Rządowy program in vitro pod lupą NIK i CBA. Kontrole w sześciu klinikach
Najwyższa Izba Kontroli sprawdza realizację rządowego programu in vitro w sześciu ośrodkach leczenia niepłodności - ustalił Rynek Zdrowia. Programowi przygląda się również CBA. W tle trwa spór o podział pieniędzy i rzetelność sprawozdań klinik, a część placówek z powodu braku środków wstrzymała kwalifikację nowych par.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co NIK sprawdza w klinikach realizujących rządowy program in vitro.
- Jakie działania prowadzi CBA w związku z programem in vitro.
- Dlaczego część klinik wstrzymała kwalifikację nowych par do rządowego in vitro.
Kontrole NIK w sześciu klinikach realizujących rządowy program in vitro
Kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli rozpoczęli czynności w sześciu ośrodkach medycznie wspomaganej prokreacji realizujących rządowy program in vitro. Jak przekazał Rynkowi Zdrowia rzecznik NIK Bartłomiej Pograniczny, kontrola ma charakter doraźny i została podjęta z inicjatywy własnej Izby. NIK nie ujawnia jej szczegółowego zakresu. Publikację wyników zaplanowano na II kwartał 2027 r.
Programowi przygląda się również Centralne Biuro Antykorupcyjne. Według informacji portalu funkcjonariusze prowadzą czynności analityczno-informacyjne. Wirtualna Polska informowała na początku lipca, że do Biura miały trafić informacje o ewentualnych nieprawidłowościach. CBA nie ujawnia szczegółów prowadzonych działań.
Kliniki kwestionują podział pieniędzy na in vitro
W tle kontroli trwa spór o zasady finansowania rządowego programu. Jak opisuje Rynek Zdrowia, część realizatorów uważa, że kryteria tegorocznego podziału pieniędzy są nieprzejrzyste i utrwalają różnice między klinikami. Apel o ich zmianę trafił do premiera Donalda Tuska.
Ministerstwo Zdrowia przekonuje natomiast, że wysokość finansowania zależy od skuteczności leczenia i rzeczywistej liczby wykonywanych procedur. Wątpliwości dotyczą także danych, na podstawie których resort rozdziela środki. Nie ma centralnego rejestru procedur, a ministerstwo opiera się na informacjach przekazywanych przez ośrodki. Część realizatorów wskazuje, że w sprawozdaniach pojawiają się niespójności.
Prezeska jednego z warszawskich centrów leczenia niepłodności, cytowana przez Rynek Zdrowia, podaje przykłady raportów, w których wykazano więcej porodów niż ciąż albo obliczano wskaźniki skuteczności mimo braku zaraportowanych cykli leczenia. Są to zastrzeżenia zgłaszane przez realizatorów programu.
Część ośrodków wstrzymała kwalifikację nowych par
Według Rynku Zdrowia drugi rok z rzędu części ośrodków zaczęło brakować pieniędzy już w trzecim kwartale. Niektóre wstrzymały kwalifikację nowych par, a w części placówek pojawiły się także problemy z kontynuacją terapii.
We wrześniu Ministerstwo Zdrowia podzieliło między realizatorów pozostałe w budżecie około 82 mln zł. Jak podaje portal, w chwili publikacji jego materiału pieniądze nie zostały jeszcze wypłacone. Nie wszędzie przyznane kwoty wystarczą też do końca roku. Z informacji przekazanych Rynkowi Zdrowia przez Gyncentrum wynika, że w ośrodkach tej sieci w Lublinie i Krakowie środki mają wystarczyć najwyżej do końca października, a w Katowicach - do końca roku.
Opóźnienia mają znaczenie szczególnie dla par zbliżających się do granicy wieku określonej w programie. Kwalifikacja, badania i przygotowanie do procedury wymagają czasu. Dalsze oczekiwanie może więc oznaczać utratę możliwości skorzystania z finansowanego leczenia.
Ministerstwo zapowiada rejestr in vitro i kontrolę sprawozdań
Jak informuje Rynek Zdrowia, Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało utworzenie centralnego rejestru pacjentów i świadczeń realizowanych w programie in vitro. Prace miały już się rozpocząć, a projekt przepisów ma zostać przedstawiony w październiku.
Resort planuje również wprowadzenie narzędzi kontroli sprawozdań oraz ewentualnych sankcji dla realizatorów przekazujących nieprawdziwe dane.
Źródło: Radio ZET/rynekzdrowia.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET