`

Wygrana AfD w Saksonii-Anhalt to „czerwona kartka”. Niemcom grożą wcześniejsze wybory?

6 min. czytania
08.09.2026 06:45
Obserwuj nas na Google

Wygrana AfD w Saksonii-Anhalt to wydarzenie bez precedensu w najnowszej historii Niemiec. Co czeka położony we wschodnich Niemczech region pod bardzo prawdopodobnymi rządami skrajnej prawicy? Dlaczego wynik niedzielnych wyborów to "czerwona kartka" dla tamtejszego establishmentu politycznego? I czy nad kanclerzem Friedrichem Merzem wisi widmo utraty władzy oraz wcześniejszych wyborów parlamentarnych?

Niemcy
fot. Od lewej: kanclerz Friedrich Merz i szefowa AfD Alice Weidel, RALF HIRSCHBERGER/AFP/East News, Ebrahim Noroozi/Associated Press/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • AfD zdobywa ponad 44 proc. głosów w Saksonii-Anhalt, co pozwala im na próbę utworzenia rządu regionalnego, co jest z kolei bezprecedensowym wydarzeniem w najnowszej historii Niemiec..
  • Przejęcie władzy przez AfD może oznaczać zmiany w lokalnych mediach, edukacji i nadzorze nad służbami mundurowymi, z naciskiem na kwestie imigracji.
  • Wyniki wyborów wskazują na rosnące niezadowolenie społeczne w Niemczech oraz potencjalne osłabienie koalicji rządzącej na szczeblu federalnym, co może prowadzić do przedterminowych wyborów.

Stało się to, co większość sondaży i ekspertów zapowiadała od dawna - AfD [Alternatywa dla Niemiec – red.] jest bliska objęcia władzy w jednym z niemieckich landów. Po uzyskaniu ponad 44 proc. głosów w wyborach we wschodnioniemieckiej Saksonii-Anhalt (ze stolicą w Magdeburgu) skrajnie prawicowa formacja, dotychczas izolowana na scenie politycznej naszych zachodnich sąsiadów, będzie miała pierwszeństwo w utworzeniu regionalnego rządu. Dotychczasowy premier landu, wywodzący się z centroprawicowej CDU Sven Schulze przyznał, że jego partia „straciła mandat do rządzenia” w tym regionie, a kanclerz Friedrich Merz określił wyniki niedzielnego głosowania mianem „największej klęski CDU od dekad”. 

A wobec przekroczenia progu przez radykalnie lewicowy (i tak samo, jak AfD, przyjaźnie nastawiony do Rosji) Sojusz Sahry Wagenknecht, czyli BSW (którego przedstawiciele zapowiedzieli już, że jeśli w pierwszych dwóch głosowaniach nie uda się wyłonić rządu bez AfD, w trzecim są gotowi poprzeć ten, w którym ugrupowanie Alice Weidel będzie dysponowało funkcją szefa landu), wizja władzy dla skrajnej prawicy w Saksonii-Anhalt rysuje się jako bardzo realna. Co to oznacza i jakie będzie miało polityczne skutki także na szczeblu federalnym? 

AfD wygrywa wybory w Saksonii-Anhalt. Coraz bliżej utworzenia rządu

- To na pewno bezprecedensowe wydarzenie, ponieważ niemiecki system polityczny został po II wojnie światowej zaprojektowany tak, by uniemożliwić dojście do władzy partiom skrajnym – mówi w rozmowie z RadioZET.pl dr Piotr Andrzejewski, analityk Instytutu Zachodniego w Poznaniu oraz adiunkt Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. Zapytany, co AfD, jeśli utworzy rząd regionalny, będzie mogło realnie zrealizować, wymienia konkretne obszary. - Mogą wpływać na kształt i narrację mediów lokalnych, mogą bardzo mocno i szybko dokonać zmian w systemie edukacji, ułożyć plany nauczania dla swoją modłę. To zresztą może być coś, co mogliby zrobić szybko, sprawnie i jeszcze się chwalić tym jako sukcesem, czymś w rodzaju zmiany cywilizacyjnej – tłumaczy.

Redakcja poleca

Do tego trzeba wspomnieć, że jedną z prerogatyw władz kraju związkowego jest nadzór nad służbami mundurowymi, zwłaszcza policją. Tu Andrzejewski zwraca uwagę na istotny kontekst. - Nie chodzi tylko o kadry, ale o wzmocnienie kompetencji, by – zgodnie z programem AfD – policja bardziej zajmowała się imigrantami i popełnianymi przestępstwami. Z kolei, jeśli chodzi o służby specjalnej, tu priorytetem byłoby doprowadzenie do tego, by one przestały zajmować się AfD – dodaje ekspert. Przypomnijmy, że landowy oddział największej formacji opozycyjnej w Saksonii-Anhalcie od 2023 roku jest klasyfikowany przez niemiecki kontrwywiad (Urząd Ochrony Konstytucji) jako potwierdzone ugrupowanie prawicowo-ekstremistyczne. 

Rozmówca RadioZET.pl uspokaja jednak, że żadne antyunijne postulaty, które AfD podnosi na szczeblu ogólnokrajowym, lokalnie nie będą mogły zostać zrealizowane. - Tak samo landy nie mogą też znacząco ograniczyć polityki migracyjnej – dodaje, spodziewając się przy tym prób obstrukcji w Bundesracie (Radzie Federalnej), czyli izbie wyższej niemieckiego parlamentu, którą tworzy 69 członków delegowanych przez rządy 16 landów. Choć liczebność posłów z danego regionu różni się w zależności od populacji i akurat Saksonia-Anhalt z zaledwie 2,1 mln mieszkańców dysponuje tylko czterema głosami. 

"Czerwona kartka" dla Merza i reszty

Zdaniem Andrzejewskiego wyniki niedzielnych wyborów to „jednoznaczna czerwona kartka” dla politycznego establishmentu naszych zachodnich sąsiadów. Jednocześnie przekonuje, że wcale nie jest pewne, iż rząd Friedricha Merza utrzyma się do końca kadencji (która mija wiosną 2029 roku) i czy Niemców nie czeka być może przedterminowa elekcja do Bundestagu (odpowiednika polskiego Sejmu). - Żeby utrzymać swój elektorat CDU będzie jeszcze bardziej iść na prawo w wielu kwestiach. A to z kolei może spotkać się ze sprzeciwem ich lewicowego koalicjanta, czyli SPD, co będzie systematycznie zmniejszać spójność koalicji rządzącej na szczeblu federalnym. Może być tak, że socjaldemokraci nie podpiszą się pod bardziej prawicową agendą i porozumienie dobiegnie końca. Zresztą, poprzedni gabinet Olafa Scholza też przecież nie dojechał do końca kadencji – przypomina analityk. 

Kolejnym istotnym kontekstem będą następne zbliżające się (20 września) wybory lokalne – w Berlinie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim. O ile stolica Niemiec wydaje się „bezpieczna” z punktu widzenia politycznego mainstreamu, o tyle północno-wschodni land, graniczący z Polską, to też rejon, w którym AfD zanotowało skokowy wzrost poparcia. Jeszcze w 2021 roku mieli tam niespełna 17 proc., dziś sondaże dają im dwukrotnie więcej i pierwsze miejsce, minimalnie przed rządzącą tam – i wciąż silną – SPD. Pytanie, jaki efekt wśród tamtejszych wyborców wywołają rezultaty z Saksonii-Anhalt – zmobilizują przeciwników AfD czy wprost przeciwnie: ośmielą zwolenników. Andrzejewski zwraca uwagę także na wysoką frekwencję z wyborach z 6 września (prawie 80 proc.). - Absolutny szok, nigdy nie głosowało aż tylu. I większość z nich na AfD, więc to ta partia ma dziś największą moc przyciągania nowych, nieaktywnych wyborczo obywateli. Zresztą, jeśli dodamy wyniki AfD i BSW, to otrzymamy ponad 50 proc. głosów na skrajne ugrupowania protestu. To jest potężny poziom niezadowolenia społecznego – uważa analityk z Instytutu Zachodniego. 

Wracając do tematu ewentualnych wcześniejszych wyborów, Andrzejewski jest zdania, że z realnym rozpatrywaniem takiego scenariusza należy poczekać przynajmniej do 2027 roku. Wówczas odbędzie się seria lokalnych wyborów w zachodnich krajach związkowych – wiosną do urn pójdą mieszkańcy Kraju Saary, Schleswig-Holstein i Nadrenii-Północnej Westfalii, a we wrześniu - Dolnej Saksonii. I to właśnie te elekcje dadzą nam odpowiedź na pytanie, w jakim tempie rośnie fenomen AfD i czy podatne na niego są nie tylko zawiedzione post-zjednoczeniową transformacją landy dawnej NRD, ale też bogate i bardziej postępowe rejony zachodnie, gdzie AfD dotychczas było wyraźnie słabsze.

- Zobaczymy, jaka będzie dynamika. Przyszłoroczne wybory w tych kilku landach będą walidacją tego, czy ta prawicowa fala ze wschodu przeleje się na zachód – mówi ekspert, przypominając, że wedle wszystkich dostępnych badań poziom niezadowolenia, rozgoryczenia i społecznej frustracji jest zdecydowanie wyższy na terenach dawnej NRD, na co nakładają się „quasi-postkolonialne napięcia między Ossis a Wessis (wschodni i zachodni Niemcy)”.

„Rządy zużywają się szybciej niż kiedyś”

- Smutna konstatacja jest taka, że rządy zużywają się dużo szybciej niż kiedyś. Na pewno media społecznościowe mają na to wpływ. Widzieliśmy to w Wielkiej Brytanii, widzimy to w Niemczech, patrząc na rekordowo niskie notowania rządu Merza – uważa Andrzejewski. Z sondażu Infratest Dimap, który przytacza Reuters, aż 87 proc. mieszkańców Saksonii-Anhalt ma negatywne zdanie o gabinecie szefa niemieckich chadeków. W skali kraju - jak wynika z badania „Trendbarometer” dla stacji RTL i n-tv – aż 78 proc. Niemców jest rozczarowanych Merzem jako kanclerzem. Wygląda na to, że 71-letni polityk podąża drogą Keira Starmera. Były premier Wielkiej Brytanii odniósł wraz z kierowaną przez siebie Partią Pracy zdecydowane zwycięstwo w wyborach w 2024 roku, po czym dwa lata później odchodził ze stanowiska jako jeden z najmniej popularnych szefów rządów w historii Zjednoczonego Królestwa.

Analityk IZ wspomina o social mediach, w których AfD jest absolutnym hegemonem, jeśli chodzi o Niemcy. - Działają świetnie, mają doskonałe wyczucie tego, co rezonuje w społeczeństwie, kontakt z wyborcami. Podam przykład: magazyn „Der Spiegel”, historycznie sympatyzujący z lewicą, zamieścił niedawno na okładce nowego numeru zdjęcie Ulricha Siegmunda [lider AfD w Saksonii-Anhlat i kandydat na premiera landu – red.] z podpisem „Najbardziej niebezpieczny człowiek w Niemczech”. A lokalne biuro AfD wykupiło prawie cały nakład i rozdawało egzemplarze z autografami. Media zrobiły im darmową reklamę – opisuje. - Jeśli zaś chodzi o eventy, wydarzenie, wiece, tu też lokalni działacze AfD są bardzo aktywni. A stare partie widać, że sobie na tym polu, z takim przeciwnikiem, nie radzą – podsumowuje rozmówca RadioZET.pl. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET