60 euro za leżaki. Paragony grozy w uwielbianym przez Polaków raju odstraszają turystów
Włoskie plaże drożeją jak nigdy wcześniej – wynajęcie parasola i dwóch leżaków może kosztować nawet 60 euro dziennie. Rosnące ceny odstraszają turystów, a branża turystyczna mierzy się z rekordowo niską frekwencją mimo zapewnień ministerstwa o stabilnej sytuacji.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak wysokie ceny na plażach wpływają na liczbę turystów we Włoszech.
- Co tłumaczą menedżerowie kurortów i jak reagują klienci na podwyżki.
- Jak sytuacja na północy różni się od warunków na południu kraju.
"Paragony grozy" we Włoszech odstraszają turystów
W Santa Marinella, malowniczym kurorcie nad Morzem Tyrreńskim, wynajęcie parasola plażowego wraz z dwoma leżakami kosztuje w sezonie aż 60 euro dziennie. To niemal dwukrotnie więcej niż w poprzednich latach, co wywołuje spore kontrowersje wśród turystów i mieszkańców. Kurort, znany jako „Perła Morza Tyrreńskiego”, zazwyczaj przyciągał turystów piękną piaszczystą plażą, teraz jednak odstrasza cenami. Również w pobliskich lokalach ceny nie należą do niskich – filiżanka kawy z kremem kosztuje 5 euro, a cheeseburger z tuńczykiem 14 euro, co wielu turystów określa jako „paragony grozy”.
Ceny za wynajem parasola i leżaków na włoskich plażach systematycznie rosną. Średnio trzeba zapłacić około 30 euro, ale na niektórych ekskluzywnych kąpieliskach sięgają one nawet 1500 euro dziennie. Taki jest np. luksusowy „namiot władcy” w klubie Twiga w Toskanii, dawniej własność menedżera Formuły 1 Flavio Briatore.
Mimo to, w sezonie plaże często świecą pustkami, a wielu turystów rezygnuje z drogich ofert na rzecz mniej kosztownych form wypoczynku. Włoska minister turystyki Daniela Santanché bagatelizuje problem, nazywając doniesienia o kryzysie „niepotrzebnym biciem na alarm”. Problem jest jednak coraz bardziej widoczny.
Włoski kryzys turystyczny
Według raportu dziennika „La Repubblica” oraz danych stowarzyszenia Assobalneari Italia liczba turystów korzystających z płatnych plaż i rezerwujących noclegi spadła w tym roku o 20-30 procent. Przedsiębiorcy wskazują na rosnące koszty życia, które ograniczają budżety urlopowe rodzin, jednak klienci często przypisują ten spadek wygórowanym cenom.
Znani Włosi, jak aktor Alessandro Gassmann czy muzyk Mirko Casadei, publicznie apelują o obniżkę cen. – Może trochę przesadziliście z cenami. Obniżcie je, a sytuacja się poprawi – mówi Gassmann, zwracając uwagę na przykład absurdalnych kosztów, jak 25 euro za dwie smażone krewetki.
Na południu kraju, np. na Sycylii w Porto Empedocle, ceny są zdecydowanie niższe – tam parasol i dwa leżaki można wynająć już za 20 euro dziennie. Dla oszczędnych pozostaje również opcja darmowych plaż, choć tych jest znacznie mniej.
Tegoroczny kryzys turystyczny pokazuje, że wielu Włochów i turystów zagranicznych coraz rzadziej decyduje się płacić za luksus na plaży, który z roku na rok staje się coraz mniej przystępny. Czy to zmusi kurorty do rewizji cenników? Czas pokaże, ale na razie w wielu miejscach nadal obowiązują ceny, które dla przeciętnego urlopowicza bywają zaporą nie do przeskoczenia.
Źródło: Radio ZET/La Repubblica
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET