Obserwuj w Google News

Cisza przed burzą na Wschodzie. "Putin uderzy ze zdwojoną siłą"

4 min. czytania
23.11.2023 16:55
Zareaguj Reakcja

- Putin po prawdopodobnej reelekcji zdecyduje się na uderzenie ze zdwojoną siłą. Ostrzegał już przed tym Ołeksij Daniłow, szef rady bezpieczeństwa przy Zełenskim. Już teraz jesteśmy w momencie krytycznym w temacie Ukrainy - mówi w podcaście "Współrzędne Świata" dziennikarz "Dziennika Gazety Prawnej" i autor książki "Polska na wojnie" Zbigniew Parafianowicz.

Władimir Putin
fot. Aynur Mammadov/Shutterstock (ilustracyjne)

Andrzej Duda i Wołodymyr Zełenski na prywatnym spotkaniu miesiąc przed rosyjską inwazją na Ukrainę, panika podczas awarii prezydenckiego samolotu w marcu ubiegłego roku, spór z USA o przekazanie ciężkiego sprzętu władzom w Kijowie czy obecność polskich komandosów podczas agresji Kremla. To tylko część wątków z książki „Polska na wojnie”, która odsłania kulisy gabinetów polskich władz w obliczu wojny w Ukrainie.

Jej autor Zbigniew Parafianowicz w podcaście „Współrzędne Świata” podkreślił, że po półtora roku pełnoskalowego konfliktu „projekt przyjaźń Duda-Zełenski jest zamrożony”. - Pewne sprawy zaszły za daleko i ciężko będzie odkręcić to, co było w Wiśle tuż przed wojną. Zawód Dudy dotyczy nie tylko Zełenskiego, ale też (poprzedniego prezydenta Ukrainy Petro – red.) Poroszenki, który obiecał mu polskiego ministra w rządzie - komentował dziennikarz „Dzieninka Gazety Prawnej”.

Redakcja poleca

Polska na wojnie. „Panowało przekonanie, że Ukraina padnie”

Jednym z opisanych przez niego wątków była wizyta prezydentów Polski i Litwy w Kijowie na 24 godziny przed rosyjską inwazją. Rozmówcy Parafianowicza relacjonowali, że ochrona Dudy wracającego do kraju samochodem szykowała się na wariant ekstremalny – czyli walkę z Rosjanami.

- Delegacja Dudy wiedziała, że wojna zaczyna się w Donbasie, ale nie mieli świadomości, jaka będzie jej skala. To nie był moment, kiedy został podjęty atak na Kijów. Jedyne, co groziło polskiej delegacji, to ostrzelanie z pocisków manewrujących. Ale nie wydaje mi się, żeby ktoś po stronie rosyjskiej tak bardzo chciał ten konflikt eskalować. Myśleli, że w 2-3 dniu zajmą z marszu Kijów i nie było konieczności, żeby rozszerzać swoje działania o ostrzelanie polityka z państwa NATO-wskiego – komentuje Parafianowicz.

Oglądaj

Przypomniał, że „w polskich władzach generalne panowało przekonanie, podobnie jak w amerykańskich, że Ukraina padnie”. - Duda i Biden byli pierwszymi przywódcami, do których zadzwonił Zełenski po wybuchu wojny. Duda mógł z grubsza ocenić stan ducha i formę Zełenskiego. To, że pozostał w Kijowie, było kluczowe i stało się wówczas jasno, że Ukraina będzie się bronić – wspomina.

Wśród nieznanych szerzej epizodów początku inwazji Rosji jest ten o polskich żołnierzach w Ukrainie. - Po 2014 r. w tworzenie sił specjalnych Ukrainy ogromny udział miała jednostka komandosów z Lublińca i 22. regiment brytyjskiego SAS, którego żołnierze są tam do dziś. Polacy z Brytyjczykami współtworzyli siły specjalne Ukrainy. Żołnierze z Lublińca byli w Browarach w momencie inwazji i nie zostali oni natychmiast ewakuowani – dodaje gość podcastu „Współrzędne Świata”.

Redakcja poleca

Rosja wchłonie Białoruś? „Putin uderzy ze zdwojoną siłą”

Czy nowy polski rząd zmieni kurs wobec Ukrainy? - Chcę tylko przypomnieć, że pierwszą osobą, która mówiła o zbożu ukraińskim jako zagrożeniu dla polskiego rynku, był właśnie Donald Tusk. Był za to zresztą krytykowany – komentuje Parafianowicz.

Mówił też o pogłoskach, że dotychczasowa opozycja otrzymała z Pałacu Maryjskiego (siedziba prezydenta Ukrainy) propozycję spotkania Tuska z Zełenskim przed październikowymi wyborami. Dziennikarz „DGP” dodał, że została odrzucona i KO nie miała pomysłu, jak taki pomysł przekuć w polityczny sukces.

- Tusk podczas pierwszego swojego rządu umieścił wizytę w Kijowie daleko w swojej agendzie. To było wotum nieufności wobec ukraińskich elit. Analiza Ukrainy u Tuska nie jest tak optymistyczna, jak wydaje się u ukraińskich polityków – ocenia autor książki „Polska na wojnie”.

Czego można spodziewać się w najbliższych miesiącach na Wschodzie? - 2024 to rok „wyborów” w Rosji i Białorusi. To nie jest bez znaczenia. Łukaszenka wykorzysta ten czas do delegitymizowania opozycji, a Putin po prawdopodobnej reelekcji zdecyduje się na uderzenie ze zdwojoną siła. Ostrzegał już przed tym Ołeksij Daniłow, szef rady bezpieczeństwa przy Zełenskim. Już teraz jesteśmy w momencie krytycznym w temacie Ukrainy, która paradoksalnie teraz potrzebuje więcej wsparcia i uwagi, do tego, żeby przetrwać wojnę na zasoby z Rosją – analizuje Parafianowicz.

- Celem numer jeden Rosji jest całkowite zwasalizowanie Białorusi, czyli wchłonięcie jej jako kolejny okręg wojskowy. Żeby mieć ją jako pełnoprawny obwód w ewentualnej wojnie i podgryzaniu państw bałtyckich – podsumował dziennikarz.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap