Z tego artykułu dowiesz się:
- Co doprowadziło do upadku jednej z najbardziej rozpoznawalnych sieci restauracyjnych.
- Jakie zmiany TGI Fridays wprowadza, by odzyskać dawnych klientów.
- Czy radykalna przebudowa to desperacja, czy przemyślany powrót do korzeni.
Upadłość i wielki powrót TGI Fridays: Jak kultowa sieć restauracji próbuje odzyskać dawny blask
Po sześciu dekadach działalności, setkach lokalizacji na całym świecie i milionach gości, TGI Fridays znalazło się na krawędzi przepaści. W 2024 roku amerykańska sieć restauracji ogłosiła bankructwo na podstawie Rozdziału 11 prawa upadłościowego, zamknęła ponad połowę swoich lokali w USA i rozpoczęła gruntowną restrukturyzację. Dziś – w znacznie okrojonym składzie, ale z nowym pomysłem na siebie – Fridays próbuje udowodnić, że jeszcze nie powiedziało ostatniego słowa.
W latach świetności TGI Fridays posiadało ponad 600 lokali w 56 krajach i generowało ponad 2 miliardy dolarów rocznie. Dla wielu Amerykanów i turystów była to kwintesencja casual dining – nieformalnych spotkań przy burgerach, żeberkach i drinkach. Jednak do 2023 roku przychody sieci stopniały do niespełna 730 milionów dolarów.
Przyczyn było wiele: rosnąca konkurencja ze strony nowoczesnych konceptów gastronomicznych, zmieniające się gusta konsumentów, problemy z łańcuchami dostaw, inflacja, a także rosnące oczekiwania względem jakości składników i obsługi. Dodatkowo, kontrowersje wizerunkowe – takie jak ujawnione oszustwa przy podawaniu alkoholu czy niejasna postawa wobec rosyjskiego rynku po 2022 roku – osłabiły zaufanie klientów.
Po ogłoszeniu bankructwa TGI Fridays nie zniknęło całkowicie. 113 lokali w USA pozostało otwartych, a franczyzy za granicą kontynuowały działalność. Kluczowy okazał się powrót Raya Blanchette'a – wieloletniego CEO i właściciela kilku franczyz – który zapowiedział całkowitą zmianę strategii.
Pod hasłem „Wielkiego Powrotu”, Fridays postawiło na połączenie nostalgii z nowoczesnością. Aż 85% menu zostało zmodyfikowane – co wywołało spore poruszenie. Jednak, jak podkreślają przedstawiciele firmy, nie chodzi o zerwanie z przeszłością, lecz o jej odświeżenie. W klasycznych pozycjach – takich jak paluszki mozzarelli, skórki ziemniaczane czy żeberka – poprawiono składniki, sosy i sposób podania. Nowe dania mają być bardziej dopracowane, ale nadal rozpoznawalne.
Sieć szuka własnej tożsamości
Ostatnie lata pokazały, że TGI Fridays miało problem z własną tożsamością. Próby wprowadzenia dań wegetariańskich, tofu czy bardziej „fit” menu nie spotkały się z entuzjazmem klientów. W efekcie nowa strategia zakłada powrót do korzeni: sportowy bar z klasyczną kuchnią amerykańską – z nowym sznytem, ale bez eksperymentów, które mogłyby zrazić lojalnych gości.
Pojawiły się jednak pytania, czy tak głęboka zmiana – ponad 80% pozycji menu – nie oznacza, że TGI Fridays próbuje być kimś, kim już nie jest. Czy sieć, która musi przeprojektować niemal wszystko, nie powinna po prostu odejść? Porównania do związku, w którym jedna ze stron tak bardzo się zmienia, by zadowolić drugą, że przestaje być sobą, nie są bezzasadne. Ale w praktyce – mimo nowego menu – Fridays nie zrezygnowało z najważniejszych dań. Zmieniły się receptury, nie same pozycje. Wciąż znajdziemy burgery, żeberka i kultowe przystawki – po prostu w lepszym wydaniu.
Czy TGI Fridays przetrwa?
Z mniej niż 100 lokalizacjami w Stanach i ambitnym planem rebrandingu, TGI Fridays wciąż walczy o przetrwanie. Postawiło na jakość, mocniejszy wizerunek i nowoczesne podejście do klasycznej oferty. Czy to wystarczy? To pokażą najbliższe lata.
Jedno jest pewne – Fridays nie zamierza zniknąć bez walki. Po 60 latach w branży, mimo bolesnej restrukturyzacji i wciąż niepewnej przyszłości, sieć pokazuje, że „piątek” wciąż może smakować dobrze – tylko trochę inaczej.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET