Nowy znak na drogach szybkiego ruchu. Koniec z domysłami
Znak, który kierowcy mijają przed odcinkowym pomiarem prędkości, może wkrótce wyglądać inaczej. Ministerstwo Infrastruktury chce sprawdzić nowe rozwiązanie na autostradach i drogach ekspresowych.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Na czym ma polegać zmiana znaku D-51a.
- Gdzie kierowcy mogą zobaczyć nowe oznakowanie.
- Jak długo potrwają testy i co zdecyduje o przyszłości rozwiązania.
Nowy znak na autostradach i ekspresówkach. Pokaże także limit prędkości
Kierowcy korzystający z autostrad i dróg ekspresowych mogą wkrótce zobaczyć zmienioną wersję znaku D-51a. Oprócz informacji o odcinkowym pomiarze prędkości pojawi się na nim również obowiązujący limit.
Rozwiązanie zostanie najpierw przetestowane w ramach projektu badawczego Ministerstwa Infrastruktury. Badanie ma sprawdzić, czy dodatkowa informacja poprawi czytelność oznakowania i wpłynie na bezpieczeństwo.
Nowy znak ma ograniczyć gwałtowne hamowanie
Obecnie znak D-51a informuje o rozpoczęciu odcinkowego pomiaru średniej prędkości, ale nie wskazuje konkretnego limitu. Kierowca musi ustalić go na podstawie wcześniejszych znaków lub obowiązujących przepisów. Według resortu może to prowadzić do niepewności, a w konsekwencji do gwałtownego hamowania przed początkiem pomiaru. Nowy wariant ma przekazywać obie informacje w jednym miejscu.
Za przeprowadzenie badań odpowiadać będzie Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Analizowane będą m.in. prędkości pojazdów, zmiany tempa jazdy, przypadki gwałtownego hamowania, naruszenia limitów oraz zdarzenia drogowe.
Nowe oznakowanie ma być sprawdzane na wybranych autostradach i drogach ekspresowych, na których działa odcinkowy pomiar prędkości. Według Ministerstwa Infrastruktury takich odcinków jest obecnie 116.
Projekt ma potrwać do końca 2028 roku. Dopiero wyniki badań zdecydują, czy zmodyfikowany znak powinien zostać na stałe wprowadzony do przepisów dotyczących oznakowania dróg.
Pomysł był już analizowany
Koncepcja umieszczenia limitu prędkości bezpośrednio na znaku D-51a pojawiała się już wcześniej. Ministerstwo analizowało ją w 2019 roku, jednak problemem były m.in. różne limity obowiązujące poszczególne grupy pojazdów. Do pomysłu powrócono również w związku z propozycją senatora Krzysztofa Kwiatkowskiego, dotyczącą wskazywania na znaku ograniczenia dla samochodów osobowych.
Resort pracuje także nad innymi propozycjami oznaczeń związanych z automatyczną kontrolą, m.in. systemem Red Light, kontrolą buspasów i sprawdzaniem wymaganej odległości między pojazdami. Na razie są to jednak projekty, a nie obowiązujące znaki drogowe.
Na razie kierowcy mogą więc spodziewać się przede wszystkim testów nowej wersji D-51a. Ich wyniki pokażą, czy dodatkowa informacja o limicie rzeczywiście przełoży się na bezpieczniejszą jazdę.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET