Byliśmy na Marszowicach, gdy ostrzegano przed wielką falą. "Nigdy nie było tak źle"
Od nocy trwa umacnianie wałów na Bystrzycy we Wrocławiu. W pilnym komunikacie wrocławski magistrat poinformował we wtorek o godz. 1:30, że Marszowice 1 i 2 są zagrożone zalaniem. Wszystko przez zrzuty wody ze zbiornika Mietkowskiego. Na lokalnych grupach wybuchła panika. Pojechaliśmy w nocy zobaczyć, co dzieje się na miejscu.
- 7 zdjęć Zobacz galerię
Marszowice. Mieszkańcy nocą zerwali się z łóżek
"Uwaga, zagrożone osiedla Marszowice 1 i 2. O północy rozpoczął się zwiększony zrzut wody z Zapory Mietków do Bystrzycy. Za kilka godzin poziom wody w rzece (około godz. 5:00/6:006 rano) będzie zagrażał wylaniem. Podnosimy wały na Marszowicach. Na miejscu pracują żołnierze i strażacy" - taką informację przekazał UM Wrocławia we wtorek o godzinie 1:30. Na lokalnych grupach wybuchła panika. Pojechaliśmy więc zobaczyć, co dzieje się na moście Marszowickim.
Zastaliśmy tam mnóstwo żołnierzy WOT i strażaków układających worki z piaskiem, a także wściekłych mieszkańców. - Prezydent Jacek Sutryk przyjechał tu sobie zrobić zdjęcie, a następnie oznajmił, że o 7:00 rano przekaże Wodom Polskim, kiedy fala ma przyjść. Z informacji osób, które są na miejscu, wynika jednak, że fala ma przyjść między 5:00 a 6:00 rano - powiedział nam pan Stanisław przed godziną 4:00 rano. Wówczas na miejscu panował kompletny chaos. - To nie jest pierwsza powódź, którą przeżyłam. Do tej pory nigdy nie było tak źle - dodała zatroskana pani Alicja, mieszkanka Marszowic. - Powtarza się historia z 1997 roku, zrzuty wody z Mietkowa. Prezydent Jacek Sutryk albo coś przed nami ukrywa, albo sam nie wie, co się dzieje. W niedzielę był tutaj na moście i powiedział, że wszystko jest w porządku i nie ma zagrożenia. [...] To jest cyrk i paranoja - opowiadała mieszkanka osiedla przed 4:00 rano. Część osób zdecydowała się już wcześniej na ewakuację swoich rodzin.
Chaos i brak informacji
W końcu - po godzinie 4:00 - służby zaczęły współpracować z mieszkańcami i brać ich opinię pod uwagę w kwestii ustalenia terenów, które należałoby zabezpieczyć ze względu na wysokie ryzyko zalania. - Staramy się pomóc i sobie, i innym mieszkańcom Wrocławia, żebyśmy uniknęli tragedii - powiedział nam pan Stanisław, okoliczny mieszkaniec. Wciąż brakowało jednak konkretnych informacji na temat tego, o której dokładnie nadejdzie fala i jaką mniej więcej będzie miała wysokość.
Zapytaliśmy o to koordynatora działań, mł. bryg. Tomasza Hajtę, zastępcę komendanta miejskiego PSP we Wrocławiu. - Mamy dwa odcinki bojowe, musimy umacniać dwa wały w różnych lokalizacjach, w trakcie działań doszła jeszcze trzecia. Ponadto nie mówimy tu o możliwości zalania osiedla tylko o fali wezbraniowej po zrzucie wody ze zbiornika Mietkowskiego. Woda będzie się więc stopniowo podnosić, dlatego też wzmacniamy wały - przekazał nam Hajto o godzinie 4:20. Działania nabierały wówczas tempa. - Trudno mi jednak powiedzieć, jakie stanowiłoby to zagrożenie dla mieszkańców, bo nie wiemy, jak ta woda się rozleje. Brana jest także pod uwagę możliwość ewakuacji, ale to wszystko zależy od rozwoju sytuacji.
Godziny mijały, a fali brak. Mieszkańcy zdezorientowani
Ze wstępnych ustaleń wynikało, że fala wezbraniowa zaleje Marszowice nawet o 5:00/6:00 rano. Później prognozy się stale zmieniały. Zdezorientowani mieszkańcy nie wiedzieli, co robić. Z informacji przekazywanych przez koordynatora działań wynikało bowiem, że nie wiadomo, o której godzinie - i czy w ogóle - nadejdzie fala wezbraniowa i jaką będzie miała wysokość. W tej niepewności zgromadzeni pozostawali aż do 8:00/9:00.
Na stronie RZGW we Wrocławiu opublikowano komunikat, z którego wynika, że zrzut wody do rzeki Bystrzycy ze zbiornika Mietków zarządzanego przez Wody Polskie to konsekwencja zrzutu ze zbiornika Lubachów, którym zarządza spółka Tauron Ekoenergia. "Wody z Lubachowa spływają Bystrzycą do Mietkowa i dalej płyną do ujścia Bystrzycy do Odry przez Wrocław" - przekazano po 9:00. Mniej więcej o tej samej godzinie Renata Granowska, wiceprezydent Wrocławia, tłumaczyła, że zrzut z Zapory Mietków był niespodziewany, a akcja rozstawiania worków była początkowo przygotowana dopiero na godzinę 8:00. Ostatecznie służby zaczęły zabezpieczać Marszowice już o 3:00. - Zaskoczył nas oczywiście zrzut. Poszłam teraz do punktu, w którym układane są worki i myślę, że jesteśmy bezpieczni - dodała we wtorkowy poranek.
Mieszkańcy Marszowic nie są jednak takimi optymistami. Mimo że fala nie nadeszła w spodziewanej porze, to - według nich - osiedle i tak może znaleźć się pod wodą. - Już byliśmy poważnie zalani w 1997 roku. Teraz nie wiadomo, jak się to rozleje i gdzie pójdzie. Akcja umacniania wałów powinna ruszyć już co najmniej tydzień temu. Na pewno władze zdawały sobie sprawę, że z Mietkowa będzie zrzut. Ale o Marszowicach jak zawsze zapomniano, więc co pozostaje do roboty? Czekamy, bo woda przyjdzie na pewno. Jak nie dziś, to jutro.
Źródło: Radio ZET