Dyrektywa Omnibus w praktyce, czyli jak promocje okazały się ściemą
1 stycznia weszło w życie nowe prawo konsumenckie. Jednym z elementów dyrektywy Omnibus jest zobligowanie sprzedawców do informowania o cenie sprzed obniżki. Prawda o promocjach wyszła więc na jaw: taniej już bywało.
Dyrektywa Omnibus, gdyż taką nazwę noszą zmiany w prawie konsumenckim, nakłada nowe obowiązki informacyjne na sprzedawców. Cel? Walka z fikcyjnymi promocjami, do których często dochodzi po uprzedniej podwyżce ceny tak, by klient miał złudzenie, że oferta jest dla niego najkorzystniejsza. Każdy sprzedawca, zanim „obniży” cenę danego produktu będzie musiał podać także najniższą cenę danego produktu z 30 dni poprzedzających tę obniżkę. Jak nowe prawo wygląda w praktyce?
Dyrektywa Omnibus w praktyce
Dyrektywa Omnibus to akt, którego celem jest dostosowanie polskiego prawa do norm UE. Chodzi także o to, by wzmocnić pozycję konsumenta, który od 1 stycznia powinien mieć podaną informację o faktycznej cenie towaru sprzed promocji.
- Jeżeli chodzi o ustawę o informowaniu o cenach towarów i usług, przy promocjach wprowadza ona słynny już obowiązek informacyjny. Chodzi o wskazanie najniższej ceny danego towaru lub usługi, która obowiązywała w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki. Przestrzeganie tego obowiązku będzie egzekwowała Państwowa Inspekcja Handlowa, która na nieuczciwego sprzedawcę będzie mogła nałożyć karę pieniężną do 20 tys. zł. Dla przedsiębiorcy, który notorycznie narusza przepisy ustawy (co najmniej trzykrotnie w okresie 12 miesięcy), kara może wynosić nawet do 40 tys. złotych – skomentowała Gabriela Halla-Popławska, adwokat w IdoSell.
W sieci aż roi się od przykładów niekoniecznie opłacalnych promocji. Internauci szybko wychwycili, że walizki z Wittchen w promocyjnej cenie w ostatnich 30 dniach były tańsze, podobnie jak telewizor z MediaExpert.
Przykłady zastosowania dyrektywy Omnibus w praktyce pokazują, że ceny wybranych produktów w przeszłości bywały tańsze. Nie oznacza to jednak, że przestaliśmy mieć do czynienia z promocjami - niższe niż obecnie ceny mogły obowiązywać właśnie podczas poprzednich akcji promocyjnych.
UOKiK podał, że obowiązku podawania wcześniejszej ceny nie ma, jeśli przedsiębiorca zwyczajnie obniża cenę regularną, bez ogłaszania promocji lub wyprzedaży. Z takiego prawa korzysta m.in. Media Markt. Promocje z jasnym wskazaniem ceny „przed” i „po” na stronie internetowej sklepu zniknęły, czego powodem może być właśnie nowe prawo, do którego sprzedawcy mogli nie zdążyć przygotować się chociażby pod względem technicznym.
- Przedsiębiorcy powinni dostosować się do nowych regulacji, w szczególności do obowiązków informacyjnych. Zarówno w zakresie zmiany regulaminów, jak i powiązanej dokumentacji oraz poprzez przygotowanie odpowiednich interfejsów na stronie internetowej – podsumowała ekspertka z IdoSell.
Nowe prawo dotyczy nie tylko ubrań czy elektroniki. UOKiK wyjaśnił, że w przypadku produktów szybko psujących się, z krótką datą przydatności do spożycia – sprzedawca ma uwidaczniać aktualną cenę i tę sprzed pierwszego zastosowania obniżki, natomiast w przypadku produktów będących w ofercie przedsiębiorcy krócej niż 30 dni – najniższą cenę od rozpoczęcia sprzedaży do wprowadzenia obniżki. Nowe prawo wdrożyła już m.in. Biedronka, w której ujrzeć możemy nawet trzy ceny jednego produktu.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET