W tym kraju pójdą do urn po raz ósmy w ciągu pięciu lat. „Ryzyko zwrotu eurosceptycznego”
Ósme wybory parlamentarne od 2021 roku – to 19 kwietnia czeka Bułgarów. Wzajemne konflikty, oskarżenia i niestabilność polityczna sprawiają, że społeczeństwo czuje się tam coraz bardziej zniechęcone do polityki. Czy nowe ugrupowanie byłego prezydenta kraju oferuje prawdziwą zmianę i czy nie oznacza to zwrotu Bułgarii w stronę antyunijną?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Bułgaria zmaga się z kryzysem parlamentarnym, organizując ósme wybory w ciągu pięciu lat, z powodu braku stabilnych koalicji politycznych.
- Były prezydent Rumen Radew i jego ugrupowanie Progresywna Bułgaria zdobywają popularność, obiecując walkę z korupcją i oligarchią, ale brak im wystarczającej większości do samodzielnych rządów.
- Radew może unikać koalicji z GERB z powodu korupcyjnych zarzutów, a jego stanowisko wobec Rosji i UE wywołuje kontrowersje, co utrudnia potencjalne sojusze z innymi partiami proeuropejskimi.
Dopiero co Europa ekscytowała się wyborami na Węgrzech, w wyniku których po 16 latach władzę traci Viktor Orban, a już obywatele kolejnego kraju Unii Europejskiej wybiorą skład parlamentu. Bułgarzy pójdą do urn w najbliższą niedzielę (19 kwietnia) i zrobią to ósmy raz w ciągu ostatnich pięciu lat. Państwo nad Morzem Czarnym, będące członkiem UE i elementem wschodniej flanki NATO, walczy od kilku lat z kryzysem parlamentarnym. Powód tego według Jana Nowinowskiego z Ośrodka Studiów Wschodnich jest prozaiczny.
- Na przestrzeni tych pięciu lat żadna z partii nie jest w stanie uzyskać tak wysokiego poparcia, które pozwoliłoby na sformułowanie samodzielnego rządu. Nawet jeśli jakieś ugrupowanie zwycięża, to ma z reguły ok. 20-25 proc. poparcia i dość ograniczone możliwości, by stworzyć rząd – wyjaśnia Nowinowski w rozmowie z RadioZET.pl. Podkreśla, że każdy kolejny parlament był coraz bardziej niestabilny, co doprowadziło z kolei do szeregu konfliktów pomiędzy poszczególnymi partiami i ich liderami i znacząco utrudniło stworzenia jakiejkolwiek trwałej koalicji.
Kryzys parlamentarny w Bułgarii. Ósme wybory w ciągu pięciu lat
Dla porządku dodajmy, że w ostatnich latach w ramach koalicji władzą wymieniały się (bądź funkcjonowały w ramach obozu rządzącego) tak sprzeczne ideologicznie formacje jak: centroprawicowa i wolnorynkowa GERB byłego premiera Bojko Borisowa, centrolewicowo-liberalna PP-DB (Kontynuujemy Zmianę – Demokratyczna Bułgaria), Bułgarska Partia Socjalistyczna (BPS, spadkobierczyni dawnej partii komunistycznej, dziś o profilu socjalno-konserwatywnym), a także antysystemowa "Jest Taki Naród" kierowana przez komika i celebrytę Sławiego Trifonowa oraz centrowy "Ruch na Rzecz Praw i Wolności" reprezentujący mniejszości etniczne. Żaden układ nie przetrwał dłużej niż rok.
Zdaniem analityka w sytuacji kryzysu politycznego i częstego upadku rządów mnożą się kolejne ugrupowania, które bazując na efekcie świeżości, są w stanie przynajmniej wejść do parlamentu i pogłębić fragmentaryzację sceny politycznej. - Najlepiej było to widać w ostatniej kadencji, kiedy mieliśmy w parlamencie aż dziewięć partii – zauważa, dodając, że rozdrobnienie polityczne powiązane jest ze spadkiem zaufania obywateli do polityków, apatią społeczeństwa i w efekcie coraz niższą frekwencją. - W ostatnich wyborach, w październiku 2024 roku, wyniosła ona poniżej 40 proc. - mówi.
Były prezydent wchodzi do gry
Teraz współczynnik ten może wzrosnąć, a to za sprawą nowej siły politycznej "Progresywnej Bułgarii". To ugrupowanie, na czele którego stoi były prezydent Rumen Radew. To obecnie najpopularniejszy polityk w kraju, generał i dawny dowódca bułgarskich sił powietrznych. W latach 2017-26 pełnił funkcję głowy państwa (dwukrotnie wygrywał wybory powszechne z dużą przewagą nad rywalami), ale zrezygnował z niej w styczniu, na rok przed zakończeniem drugiej kadencji. W Bułgarii bowiem prerogatywy prezydenta są dość ograniczone (dysponuje np. prawem weta, ale można je uchylić zwykłą większością), a Radew nie ukrywa, że marzy mu się większy wpływ na sytuację w państwie. Publicznie postuluje m.in. walkę z korupcją i oligarchią, stąd plany wejścia w politykę parlamentarną i – w przypadku ewentualnej wygranej – stanowisko premiera. - Choć popierała go BPS, to nigdy nie był członkiem żadnej partii. I to pozwalało mu zachować pozycję bezstronnego autorytetu. Był też recenzentem poczynań kolejnych rządów, zwłaszcza surowo oceniał działania GERB, której wiele inicjatyw wetował – zauważa Nowinowski.
Na początku tego roku w Bułgarii wybuchły masowe protesty, najpierw przeciw projektowi budżetu, potem przeradzając się w ogólny sprzeciw wobec całego politycznego establishmentu. W ocenie Nowinowskiego Radew wykorzystał tę falę społecznego niezadowolenia, decydując się wejść do gry ze swoją partią. PB osiąga dziś w sondażach 30-33 proc., co oznaczałoby pewne zwycięstwo i największy klub w Zgromadzeniu Narodowym, a jednocześnie nie pozwalałoby myśleć o samodzielnych rządach. Do tego może zabraknąć ok. 25-30 mandatów. Z kim więc może wejść w powyborczy sojusz?
Jakie koalicje są możliwe po wyborach?
Zdaniem Nowinowskiego najmniej prawdopodobny jest alians z GERB. - Naczelnym postulatem partii Radewa jest, jak on to nazywa, „demontaż systemu oligarchiczno-korupcyjnego”, który trawi w Bułgarię od kilkunastu lat albo i dłużej. Bojko Borisow i GERB to emanacja tego systemu. Wchodząc z nimi w koalicję, były prezydent naraziłby się na poważne straty wizerunkowe i straciłby wiarygodność, więc to byłaby dla niego ostateczność – tłumaczy. Oczywistym wydaje się współpraca z BSP, partią lewicową, choć głównie na płaszczyźnie socjalnej (w kwestiach światopoglądowych jest mocno konserwatywna), ale tu może zabraknąć głosów, gdyż socjaliści balansują na granicy progu wyborczego. Radew może też doprosić skrajnie prawicowe "Odrodzenie". To jednak partia radykalna, współpracująca w Europarlamencie m.in. z niemiecką AFD, a przy tym jednoznacznie prorosyjska. - W zeszłym roku podpisali umowę o współpracy z jedną Rosją Władimira Putina i nie wyobrażam sobie, by potencjalna koalicja z nimi nie wywołała ostrych reakcji ze strony partnerów unijnych. A Radew jest jest politykiem pragmatycznym i raczej będzie chciał uniknąć wchodzenia już na samym początku w otwarte konflikty z kluczowymi zachodnimi partnerami – przekonuje ekspert.
Sojusz z PP-DB byłaby to z kolei koalicja z blokiem liberalnym i proeuropejskim, w oparciu o agendę reformistyczną i antykorupcyjną. - W tym momencie mamy kampanię wyborczą, jest między przedstawicielami tych ugrupowań sporo konfliktów i wzajemnych oskarżeń, ale ostatecznie mogliby się porozumieć. Natomiast tutaj dużym problemem będą na pewno kwestie polityki zagranicznej, bo PP-DB to najbardziej euroatlantycka formacja w całej Bułgarii. Z kolei Radew ma podejście dość mocno suwerennistyczne, a jednocześnie ambiwalentne wobec wojny w Ukrainie. Sprzeciwia się sankcjom na Rosję oraz pomocy militarnej dla Ukrainy, co na pewno stanowi potencjalne źródło napięć między potencjalnymi koalicjantami – wyjaśnia rozmówca RadioZET.pl.
Czy Bułgaria odwróci się od UE, a zwróci w stronę Rosji?
Pamiętajmy też, że Bułgaria, oprócz tego, że jest członkiem UE, to także kraj wschodniej flanki NATO, kluczowej w kontekście kontynentalnej architektury bezpieczeństwa i działań względem imperialistycznej Rosji. Czy zachodni partnerzy mają się więc czego obawiać i czy zasadne są hipotezy, jakoby Europa po zwycięstwie TISZY i Petera Magyara odzyskała Węgry, ale może wkrótce stracić Bułgarię? - Jeśli uda się stworzyć koalicję - a to nie takie oczywiste – jakiejkolwiek konfiguracji, to rzeczywiście istnieje ryzyko pewnego zwrotu w kierunku umiarkowanie eurosceptycznym ze strony Sofii – stwierdza Nowinowski.
W jego opinii porównanie z Węgrami nie jest jednak w tym kontekście do końca zasadne, bo po pierwsze, Radew nie będzie w stanie skumulować w swoich rękach tak dużej władzy, jaką przez lata miał Orban. Po drugie, dotychczasowy premier Węgier był w ostatnich latach konsekwentnie antyzachodni w swoich ideowych podstawach. Krytykował Unię, robił interesy z Rosją, mówił o zwrocie w kierunku azjatyckim.
- Natomiast Radew może oczywiście krytykować politykę wobec Ukrainy, dość sceptycznie wypowiada się też w sprawie różnych polityk klimatycznych, natomiast nie powiedziałbym o nim, że jest antyunijny w swoich podstawach ideowych. Gdy np. opowiada o swoim programie reform i uzdrowienia Bułgarii, to mówi o tym, że chce, by stała się ona „normalnym europejskim państwem”, czyli używa europejskości jako synonimu normalnego, wysoko funkcjonującego, demokratycznego państwa. Orban takiego porównania by nie użył i z tego względu bardziej adekwatne wydaje mi się zestawienie Radewa z premierem Słowacji Robertem Ficą. A to względu na wspólną płaszczyznę ideową, czyli narodowo-lewicową, socjalną , trochę też postkomunistyczną – opisuje analityk.
Stąd też przewiduje, że Radew starałby się utrzymywać relacje z różnymi partnerami: z Unią Europejską, Amerykanami, Rosją czy Chinami, a jednocześnie ubierać to wszystko w szaty politycznego, państwowego pragmatyzmu. - Zwłaszcza gospodarczego, bo Radew wiele mówi o tym, że chciałby np. z powrotem sprowadzać rosyjską ropę – dodaje Nowinowski, zaznaczając jednak, że po 2022 roku jako prezydent Radew nie pojechał jednak do Moskwy na spotkanie z Putinem. "Postępowa Bułgaria" może być więc gamechangerem, albo skończyć też jak wszystkie w ostatnich latach ugrupowania wyrosłe na podglebiu protestów społecznych. Niewykluczone też, że żadnej stabilnej większości parlamentarnej nie uda się wyłonić, a Bułgarzy za kilka miesięcy, najpóźniej za rok, znów pójdą do urn.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET