`

PiS wolało wydać 9 mld zł na 14. emeryturę niż 800 plus. „Takie są uroki polityki”

5 min. czytania
22.08.2023 18:08
Obserwuj nas na Google

Podniesienie 14. emerytury do kwoty 2650 zł brutto zwiększy wydatki na kolejne dodatkowe świadczenie dla seniorów o 9 mld zł w stosunku do wcześniejszych założeń budżetowych. To mniej więcej kwota, jaką trzeba byłoby wygospodarować na półroczne zwiększenie 500 plus do 800 plus.

Jarosław Kaczyński
fot. Oleg Marusic/REPORTER/East News

14. emerytura w 2023 roku będzie wypłacana w kwocie podstawowej 2650 zł brutto. Do rąk seniorów we wrześniu trafi kwota pomiędzy 2200 zł a 50 zł – w zależności od wysokości pobieranego świadczenia podstawowego. Według założeń budżetowych „czternastka” miała być równa emeryturze minimalnej, wynoszącej 1588,44 zł brutto. - Koszt dla budżetu państwa jest wyższy od planowanego o 9 mld zł – przyznała na antenie Radia Maryja minister rodziny i polityki społecznej Marlena Maląg.

20 mld zł na 14. emeryturę. 500 plus to 40 mld zł rocznie

Według programu konwergencji na 2023 rok wypłata kolejnego dodatkowego świadczenia dla emerytów i rencistów, popularnie nazywanego 14. emeryturą, miała kosztować 11,6 mld zł. Podwyżka „czternastki” do 2650 zł brutto zwiększyła tę kwotę niemal dwukrotnie. - Przy kwocie netto 2200 zł, brutto byłaby to kwota 2650 zł. (...) Szacujemy, że grupa, do której dotrze to wsparcie to będzie blisko 9 mln osób. Koszt dla budżetu państwa jest wyższy od planowanego o 9 mld zł – poinformowała Marlena Maląg.

Oglądaj

Podwyższenie 500 plus do 800 plus ma kosztować około 25 mld zł rocznie, na wypłaty od lipca 2023 do końca roku trzeba by więc wygospodarować około 12-13 mld zł. Więcej, niż na podwyżkę 14. emerytury, ale kwoty mimo wszystko są porównywalne. Propozycję wypłaty 800 plus od 1 lipca złożył Donald Tusk. Pomysł spotkał się z ostrą krytyką Jarosława Kaczyńskiego.

- Nie ukrawam, że nie wysoko oceniam kwalifikacje pana Tuska jako premiera, ale nie aż tak nisko, żeby on nie wiedział, że w ciągu dwóch tygodni zmienić budżetu, bo to trzeba by zmienić budżet, zapewnić nowe środki dla tego budżetu i dokonać wielu innych zmian, które są potrzebne, żeby to zaczęło działać, to jest przedsięwzięcie po prostu niewykonalne. To jest chwyt i to taki chwyt, jak sądzę, nie do końca przemyślany, podejmowany w sytuacji nagłej, kiedy dominuje nerwowość – skomentował pomysł przyspieszenia startu 800 plus prezes PiS. Jak to możliwe, że znalezienie pieniędzy na dzieci okazało się niewykonalne, bez problem jednak znalazły się identyczne środki na podwyższenie 14. emerytury? Czy PiS świadomie zdecydował się przyznać pieniądze seniorom, a nie dzieciom, gdyż ma w tym wyborczy interes? To pytanie zadaliśmy dr Antoniemu Kolkowi, prezesowi Instytutu Emerytalnego.

Redakcja poleca

- Nie mam wątpliwości, że dokładnie tak to wygląda z perspektywy roku wyborczego. Wiadomo, że każdy pieniądz jest ważny, a każdy pieniądz znaczony politycznie jest podwójnie ważny. W związku z tym, jeśli doszło do dylematu, czy dać na 500 plus, które miałoby wynosić 800 zł od pierwszego lipca, czy lepiej dać wyższą 14. emeryturę tuż przed wyborami, to patrząc wprost na to, jaka jest grupa świadczeniobiorców i którzy są uprawnieni do tego, żeby głosować i których jest więcej - nie ma wątpliwości, że wyższy transfer został przyznany grupie, która zagłosuje, bądź waha się nad zagłosowaniem na obecną władzę – wyjaśnił nam szef IE.

Podobnego zdania jest dr Tomasz Lasocki, który w „czternastce” dostrzegł raczej chęć zbicia kapitału politycznego, niż faktyczną pomoc dla potrzebujących i dotkniętych inflacją seniorów.

- Ciężko mi tłumaczyć rozumem pewne kroki, które kierują się tylko i wyłącznie „logiką 15 października”. To znaczy, do wyborów wszystko, a potem choćby potop. Nie jest to pierwsze tego typu rozwiązanie, bo podobnie było z tak zwanymi emeryturami czerwcowymi. Tu nie ma możliwości oceny z perspektywy racjonalnego czy sprawiedliwego gospodarowania środkami publicznymi, bo może się okazać, że nie przekazujemy mniejszych pieniędzy na naprawienie niesprawiedliwości, ale wydajemy znacznie większe, żeby tworzyć jeszcze większą niesprawiedliwość, jaką jest 14. emerytura  – wyjaśnił naukowiec z Uniwersytetu Warszawskiego.

Redakcja poleca

- Takie są uroki polityki. Politycy mają prawo decydować o tym, na co pieniądze idą. Pytanie jest o kwestię skali - wychodzi na to, że 9 mld zł można ot tak, poza kontrola parlamentu, po prostu sobie wydać. To jest niesamowite, że przyjęto przepisy, przed którymi zresztą ostrzegałem, umożliwiające dalsze „pompowane” według politycznych  potrzeb kwoty 14. Emerytury. To świadczenie jest absurdalnie niesprawiedliwe, bo jedynym kryterium, komu przysługuje, a komu nie, to wysokość emerytury. Przy czym logika jest tutaj całkowicie zwichnięta – im ktoś więcej zapłacił składek i więcej dołożył się do systemu, tym dostanie mniejszą „czternastkę”, albo i nie otrzyma jej wcale. I rozporządzeniem planujemy wydać 9 mld zł. Dla porównania, w tej chwili na biurku prezydenta leży ustawa o Centralnej Informacji Emerytalnej, gdzie poświęcono wiele uwagi na to, czy te 30-40 mln zł warto na to wydawać, czy nie. A w tym przypadku poza kontrolą parlamentu, poza oficjalnym budżetem, wydamy 9 tysięcy milionów złotych. To jest niesamowita kwota i bezprecedensowy wydatek  – dodał Tomasz Lasocki.

- To jest kolejny krok ze strony państwa, by grupa, która może najbardziej traciła na inflacji, czyli właśnie emeryci, dostała pełną rekompensatę. Bo jak się to wszystko podliczy, to co nastąpiło w tym roku, a także to, co nastąpi w marcu przyszłego roku, to będzie można powiedzieć, że ta rekompensata będzie pełna – stwierdził Kaczyński po anonsowaniu podwyższenia 14. emerytury do kwoty 2200 zł netto.

- To uzasadnienie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, bo właśnie 14. emerytura działa kontra potrzebom waloryzacyjnym. Potrzeba waloryzacji pojawia się u tych, którzy wskutek waloryzacji tracą. Więcej ten, kto ma wyższe świadczenie, a kwota „czternastki” dorzuci więcej osobom, które przepracowały choćby jeden dzień i będzie karała tych, którzy za dużo pracowali. To nie jest rozwiązanie waloryzacyjno-inflacyjne, to jest po prostu kłamstwo. Nie ma to żadnego związku z tym, ile kto zarabiał. Jeżeli ma to być kompensacja wysokiej inflacji, to zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest częstsza waloryzacja. Wtedy faktycznie pieniądze pójdą do tych, którzy tracą na skutek inflacji. 14. emerytura nie pomaga w tej sytuacji. Jeśli ktoś ma emeryturę Jarosława Kaczyńskiego, z tego co wiem około 9000 zł, to potratowania 10-procentową inflacją nie skompensuje 13. emerytura, a „czternastki” nawet nie dostanie. Ja w interesie Jarosława Kaczyńskiego przemawiam, to nie jest dla niego sprawiedliwe rozwiązanie. On już swoje zrobił, ale obawiam się, że przyszli prezesi kolejnych partii mogą się czuć zdemotywowani do pracy – dodał z ironią Lasocki.

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET