Mandat na nieprzyjście do lekarza? „Partycypacja w finansowaniu ochrony zdrowia”
W zeszłym roku tylko w warszawskich przychodniach i szpitalach pacjenci nie zjawili się na niemal 300 000 zaplanowanych wizytach. Kraje skandynawskie i nordyckie stosują w takich przypadkach kary finansowe. - Po to, żeby ludzie wiedzieli, że to, za co płacą, to jest fragment kosztów. Partycypacja w finansowaniu ochrony zdrowia buduje tę świadomość – wyjaśniła prof. Akademii Leona Koźmińskiego Katarzyna Kolasa.
Pieniądze to duży problem w systemie ochrony zdrowia. Więcej funduszy miała zapewnić samodzielna składka zdrowotna wprowadzona przez Polski Ład, ostatecznie jednak, z powodu przesunięć w budżecie, do NFZ mogło trafić nawet mniej środków. Jedną z propozycji usprawnienia dostępy do lekarzy jest pomysł odpisywania od podatku części wydatków na prywatne leczenie. Innym – wprowadzenie kar finansowych dla pacjentów nieprzychodzących na umówione wizyty.
Kary finansowe dla pacjentów nieprzychodzących na wizyty?
Federacja Przedsiębiorców Polskich zaproponowała nową ulgę podatkową, która byłaby próbą naprawienia „błędów Polskiego Ładu”. Umożliwiłaby ona odliczenie w PIT 15 procent kosztów, które z własnej kieszeni ponieśliśmy na prywatne usługi medyczne. - To uporządkowanie bałaganu po Polskim Ładzie. Składka zdrowotna wzrosła, a w zamian za to nie mamy nic. Wręcz przeciwnie: kolejki do lekarzy wydłużyły się. Na odpisie podatkowym zarobi zarówno zwykły obywatel, jak i budżet państwa - stwierdził w podcaście „Biznes. Między Wierszami” Marek Kowalski, przewodniczący FPP.
Dostępność lekarzy można także zwiększyć poprawiając frekwencję na umówionych wizytach. Pacjent, który nie stawi się na badanie lub konsultację, blokuje miejsce osobie, która potrzebuje pomocy. Wydłuża to kolejki i sprawia, że środki NFZ nie są wydawane efektywnie.
- Niektórzy mogą uważać, że służba zdrowia powinna być dostępna za darmo, skoro płacimy składkę zdrowotną, co nie jest prawdą – powiedziała. Według niej prawdą nie jest także to, że jeśli nie zjawią się na umówionej wizycie, to „nikogo to nie zaboli”. Podkreśliła, że wyjściem z tego impasu jest tworzenie społecznej świadomości o tym, jak musi być zorganizowany system ochrony zdrowia, aby każdy był leczony według potrzeb. Prof. Kolasa wyjaśniła, że inne kraje także mierzą się z tym problemem i próbują sobie z nim radzić. Niektóre „w sposób miły, budowaniu świadomości wśród pacjentów służą przypomnienia SMS-owe”. Inne kraje, głównie skandynawskie i nordyckie, stosują kary finansowe.
- Nie z powodów fiskalnych, bo one stanowią 5-10 procent dochodów systemu ochrony zdrowia, ale właśnie po to, żeby ludzie wiedzieli, że to, za co płacą, to jest fragment kosztów. Partycypacja w finansowaniu ochrony zdrowia buduje tę świadomość – dodała ekspertka.
- Straty finansowe wynikające z niepojawiania się pacjentów na umówionych wizytach lekarskich są oczywiste – powstaje wówczas tzw. efekt niegospodarności – powiedziała dr hab. Katarzyna Kolasa, kierowniczka Zakładu Ekonomiki Zdrowia i Zarządzania Ochroną Zdrowia Akademii Leona Koźmińskiego i liderka kursu Digital Health Start Me Up dla liderów transformacji cyfrowej. Prof. Kolasa wymieniła trzy zasadnicze konsekwencje nieodwoływania wizyt lekarskich. Pierwsza to koszty alternatywne, wynikające z tego, „że lekarz nie mógł wykorzystać swojego czasu efektywnie, co przekłada się na nieefektywnie leczenie innych pacjentów”.
Ekonomistka wskazała także na konsekwencje wynikające z wydłużania się kolejek i – w związku z tym – niewłaściwego lub zbyt późnego leczenia innych pacjentów. - Lekarz niegospodarnie zarządza swoim czasem – nie z własnej winy, ale z braku rozwiązań systemowych – dodała. Oprócz kosztów alternatywnych profesor wspomniała także o problemie natury ludzkiej.
- Analiza case'ów z innych krajów pokazuje, że dotyczy to głównie osób chronicznie chorych, które w ten sposób szkodzą także same sobie. Badania pokazują, że ci pacjenci najczęściej robią to wielokrotnie, narażając się na niewłaściwe leczenie i na pogorszenie swojego stanu zdrowia – powiedziała ekspertka. Jako trzeci problem, najtrudniejszy z punktu widzenia systemowego, prof. Kolasa wymieniła sposób postrzegania systemu ochrony zdrowia przez obywateli. - To problem naszego szacunku do systemu ochrony zdrowia jako miejsca, gdzie sami powinniśmy być jego partnerami – wyjaśniła.
Porównała rezerwację wizyty lekarskiej do rezerwacji stolika w restauracji. - Jak zamawiamy stolik w restauracji, na który czekamy wiele tygodni i w ostatniej chwili się tam nie pojawiamy, to mamy jakieś wyrzuty sumienia, jak się nie pojawiamy na wizycie u lekarza, to czy mamy takie same wyrzuty? – podsumowała.
Zdaniem ekspertki w przypadku stosunku Polaków do służby zdrowia mamy do czynienia z tzw. moralnym hazardem – występuje on wówczas, kiedy podmiot chroniony przed ryzykiem może zachowywać się inaczej niż gdyby był w pełni eksponowany na ryzyko. Na przykład osoba ubezpieczona (choćby w NFZ) może zachowywać się bardziej ryzykownie niż wówczas, gdyby nie miała ona ubezpieczenia i za wizytę musiałaby płacić. Moralny hazard narasta, kiedy ludzie nie ponoszą konsekwencji za swoje zachowania.
RadioZET.pl/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET