W setkach gmin brakuje apteki. Na wsiach płacą za leki ponad 30 zł więcej
Mieszkańcy małych miejscowości płacą więcej za popularne leki bez recepty. Najgorzej jest tam, gdzie w gminie działa tylko jedna apteka lub punkt apteczny. Ministerstwo Zdrowia przekonuje jednak, że problem tzw. białych plam aptecznych jest marginalny i nie widzi jego źródła w obowiązujących przepisach.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego dostęp do aptek na wsi jest gorszy niż w miastach.
- Jak mniejsza liczba aptek wpływa na ceny leków.
- Czym punkt apteczny różni się od apteki ogólnodostępnej.
- Jakich leków nie można kupić w punktach aptecznych.
Te same leki, ale rachunek wyższy o ponad 30 zł
Na wsi jedna apteka przypada na około 8,5 tys. mieszkańców, w miastach - na 2,4 tys. Mniejszy wybór oznacza nie tylko dłuższą drogę po leki, ale może też oznaczać wyższy rachunek przy kasie. Jak wskazuje raport Fundacji Forum Konsumentów, różnica przy zakupie pięciu popularnych produktów bez recepty przekraczała aż 30 zł.
Badacze CBM Indicator porównali ceny w aptekach sieciowych, indywidualnych aptekach miejskich, jedynych aptekach w gminie oraz punktach aptecznych. Za pięć tych samych produktów w sieciówce trzeba było zapłacić średnio około 150 zł, a w jedynej aptece w gminie - ponad 180 zł. W punkcie aptecznym rachunek był jeszcze nieco wyższy. Duże różnice dotyczyły także pojedynczych preparatów. Aerozol Otrivin Menthol kosztował w badanych placówkach od około 23 zł do prawie 49 zł.
Jedna apteka na całą gminę, do kolejnej ponad 10 km. MZ nie widzi problemu
W Polsce działa ponad 11 tys. aptek, ale ponad 500 gmin nie ma żadnej, a blisko 700 - tylko jedną. W około 200 gminach z jedną apteką do najbliższej konkurencyjnej placówki jest ponad 10 km. Problemem jest również dostępność samych preparatów. Jak wykazał raport Fundacji Forum Konsumenta, w jedynych aptekach w gminie i punktach aptecznych potrzebnego produktu brakowało w czterech na dziesięć prób zakupu, podczas gdy w sieciówkach zdarzało się to sporadycznie.
Ministerstwo Zdrowia przekonuje jednak, że skala tzw. białych plam aptecznych jest znacznie mniejsza. Wiceministra zdrowia Katarzyna Kacperczyk wskazała, że około 300 gmin nie ma apteki ogólnodostępnej, ale w większości z nich działa punkt apteczny. Ani apteki, ani punktu nie ma w około 100 gminach. „Oznacza to, że w mniej niż 5 proc. gmin nie ma zapewnionego dostępu do usług aptecznych, co stanowi relatywnie niewielki odsetek” - podkreślała w odpowiedzi na interpelację poselską w tej sprawie.
MZ podkreśla też, że dostęp do usług farmaceutycznych ocenia się na poziomie powiatu, a nie pojedynczej gminy. Resortowi nie jest znany powiat, w którym nie działałaby ani jedna apteka.
Punkty apteczne nie mogą sprzedawać wszystkich leków
Ministerstwo Zdrowia, oceniając dostęp do usług aptecznych, uwzględnia również punkty apteczne. W ponad 350 gminach to właśnie one są jedynym miejscem, w którym mieszkańcy mogą kupić leki. Problem w tym, że punkt apteczny nie daje pacjentowi takich samych możliwości jak apteka ogólnodostępna.
Różnica dotyczy zarówno asortymentu, jak i personelu. Apteką kieruje farmaceuta, natomiast kierownikiem punktu aptecznego może być także technik farmaceutyczny z odpowiednim stażem. Przepisy ograniczają też katalog leków, które mogą być tam sprzedawane.
Na ten paradoks zwraca uwagę petycja skierowana do Głównego Inspektora Farmaceutycznego, wskazująca 12 substancji, których obecnie pacjent w punkcie aptecznym nie dostanie. Są wśród nich m.in. leki wykorzystywane w leczeniu cukrzycy i depresji. Co ciekawe, technik farmaceutyczny może wydawać zawierające je leki, jeśli pracuje w aptece ogólnodostępnej, ale nie może sprzedać ich w punkcie aptecznym.
Ministerstwo Zdrowia uważa jednak, że punkty apteczne odpowiadają specyfice terenów wiejskich, a przyczyną braku pełnych aptek jest przede wszystkim ekonomia. "Brak aptek na terenach wiejskich wynika nie z błędów systemowych czy wadliwości obowiązującego stanu prawnego, tylko z obiektywnej nieatrakcyjności, w tym zwłaszcza nieopłacalności ekonomicznej, tego rodzaju działalności na terenach słabo zurbanizowanych" - przekonywała Katarzyna Kacperczyk w niedawnej odpowiedzi na interpelację Michała Jacha i grupy posłów.
Z kolei autorzy raportu Forum Konsumentów zwracają uwagę na konsekwencje ograniczonej konkurencji dla pacjentów. - Brak apteki albo tylko jedna apteka oznacza ograniczenie konkurencji, a to przekłada się na wyższe ceny i mniejszy wybór - mówił dr Tomasz Sińczak, prezes Forum Konsumentów, podczas prezentacji wyników raportu.
Leki refundowane kosztują tyle samo
Wyższe ceny w małych miejscowościach nie dotyczą wszystkich leków. Za ten sam lek refundowany pacjent zapłaci tyle samo niezależnie od tego, czy receptę realizuje na wsi, czy w dużym mieście. Ceny tych produktów i wysokość odpłatności są regulowane.
Różnice mogą natomiast dotyczyć asortymentu nierefundowanego, w tym produktów OTC badanych przez CBM Indicator. W przypadku takich produktów apteki samodzielnie ustalają ceny. Jak wskazuje Ministerstwo Zdrowia, na ich wysokość mogą wpływać m.in. lokalny popyt i konkurencja.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET