O tym politycy nie powiedzieli. „Przy takich obietnicach trzeba podnieść VAT do 30 procent”

2 min. czytania
10.10.2023 10:38
Obserwuj nas na Google

Za każdą obietnicę wyborczą składaną w kampanii ktoś będzie musiał zapłacić. Partie popuściły wodze fantazji i pojawiły się propozycje, których sfinansowanie byłoby ogromnym wyzwanie. Forum Obywatelskiego Rozwoju wyliczyło dla Wirtualnej Polski, że łączny koszt wszystkich obietnic, które pojawiły się w kampanii wyborczej, to bilion złotych – a więc znacznie więcej, niż wynosi i tak dotknięty dużym deficytem obecny budżet Polski.

politycy na debacie przedwyborczej
fot. MAREK KUDELSKI/AGENCJA SE/East News

Wybory parlamentarne 2023 odbędą się już 15 października. Partie polityczne prześcigają się w licytowaniu na wyborcze obietnice, pomijając jednak koszty, jakie trzeba będzie ponieść, żeby wcielić je w życie. A koszty okazały się niebagatelne: nawet „najtańsze” programy zwiększyłyby deficyt do 300 mld zł, a więc 8 procent PKB.

Gigantyczne koszty obietnic wyborczych. Trzeba znaleźć bilion złotych

Jakie propozycje dla górników, przedsiębiorców, pracowników czy rodziców mają poszczególne partie polityczne? Przyjrzeliśmy się obietnicom tych kandydatów, którzy według sondażu odnotowują najwyższe poparcie. Wyliczamy, co PiS, KO, Lewica, Trzecia Droga i Konfederacja obiecują w sprawach podatkowych, emerytalnych, czy w kwestii świadczeń socjalnych i energetyki. Oto, które obietnice wyborcze najbardziej opłacą się danemu wyborcy.

Oglądaj

Obietnice, które zostaną spełnione, będą musiały uzyskać pokrycie w środkach z budżetu państwa. Jest on zasilany na dwa sposoby: z podatków albo z długu, który będziemy spłacać w przyszłości. Już teraz same odsetki od kredytów zaciągniętych przez rząd wynoszą mniej więcej równowartość kosztów program 500 plus.

- Najdroższy jest program Bezpartyjnych Samorządowców. Ale chciałbym jeszcze powiedzieć, jak nasz ranking powstał. Rząd PiS przedstawił projekt budżetu na przyszły rok, który zakłada deficyt na poziomie 170 mld zł i na tej podstawie dodawaliśmy to, czego w tym budżecie nie ma. Okazuje się, że nawet najtańsze programy zakładają, że w przyszłym roku będziemy mieć deficyt na poziomie 8 procent PKB. To jest 300 mld zł. Tę kwotę nabiła obietnica zniesienia podatku dochodowego od osób fizycznych, która kosztuje 170 mld zł - powiedział w programie „Newsroom” Wirtualnej Polski Marcin Zieliński, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Redakcja poleca

- Gdzie są te wydatki, które będziemy ciąć po drugiej stronie, by ten deficyt się nie powiększył? Obietnice są do spełnienia, ale trzeba powiedzieć szczerze: potrzebne jest podniesienie podatków. I to jest uczciwe postawienie sprawy. Nie ma poważnego traktowania wyborcy. Przy takich obietnicach, trzeba by podnieść VAT do 30 procent. Jestem ciekawy, kto by za tym zagłosował? – dodał ekspert FOR.

Pieniądze na spełnienie obietnic wyborczych mogą zostać także przesunięte z innych celów – w takim przypadku rząd musiałby zabrać jednej grupie Polaków, żeby móc dać innej. Budżet państwa zionął wynoszącą ponad 160 mld zł dziurą jeszcze przed wyborami: spełnienie obietnic tylko pogorszy sprawę.

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET