Koniec dominacji Szwajcarii. Ten kraj został nowym królem drożyzny
Jeszcze niedawno trudno było wyobrazić sobie, że Szwajcaria straci swoją pozycję. Tymczasem na europejskiej mapie cen pojawił się nowy lider, a za jego awansem stoi kilka mocno odczuwalnych zmian. Dla mieszkańców i turystów oznacza to coraz większe wydatki.
Z tego artykułu dowiesz się:
- dlaczego Islandia znalazła się na szczycie zestawienia najdroższych krajów.
- co sprawiło, że ceny na wyspie zaczęły rosnąć tak szybko.
- jak turystyczny boom wpływa na koszty życia mieszkańców.
Islandia odebrała Szwajcarii tytuł najdroższego kraju. Ceny na wyspie wymknęły się spod kontroli
Jeszcze niedawno to Szwajcaria uchodziła za symbol europejskiej drożyzny. Teraz ma nowego rywala. Islandia, chętnie odwiedzana także przez Polaków, przebiła poziom cen w kraju Helwetów. Islandia długo była kierunkiem kojarzonym przede wszystkim z niezwykłymi krajobrazami, gejzerami, lodowcami i surową naturą. Dziś coraz częściej pojawia się jednak w innym kontekście — jako jedno z najdroższych miejsc do życia i podróżowania w Europie.
Najnowsze analizy oparte na danych Eurostatu i islandzkiego banku centralnego wskazują, że poziom cen na wyspie jest obecnie około 3 proc. wyższy niż w Szwajcarii. Tym samym Islandia ponownie znalazła się na pierwszym miejscu zestawienia najdroższych państw. Nie jest to jednak wyłącznie kwestia prestiżowego rankingu. Za liczbami kryją się codzienne wydatki mieszkańców oraz coraz większe rachunki turystów.
Islandia znacznie droższa od średniej europejskiej
Skala problemu robi się wyraźniejsza, gdy Islandię porówna się nie ze Szwajcarią, lecz z przeciętnym krajem Unii Europejskiej. Według analiz islandzkiego związku zawodowego Viska poziom cen na wyspie jest aż o 84 proc. wyższy od średniej dla 27 państw UE. Dla porównania, w dłuższej perspektywie różnica wynosiła około 42 proc.
Drożyzna szczególnie mocno dotyka podstawowych wydatków. Żywność kosztuje na Islandii znacznie więcej niż w innych państwach nordyckich, a różnica w przypadku mięsa sięga około 71 proc. Droższe są również samochody, usługi i nieruchomości.
To sprawia, że życie na wyspie wymaga coraz większych dochodów. Problem polega na tym, że wysokie wynagrodzenia nie zawsze wystarczają, by zrekompensować równie szybko rosnące koszty.
Turystyka miała być szansą. Stała się problemem?
Islandia w ciągu ostatnich lat przeszła prawdziwą turystyczną rewolucję. Popularność wyspy gwałtownie wzrosła, a po pandemii ruch turystyczny ponownie mocno przyspieszył. Dla gospodarki oznaczało to większe wpływy i rozwój usług. Jednocześnie jednak pojawiła się druga strona tego sukcesu. Większy popyt na noclegi, restauracje, transport i inne usługi przekłada się na wyższe ceny.
Turystyka wpływa również na rynek pracy. Branże związane z obsługą odwiedzających potrzebują pracowników, co zwiększa presję na wynagrodzenia. Wyższe płace z kolei mogą przekładać się na ceny usług. Ekonomiści zwracają uwagę, że islandzka gospodarka jest mocno uzależniona od sektorów, w których potrzebnych jest wielu pracowników. To może utrwalać presję inflacyjną.
Turyści coraz częściej liczą każdy wydatek
Jeszcze kilka lat temu podróżni znajdowali sposoby, by ograniczyć koszty wyjazdu. Popularne były noclegi poza głównymi miejscowościami, przygotowywanie posiłków we własnym zakresie czy polowanie na tanie bilety lotnicze.
Dzisiaj nawet takie rozwiązania nie zawsze wystarczają. Ceny noclegów, jedzenia i usług sprawiają, że Islandia staje się kierunkiem wymagającym znacznie większego budżetu. Dla części turystów może to oznaczać rezygnację z wyjazdu albo skrócenie pobytu. Co ważne, problem nie dotyczy wyłącznie osób przyjeżdżających na wakacje.
Mieszkańcy konkurują z turystami o mieszkania
Dynamiczny rozwój turystyki ma również konsekwencje dla islandzkiego rynku mieszkaniowego. W miejscach najbardziej atrakcyjnych dla odwiedzających właściciele nieruchomości mogą uzyskać wyższe przychody z najmu krótkoterminowego.
To oznacza konkurencję między mieszkańcami a turystyką o ograniczoną liczbę lokali. Rosnące ceny nieruchomości i czynsze stają się więc kolejnym elementem układanki, która podbija koszty życia. Dla mieszkańców problem jest tym poważniejszy, że nie da się go rozwiązać samym ograniczeniem wydatków na zakupy czy restauracje.
Islandzki paradoks: wysokie pensje nie wystarczają
Islandia od lat należy do państw oferujących relatywnie wysokie wynagrodzenia. Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy automatycznie mają większą siłę nabywczą.
Jeżeli ceny rosną szybciej niż dochody, przewaga wynikająca z wysokich pensji stopniowo się zmniejsza. Według analiz Viska różnica w poziomie cen między Islandią a innymi krajami nordyckimi jest znacznie większa niż różnica w wynagrodzeniach. Do problemu dokładają się m.in. wysokie koszty importu oraz ograniczona konkurencja w niektórych segmentach rynku.
Islandia, jako niewielka i geograficznie odizolowana gospodarka, ma ograniczone możliwości taniego pozyskiwania części produktów z zagranicy. Każdy dodatkowy koszt transportu czy importu może więc stosunkowo szybko znaleźć odzwierciedlenie na sklepowej półce.
Quiz: Odgadnij kraj po zarysie na mapie
Źródło: Radio ZET/bloomberg.com
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET