Gigant lotniczy ogłosił upadłość, wszystkie loty odwołane. Podróżni muszą radzić sobie sami

4 min. czytania
11.02.2026 09:29
Obserwuj nas na Google

Nagłe zawieszenie lotów przez azjatyckiego przewoźnika wywołało chaos wśród tysięcy podróżnych i wstrząsnęło regionalnym rynkiem turystycznym. Decyzja ogłoszona na początku roku uruchomiła lawinę pytań o stabilność mniejszych linii lotniczych.

 Royal Air Philippines
fot. East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Royal Air Philippines znalazły się w stanie likwidacji.
  • Co oznacza upadłość linii lotniczej dla pasażerów z ważnymi biletami.
  • Jakie kroki mogą podjąć podróżni, aby odzyskać swoje pieniądze.

Upadek Royal Air Philippines. Tysiące pasażerów bez powrotu do domu

Rok 2026 w branży lotniczej rozpoczął się od mocnego wstrząsu. Royal Air Philippines nagle wstrzymały wszystkie regularne loty komercyjne i weszły w stan likwidacji, stając się pierwszą linią lotniczą, która formalnie zakończyła działalność w tym roku. Decyzja zapadła błyskawicznie – dla pasażerów oznaczała jedno: nieważne bilety i konieczność natychmiastowego szukania alternatywy.

Szacuje się, że od 3 do 4 tysięcy osób posiadających rezerwacje na okres od stycznia do marca (w części przypadków luty–marzec 2026 r.) zostało pozostawionych bez możliwości podróży zaplanowanymi lotami. Przewoźnik z siedzibą w Manili poinformował na swojej stronie internetowej, że pracuje nad zwrotami środków, ale nie podał żadnego terminu ani konkretnego planu wznowienia działalności. W praktyce dla wielu klientów oznacza to długą i niepewną walkę o odzyskanie pieniędzy.

Od dynamicznego rozwoju do nagłego uziemienia

Royal Air Philippines rozpoczęły działalność w 2002 roku jako operator czarterowy. W 2018 roku przeszły na model niskokosztowy i szybko rozwinęły siatkę połączeń w Azji. W szczytowym okresie obsługiwały m.in. Chiny, Koreę Południową, Hongkong, Tajwan i Kambodżę.

Linie należały do zarejestrowanej w Kambodży grupy Lanmei, kierowanej przez Li Kuna, byłego prezesa Shenzhen Airlines. Jednak fundamentem ich modelu biznesowego była turystyka przyjazdowa – szczególnie z Chin i Korei Południowej – do filipińskich kurortów takich jak Boracay czy Palawan. Gdy ten strumień podróżnych osłabł, konstrukcja finansowa przewoźnika zaczęła się chwiać.

Dane za 2025 rok pokazały skalę problemu: ruch krajowy spadł o ponad 60 proc., a liczba pasażerów międzynarodowych zmniejszyła się do niewiele ponad 51 tysięcy. Ekonomista Azjatyckiego Banku Rozwoju, Jules Hugot, zwracał uwagę, że liczba przylotów z Chin na Filipiny wciąż pozostawała wyraźnie poniżej poziomów sprzed pandemii. W tym samym czasie więksi konkurenci zwiększali flotę i rozwijali siatkę połączeń, przejmując coraz większą część rynku.

Redakcja poleca

Sygnały ostrzegawcze były wcześniej

Choć dla wielu podróżnych decyzja o wstrzymaniu operacji była szokiem, branża dostrzegała symptomy kryzysu już wcześniej. Prezes Royal Air, Eduardo Novillas, w liście z 22 grudnia do biur podróży ostrzegał, że przewoźnik planuje zawiesić komercyjne loty z początkiem stycznia. Wskazywał przy tym na „znacznie niskie” zainteresowanie ze strony kluczowych rynków.

Ostatecznie wszystkie zaplanowane rejsy zostały anulowane 4 stycznia. Tego dnia pasażerowie odkryli, że ich bilety są nieważne, a na stronie internetowej linii pojawił się jedynie krótki komunikat z informacją o rozpoczęciu procedury zwrotów i lakoniczną zapowiedzią możliwego wznowienia działalności w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Koniec niszowych tras

Nagłe zawieszenie działalności oznaczało również zniknięcie bezpośrednich połączeń na niektórych niszowych, ale atrakcyjnych turystycznie trasach, takich jak Tajpej–Boracay. W przypadku mniejszych przewoźników takie kierunki często funkcjonują na granicy opłacalności. Gdy popyt spada, ich utrzymanie staje się niemożliwe.

Flota Royal Air – składająca się głównie z Airbusów A320 i A321 – została uziemiona w ramach postępowania likwidacyjnego. Likwidacja to formalna procedura prawna, w której majątek spółki jest sprzedawany w celu zaspokojenia wierzycieli. Dla klientów oznacza to, że ich roszczenia trafiają do kolejki, a zwrot pieniędzy zależy od dostępnych środków i tempa postępowania.

Co to oznacza dla podróżnych?

Dla pasażerów sytuacja jest wyjątkowo trudna:

  • wszystkie loty zostały odwołane, a linia nie oferuje możliwości przebukowania,
  • zwroty mogą się opóźniać lub – w najgorszym scenariuszu – nie zostać wysłane,
  • konieczność zakupu biletów „na ostatnią chwilę” u innych przewoźników oznacza wyższe ceny,
  • na niektórych trasach brak bezpośrednich połączeń wymusza dłuższe podróże z przesiadkami.

W takich przypadkach czas działa na niekorzyść klientów. Mniejsi przewoźnicy, zależni od sezonowej turystyki, zwykle dysponują ograniczoną rezerwą gotówki. Gdy działalność zostaje nagle wstrzymana, pasażerowie muszą wybierać między oczekiwaniem na zwrot od linii, dochodzeniem roszczeń przez biuro podróży a procedurą chargeback w banku.

Co powinni zrobić poszkodowani?

Eksperci zalecają kilka kroków:

  1. Kontakt z bankiem lub operatorem karty kredytowej – w przypadku płatności kartą warto jak najszybciej złożyć wniosek o chargeback.
  2. Sprawdzenie polisy ubezpieczeniowej – część ubezpieczeń turystycznych obejmuje niewypłacalność przewoźnika.
  3. Zgłoszenie roszczenia w postępowaniu likwidacyjnym – choć to proces długotrwały, formalne zgłoszenie zwiększa szanse na odzyskanie części środków.
  4. Szybka rezerwacja alternatywnego lotu – ceny zwykle rosną wraz z malejącą dostępnością miejsc.

Upadek Royal Air Philippines to wyraźny sygnał ostrzegawczy dla całego rynku. Rosnące koszty operacyjne, wahania popytu regionalnego oraz silna konkurencja sprawiają, że mniejsi przewoźnicy z ograniczoną flotą i wąską siatką połączeń są szczególnie podatni na wstrząsy. A gdy znikają z dnia na dzień, koszt ich upadku niemal zawsze w pierwszej kolejności ponoszą podróżni.

Źródło: Radio ZET/China Travel News

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET