Rządowy program in vitro do poprawki. Kliniki domagają się centralnego rejestru
Zator w rządowym programie in vitro. Spora część klinik wyczerpała środki i wstrzymała przyjmowanie kolejnych par. Ośrodki obwiniają za to wadliwy algorytm podziału pieniędzy i domagają się utworzenia centralnego rejestru. - Bez niego trudno rzetelnie porównywać wyniki leczenia i na tej podstawie dzielić środki - wskazuje w rozmowie z Radiem ZET prof. Grzegorz Polak z Gyncentrum Lublin.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co ma się zmienić w finansowaniu rządowego in vitro.
- Dlaczego kliniki kwestionują obecny podział pieniędzy.
- Jakie propozycje zmian algorytmu podziału środków zgłaszają ośrodki.
- Czym ma być centralny rejestr in vitro i jakie dane powinien zawierać.
Pary czekają na in vitro. Kliniki wstrzymują przyjmowanie pacjentów do rządowego programu
Rządowy program in vitro działa od czerwca 2024 roku. Do połowy tego roku dzięki niemu urodziło się 15 781 dzieci. Choć rząd przedstawia program jako sukces, kliniki od miesięcy zgłaszają poważne zastrzeżenia do zasad podziału finansowania. Tegoroczny budżet wynosi 600 mln zł, ale część ośrodków wyczerpała już środki na przyjmowanie nowych par.
W klinice Gyncentrum Lublin pieniądze na nowe kwalifikacje skończyły się w już maju.
- Zapewniamy dalsze leczenie parom, które są zakwalifikowane. Natomiast nie mogliśmy kwalifikować nowych par. Od maja bardzo dużo osób czeka na tę kwalifikację, a patrząc na środki, które otrzymamy, nie będziemy w stanie zapewnić wszystkim parom leczenia - mówi Radiu ZET prof. Grzegorz Polak z Gyncentrum Lublin.
Przedłużające się oczekiwanie jest szczególnie dotkliwe dla par, którym zostało niewiele czasu na skorzystanie z programu. Część pacjentów zbliża się do granicy wieku uprawniającej do udziału. Dla nich kolejne miesiące na liście rezerwowej mogą oznaczać utratę możliwości skorzystania z finansowanego leczenia. To samo dotyczy par, które mają już dziecko dzięki programowi i wracają do kliniki po kolejne zarodki - one również muszą czekać w kolejce.
Kliniki kwestionują sposób podziału pieniędzy na in vitro
Problem nie sprowadza się jednak do wysokości finansowania. Znaczenie ma również to, jak pieniądze są dzielone między ośrodki leczenia niepłodności. Część realizatorów od miesięcy kwestionuje algorytm, na podstawie którego ministerstwo przyznaje środki na program.
Zarzuty dotyczą nieprzejrzystych zasad oraz niespójnych danych wykorzystanych do wyliczeń. Już w maju kliniki Gyncentrum i FertiMedica wskazywały na zaskakujące rozbieżności w raportach, m.in. wykazywanie porodów przy zerowej liczbie transferów zarodków czy odnotowanie 22 porodów przy 13 ciążach. Informowały również, że w ciągu poprzednich dwóch miesięcy 60 par odesłano do innych placówek niż te, w których chciały się leczyć.
Optymalny model finansowania, zdaniem klinik, polegałby na przekazywaniu pieniędzy do ośrodka, który para sama wybrała.
- Jeżeli pacjenci wiedzą, że dany ośrodek jest skuteczny i chcą się w nim leczyć, pieniądze powinny iść za nimi. Być może byłoby to nawet lepsze rozwiązanie niż centralny podział środków - mówi prof. Polak.
Teraz resort zapowiada zmianę algorytmu. Podczas spotkania z przedstawicielami klinik 12 października wysłuchano uwag ośrodków, ale nie przedstawiono konkretnych rozwiązań. Propozycja nowych zasad podziału środków ma być gotowa jeszcze w tym roku.
Same kliniki nie są zgodne, co powinno decydować o wysokości przyznawanych kwot. Część wskazuje na liczbę transferów zarodków, inne na liczbę cykli leczenia lub uzyskanych ciąż. Pojawił się również pomysł uwzględniania liczby urodzonych dzieci w stosunku do liczby zakwalifikowanych par.
Powstanie centralny rejestr in vitro
Drugą zapowiadaną zmianą jest utworzenie centralnego rejestru pacjentów i świadczeń realizowanych w programie. O takie rozwiązanie również apelowały kliniki. Rejestr ma umożliwić ocenę wyników leczenia i dostarczyć wiarygodnych danych potrzebnych do podziału pieniędzy.
Prof. Polak podkreśla, że warunkiem porównywania skuteczności ośrodków jest zbieranie informacji według tych samych zasad.
- Możemy przeliczać ciąże na liczbę rozpoczętych stymulacji, na liczbę par, które weszły do programu, na liczbę punkcji, na liczbę transferów. Dopóki nie zrobimy jasnego, przejrzystego systemu, będzie mocno dyskusyjne, na podstawie jakich danych kliniki raportują swoje wyniki - mówi.
Na efekty wprowadzenia rejestru trzeba będzie jednak trochę poczekać. Eksperci wskazują, że od jego uruchomienia musi upłynąć co najmniej rok, aby można było ocenić skuteczność leczenia na podstawie zebranych danych.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET