Przerwanie kabli na dnie Bałtyku to nie rosyjski sabotaż? Nowe ustalenia śledczych
Nieoficjalne ustalenia zagranicznych wywiadów, cytowane przez media, sugerują, że ostatnie incydenty z przerwanymi kablami na dnie Bałtyku, to nie rosyjski sabotaż, ale seria niefortunnych wypadków. Doprowadzić do nich miały ludzkie błędy czy niedoświadczenie załóg.
- Przerwanie kabli na dnie Bałtyku to nie rosyjski sabotaż - wynika z doniesień zagranicznych wywiadów, na które powołuje się "Washington Post"
- Eksperci twierdzą, że do incydentów doprowadziły ludzkie błędy lub zły stan jednostek
- Biuro Śledcze Finlandii zaznacza przy tym, że "wciąż jest zbyt wcześnie na oficjalne wnioski"
Przerwanie kabli na dnie Bałtyku to nie rosyjski sabotaż?
"Washington Post" powołuje się na informacje "trzech zagranicznych służb wywiadowczych", które mają zaprzeczać, że przerwanie kabli na dnie Bałtyku może być aktem rosyjskiego sabotażu. Przypomnijmy, że na przestrzeni ostatnich miesięcy doszło do kilku takich głośnych incydentów.
Co więc było przyczyną serii niefortunnych zdarzeń? Według ekspertów, na których powołuje się amerykański dziennik, zawiniły ludzkie błędy. Pierwszą z możliwych przyczyn było niedoświadczenie załóg, drugą z kolei problemy z samymi statkami, czy ich nieodpowiednia konserwacja. Dziennik podaje, że dane wywiadowcze niemal całkowicie wykluczają, że załogi specjalnie ciągnęły kotwice po dnie Morza Bałtyckiego.
"Wciąż zbyt wcześnie na ostateczne wnioski"
Wśród wywiadów, na które powołuje się "Washington Post" jest Biuro Śledcze Finlandii które - jak zaznaczono - nadal bada sprawę. Tamtejsi śledczy zaznaczają przy tym, że wciąż jest zbyt wcześnie, by przedstawić ostateczne i w pełni potwierdzone wnioski.
Przypomnijmy, że do przerwania kabli na dnie Bałtyku doszło w październiku 2023 roku, jak również listopadzie i grudniu 2024 roku. Ostatni z nich był wywołany przez tankowiec Eagle S. pływającego pod banderą Wysp Cooka. Istnieją jednak podejrzenia, że jednostka jest częścią rosyjskiej floty cieni, która służy Moskwie do omijania sankcji i eksportowania ropy i innych surowców. Ich sprzedaż daje Rosji środki na wojnę przeciwko Ukrainie. Ta sprawa, według oficjalnych doniesień jest badana jako akt wandalizmu i zniszczenia mienia. Rosja zaprzecza, jakoby miała związek z incydentem.
Źródło: Radio ZET/"Washington Post"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET