Ludzie Putina porywają dzieci z Ukrainy. "Próbowano im wpoić miłość do Rosji"
Rosjanie wywożą całe rodziny albo porywają dzieci pod różnymi przykrywkami - mówiła w rozmowie z Wirtualną Polska Daria Herasymczuk, pełnomocniczka prezydenta Ukrainy ds. praw dziecka i rehabilitacji dziecięcej. Dodała, że w ciągu ostatnich ponad 10 miesięcy do Rosji mogło trafić kilkaset tysięcy dzieci z Ukrainy.
Wojna w Ukrainie toczy się nie tylko na froncie. Od końca lutego Rosjanie prowadzą proceder wywożenia w głąb kraju dzieci z Ukrainy - alarmują władze w Kijowie. O skali tego procederu w rozmowie z portalem Wirtualna Polska mówiła Daria Herasymczuk, pełnomocniczka prezydenta Ukrainy ds. praw dziecka i rehabilitacji dziecięcej.
Oficjalnie między lutym ubiegłego roku a styczniem 2023 r. zginęło 450 dzieci. Rannych zostało 872, zaginęło 358, odnaleziono 8597, a deportowano 13 876. - Mamy dane wywiadowcze, a także relacje świadków, że na okupowanych terytoriach trwa przymusowa deportacja. Rosjanie wywożą całe rodziny albo porywają dzieci pod różnymi przykrywkami. Dokładnej liczby wywiezionych dzieci jednak nie możemy określić. Skala tego procederu wyjdzie dopiero po wojnie - mówiła Herasymczuk.
Wojna w Ukrainie. Rosjanie porywają dzieci
Tylko w niektórych przypadkach udaje się uratować nieletnich przed przymusowym wyjazdem do Rosji. Jedną z takich osób był 16-letni Serhij z Mariupola. - Jego rodzice zmarli niedługo przed rosyjską inwazją. Chłopak ze starszym rodzeństwem mieszkał pod Mariupolem, we wsi Nikolskie. Siostra, jako osoba pełnoletnia, mogła sprawować nad nim opiekę, ale okupanci wyciągnęli go prosto z domu. Wywieźli do okupowanego Doniecka, a potem do internatu w Rostowie nad Donem. Tam dowiedział się, że chcą go umieścić w rodzinie zastępczej - opowiadała doradczyni Wołodymyra Zełenskiego.
Rosjanie siłą zawieźli Serhija pod Moskwę. Liczyli, że łatwo złamią nastolatka. Pójdzie do technikum, zostanie mechanikiem. - Chciał wrócić do Ukrainy i był gotowy o to walczyć. Postanowił, że stanie się dla nowej "rodziny" niewidzialny. Nie będzie z nimi rozmawiać ani zwracać na siebie uwagi. Czekał na odpowiedni moment, aby zacząć działać. Jego plan się powiódł. W grudniu został odebrany na rosyjsko-ukraińskiej granicy - tłumaczy Herasymczuk.
- We wszystkich relacjach jednak powraca ten sam wątek: próbowano im wpoić miłość do Rosji i nienawiść do Ukrainy. Zmuszano do śpiewania rosyjskiego hymnu, zabraniano mówić po ukraińsku. Próbowano siłą zrusyfikować - dodaje.
RadioZET.pl/Wirtulna Polska
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET