"Szambo samo wybije". Eksperci wojskowi o skutkach mobilizacji w Rosji
Oni wolą czekać: czy szambo samo wybije, czy też nie. To, że się zapełnia, wiemy wszyscy - tak w rozmowie z Wirtualną Polską płk Piotr Lewandowski, były weteran misji wojskowych w Iraku i Afganistanie, ocenił informacje o rosyjskich żołnierzach. Według relacji niezależnych mediów dochodzi nawet do torturowania sołdatów, którzy odmawiają walki w Ukrainie.
Wojna w Ukrainie dla rosyjskiej armii przyniosła passę spektakularnych porażek na froncie. Pomimo mobilizacji żołnierzom Władimira Putina nie udało się powstrzymać ukraińskiej kontrofensywy, która doprowadziła m.in. do wyzwolenia Chersonia. Rezerwiści, którzy odmawiają wykonywania rozkazów dowódców, muszą liczyć się z brutalnymi konsekwencjami.
Niezależna rosyjska telewizja TV Dożd poinformowała, że pod koniec października setki zmobilizowanych mężczyzn z Woroneża (miasto w zachodniej Rosji) wyruszyło do walki pod Makijewką obok Doniecka. Oficerowie powiedzieli im, że są "mięsem i dlatego zostaliście tu przywiezieni".
Mobilizacja w Rosji. Dowódcy torturują rezerwistów
Po porzuceniu przez dowódców kopali rowy gołymi rękami i zostali tylko z granatami. Postanowili wycofać się w kierunku rosyjskiej granicy. Na miejscu zostali rozbrojeni i przewiezieni na poligon wojskowy w Walujkach w obwodzie biełgorodzkim w Rosji. "Tam byli przetrzymywani przez kilka tygodni. Część z nich odmówiła powrotu na front. W odpowiedzi prokuratura wojskowa zaczęła grozić zmobilizowanym mężczyznom zarzutami karnymi. A 17 listopada zostali przewiezieni w kierunku Donbasu" - napisała Wirtualna Polska.
Pojawiały się również informacje o uwięzieniu ok. 300 rosyjskich żołnierzy w Zajcewie w obwodzie donieckim. Chodzi o zmobilizowanych sołdatów, którzy odmówili walki z Ukraińcami na froncie. Torturuje się ich, bije i głoduje, aby znów zmusić do udziału w wojnie.
- Wśród zawodowych żołnierzy na kontrakcie, ci, którzy mieli rzucić kwitami i odejść z frontu, już dawno odeszli. Oni byli jak "gotowana żaba". Reszta została, godząc się na warunki i walkę na froncie. Z rezerwistami jest zupełnie inna bajka. Mają swoje poczucie dumy, empatię i niekoniecznie są "drobnymi pijaczkami" - komentował płk Piotr Lewandowski w rozmowie z Wirtualną Polską.
Dodał: - Mimo wszystko nie uciekli z Rosji, nie schowali się w piwnicy, przyjęli kartę powołania i stawili do wojska. Wielu z nich ma patriotyczne przekonania i oczekuje, że kraj da im to, co im się należy. Chcą być przede wszystkim dobrze dowodzeni.
Gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych, komentował, że po mobilizacji w rosyjskim wojsku jest "bardzo duża mieszanka". - Od Rosjanina-patrioty, który jest za Putina gotów oddać życie, do Rosjanina, który uważa, że to, co się dzieje na Ukrainie, jest niepotrzebne. A dodatkowo Rosja ma u siebie ogromny problem społeczny z alkoholizmem wśród mężczyzn, także rezerwistów. Oni są rozpici. To się kładzie cieniem na armię i jej kondycję. Patrząc na jakość tych żołnierzy, nie dokonają oni wielu rzeczy na froncie - komentował.
- Choć generałowie mają świadomość kłamstwa, to nie mówią o tym głośno, bo musieliby wdrożyć zmiany. A dla nich lepiej spacyfikować bunt wśród rezerwistów. Przynajmniej będzie spokój. Oni wolą czekać: czy szambo samo wybije, czy też nie. To, że się zapełnia, wiemy wszyscy - podsumował płk Lewandowski.
RadioZET.pl/Wirtualna Polska
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET