceptions Index wyprzedza ją jedynie Bułgaria. Niektórzy z moich rozmówców mają przeświadczenie, że instytucjami państwowymi rządzą wewnętrzne układy, a karierę zawodową można zrobić dzięki odpowiednim znajomościom, a nie zdobytym kompetencjom. 45-letni były prokurator Mihai Vasilescu w rozmowie z Radiem Zet opowiada o koszmarze, jaki zgotowało mu szefostwo. - Pochodzę z Bukaresztu i spełniałem wszelkie kryteria, aby objąć tutaj urząd. Przełożeni arbitralnie postanowili mnie oddelegować do pracy w innym mieście. Codziennie musiałbym przejechać 150 km. Moje upragnione stanowisko dostał ktoś inny. Zaprotestowałem więc postanowili się mnie pozbyć. Najpierw wytoczyli mi proces karny, a kiedy ta metoda zawiodła zwolnili mnie dyscyplinarnie – mówi Mihai. Jego historia brzmi znajomo i przypomina czasy Prokuratora Krajowego Bogdana Święczkowskiego, który za karę delegował niepokornych prokuratorów do pracy nawet kilkaset kilometrów od miejsca zamieszkania.
45-letni były prokurator Mihai Vasilescu w rozmowie z reporterem Radia ZET Michałem Makowskim
Dlaczego wybory zostały unieważnione? Trybunał uznał, że „doszło do szeregu naruszeń, które wypaczyły wolny i uczciwy charakter głosowania obywateli oraz równość szans kandydatów. Stało się tak po odtajnieniu raportu służb specjalnych przez prezydenta Klausa Iohannisa, który wskazywał na obce wpływy i ponad 85 tys. rosyjskich cyberataków na serwery z danymi wyborców. Materiały wyborcze niezależnego kandydata miały omijać algorytmy Tik-Toka blokujące lub ograniczające zasięgi kandydatów partyjnych. Z Tik-Toka korzysta blisko połowa Rumunów, a nagrania Georgescu pojawiały się na ich telefonach podczas ciszy wyborczej i w dzień pierwszej tury wyborów prezydenckich. Na dwa tygodnie przed wyborami 25 tys. kont wspierało Georgescu. Biznesmen związany z kryptowalutami miał wydać milion euro na promowanie Georgescu na Tik-Toku opłacając influencerów.
Na dodatek Georgescu w oświadczeniu przedstawionym komisji wyborczej zadeklarował, że wydatki na kampanię wyborczą wyniosą okrągłe zero rumuńskich lejów. Z kolei jego kontrkandydaci przeznaczyli ponad 20 mln euro na kampanię. Septimius Parvu z think-tanku Expert Forum od lat obserwuje proces w wyborczy w kraju w rozmowie z Radiem ZET tłumaczy, że oświadczenie Georgescu to czysta fikcja: - Wszelkie wydatki na kampanię wyborczą muszą przechodzić przez konto komitetu wyborczego. Zgodnie z prawem nie można świadczyć darmowych usług na rzecz kandydata. Żadna trzecia strona nie może opłacać twoich wyborczych rachunków. Historycznie patrząc nie tylko na Rumunię, ale i na całą Europę nie da się zdobyć 23 proc. poparcia mając puste kieszenie. Gdyby Georgescu zadeklarował 2 mln euro na kampanię nikt nie zadawałby wielu pytań. Innym ekstremalnym przypadkiem jest partia socjaldemokratyczna, która wydała blisko 12-13 mln euro na kampanię prezydencką a mimo to premier Marcel Ciolacu o włos przegrał z Eleną Lasconi i nie wszedł do drugiej tury.
Septimius Parvu z think-tanku Expert Forum
Swoją drogą przyjeżdżając do Bukaresztu 5 grudnia ciężko było stwierdzić, że znajdujemy się w ogniu kampanii. Podczas długich spacerów skąpanymi w deszczu ulicami wypatrzyłem zaledwie jeden plakat wyborczy. Jak się okazuje to zasługa specyficznych rumuńskich przepisów. Kilka miesięcy temu stolica była obklejona plakatami i banerami przedstawiającymi sylwetki kandydatów. Jednak podczas 30 dni tzw. okresu wyborczego twarze muszą zniknąć z murów. Wyjątek od reguły stanowią nieliczne wyznaczone punkty. Przyjemny kontrast dla polskiej „banerozy”.
plakat wyborczy
Kontrowersyjna decyzja Trybunału Konstytucyjnego
Wracając do głównego wątku decyzja TK wzburzyła kandydatów i znaczną część wyborców. - Dziś zniszczono 35 lat ciężkiej pracy. Decyzja Trybunału Konstytucyjnego jest nielegalna, niemoralna i podważa samą istotę demokracji, czyli głosowanie - oświadczyła Elena Lasconi. - Widzimy wokół nas liderów partii, którzy drżą ze strachu. Boją się utraty władzy i przywilejów. Skorumpowany system w Rumunii pokazał swoją prawdziwą twarz, zawierając pakt z diabłem - wtórował Călin Georgescu. Wzmożenie zapanowało głównie w domach i w mediach społecznościowych. Na ulice Bukaresztu nie wyległy tłumy protestujących. - Jeśli wybieram, na kogo głosuję, nie obchodzi mnie, co mówi Internet czy inni. W pierwszej turze nie głosowałem na Georgescu, ale teraz chcę na niego głosować - powiedział mi pragnący zachować anonimowość mężczyzna stojący samotnie z trójkolorową flagą na Placu Uniwersyteckim w centrum miasta. - Wygląda na to, że nasz wybór się nie liczy. Nie dbają o to, czego chcemy. Jestem pewna, że w tej grze chodzi o cudze interesy - dodaje w rozmowie z Radiem ZET Anna, studentka inżynierii cywilnej.
- Trybunał Konstytucyjny nie jest sądem, czyli elementem wymiaru sprawiedliwości, tylko zupełnie odrębnym organizmem. Jego decyzję są ostateczne i nie podlegają odwołaniu. Zasiadają w nim byli senatorzy, prokuratorzy, sędziowie, ważni urzędnicy. Co 3 lata Senat, Izba Deputowanych oraz prezydent desygnują trzech nowych członków instytucji na dziewięcioletnią kadencję – mówi Radiu ZET politolog prof. Cristian Pîrvulescu z Narodowego Uniwersytetu Studiów Politycznych i Administracji Publicznej w Bukareszcie. To oznacza, że instytucja nie jest całkowicie wolna od politycznych wpływów. 5 października TK uniemożliwił start w wyborach prezydenckich kontrowersyjnej europarlamentarzystce z ugrupowania S.O.S Romania. Diana Șoșoacă została wyeliminowana z wyborów, ponieważ w ocenie Trybunału jej ewentualna prezydentura zagrażałaby członkostwu kraju w UE i NATO. Według części komentatorów zakaz dla Șoșoaki miał być umotywowany politycznie, aby wzmocnić pozycję socjaldemokratów. - TK ma stać na straży politycznej równowagi w kraju. Jeśli doszło do poważnego oszustwa, należało unieważnić wybory. Początkowo TK zatwierdził ich ważność, ale pojawiły się nowe poważne okoliczności. Rosyjskie finansowanie było ukryte za firmami reklamowymi. To hybrydowa wojna Rosji w Rumunii, w Polsce i wszędzie indziej, która rozgrywa się na portalach społecznościowych, aby zmieniać sposób myślenia ludzi - dodaje profesor Pîrvulescu.
politolog prof. Cristian Pîrvulescu
O co toczyła się przerwana gra? Prezydent Rumunii ma podobne kompetencje do prezydenta Polski. Desygnuje kandydata na premiera i powołuje rząd na podstawie wotum zaufania udzielonego przez parlament. Ma wpływ na politykę zagraniczną. Reprezentuje kraj na arenie międzynarodowej, mianuje ambasadorów i zatwierdza umowy międzynarodowe wynegocjowane przez rząd. Posiada bardzo ograniczone prawo veta, które sprowadza się do odesłania ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Jednak jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, mianuje szefów służb oraz przewodzi Najwyższej Radzie Obrony Kraju. Bez dobrej woli Rady Ukraina nie otrzymałaby najbardziej zaawansowanej wersji rakiet Patriot, haubic oraz znacznych ilości amunicji artyleryjskiej 152 mm i 122 mm. Pociski nie pasują do standardu NATO, ale wciąż przydają się na froncie.
8 grudnia w Rumunii niewydarzone wybory. Georgescu zachęca swoich zwolenników, aby przyszli do lokali wyborczych i „czekali na zwycięstwo siły demokracji”. Również przywódca partii AUR zachęca do takiej formy obywatelskiego protestu. Czy Rumuni posłuchają wezwania? Wkrótce się przekonamy.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET