Walki i ofiary na granicy armeńsko-azerskiej. Prezydent Armenii: Rosja potrzebna jako mediator
Śmierć siedmiu żołnierzy na granicy Armenii i Azerbejdżanu grozi eskalacją konfliktu zbrojnego i włączeniem w niego kolejnych krajów. Atak sprzed dwóch dni może mieć poważne konsekwencje dla świata. Sprawę komentują dla RadioZET.pl prezydent Armenii Wahagn Chaczaturian i wiceminister spraw zagranicznych Armenii Vahan Kostanyan.
Armenia i Azerbejdżan wzajemnie oskarżają się o otwarcie ognia. Prezydent Republiki Armenii Wahagn Chaczaturian powiedział, że jego kraj nie chce eskalacji konfliktu, ale sytuacja jest na tyle poważna, że potrzebny będzie mediator. W rozmowie z RadioZET.pl zdradził, kogo widzi w tej roli.
Rolę mediatora w konflikcie między Armenią a Azerbejdżanem może przyjąć Rosja, Unia Europejska, Stany Zjednoczone oraz powołana kiedyś Grupa Mińska
A czy mediator jest niezbędny? Czy Armenia i Azerbejdżan nie mogą się same dogadać? Na razie próby porozumienia nic nie dały. Wiceminister spraw zagranicznych Armenii Vahan Kostanyan w rozmowie z RadioZET.pl stwierdził, że jego kraj nie chce wojny, ale napotyka na problemy.
Azerbejdżan nie jest zainteresowany utrzymaniem pokoju i stabilizacji pomiędzy naszymi krajami
Z kolei Azerbejdżan przedstawia sytuację odwrotnie i twierdzi, że to Armenia rozpoczęła konflikt. Do tej pory spór o Górski Karabach kosztował życie prawie 30 tys. osób, a dom w obu krajach straciło 750 tysięcy mieszkańców.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET