Plusy i minusy 500 plus. Co zepsuje 800 plus?
- Z punktu widzenia społecznego, poprawy sytuacji gospodarczej rodzin wielodzietnych – bardzo się poprawiło, ten cel został osiągnięty. Nierówności dochodowe faktycznie spadły. Natomiast cele demograficzne, czyli zachęcenie Polek i Polaków do tego, żeby mieli więcej dzieci – to absolutnie się nie udało – podsumował program „Rodzina 500 plus” w podcaście „Biznes. Między wierszami” prof. Jacek Tomkiewicz z Akademii Koźmińskiego.
500 plus z powodu wysokiej inflacji zaczęło być tylko cieniem świadczenia, jakim było na początku, w roku wyborczym ogłoszono więc podwyższenie go do 800 plus. Dla beneficjentów programu zysk jest oczywisty: 300 zł na dziecko więcej w ciągu miesiąca, 64 800 zł więcej podczas całych 18 lat wypłat. A jak na 500 plus wychodzimy jako społeczeństwo i naród? Czy zyskaliśmy, czy straciliśmy na bezwarunkowych wypłatach pieniędzy za posiadanie dzieci?
Bilans 500 plus. Co się udało, co zawiodło?
- Powinniśmy się zastanowić, jakie cele przyświecały temu projektowi. Po pierwsze: stwierdziliśmy, że jesteśmy na tyle bogatym krajem, że coś takiego jak ubóstwo dzieci jest nieakceptowalne. I tutaj faktycznie osiągnęliśmy dosyć spory sukces, bo spadło ono o ponad 60 procent. Bez dwóch zdań – postęp jest duży. W ostatnich latach niestety ubóstwo zaczęło znowu rosnąć, wynikało to z tego, że te 500 plus zaczynało mieć coraz niższą siłę nabywczą ze względu na inflację – odpowiedział prof. Tomkiewicz na pytanie o to, czy 500 plus było sukcesem.
- Druga rzecz: doszlusowaliśmy do krajów cywilizowanych, wcześniej pod względem wydatków socjalnych na dzieci byliśmy naprawdę na szarym końcu. Wydawaliśmy w procentach PKB mniej więcej połowę tego, jaka jest średnia unijna, oczywiście to było 1/3 tego co Szwecja czy Dania, teraz jesteśmy na takiej dobrej średniej. Można powiedzieć, że to nie jest żadne cudo z punktu widzenia wysoko rozwiniętego kraju, do jakiego się chcemy zaliczać. To tak przyzwoitość. Ze społecznego punktu widzenia ciężko akceptować, żeby w kraju który jest w Unii Europejskiej, jest wśród krajów wysoko rozwiniętych, w NATO, wydajemy pieniądze na czołgi i samoloty, a jednocześnie mamy dzieci w skrajnym ubóstwie – podkreślił ekonomista.
- Przy okazji chcieliśmy załatwić jeszcze jedną rzecz – zdaliśmy sobie sprawę, że nam się trochę mało tych dzieci rodzi, więc jest pytanie: kto będzie pracował na przyszłe emerytury? Ten współczynnik dzietności, który u nas wynosi 1,4, pokazujący ile dzieci ma przeciętna dziewczyna w Polsce, jest na poziomie, który nie zapewnia nam utrzymania obecnej liczebności społeczeństwa. Żeby było nas cały czas tyle samo, to przy założeniu zerowego salda migracji, każda kobieta powinna mieć średnio 2,1 dziecko. Jako że przeciętna kobieta rodzi w Polsce 1,4 dziecka, to siłą rzeczy będzie nas coraz mniej. Chociaż ostatnio to się zmienia, bo mamy dodatnie saldo migracji, czyli więcej ludzi do nas przyjeżdża, niż od nas wyjeżdża – przyznał Jacek Tomkiewicz. Profesor wyjaśnił, że jedną z przyczyn porażki było to, że świadczenie zostało ustanowione za późno.
- Jeśli 500 plus miało oddziaływać prokreacyjnie, to zostało wprowadzone tak z 5 lat za późno. Jedną rzeczą jest to, ile przeciętnie tych dzieci rodzą kobiety, a drugą – ile jest tych kobiet w takim wieku, że myślą o powiększeniu rodziny. O 5 lat za późno, bo już tak zwane echo wyżu zeszło z rodzenia dzieci. Czyli mówiąc wprost: to moje, bardzo liczne pokolenie, już raczej nie będzie mieć więcej dzieci. Żeby efekt demograficzny był wysoki, trzeba było wprowadzić ten system wtedy, gdy ja zastanawiałem się, czy jedno, dwójkę, trójkę, czy piątkę dzieci – wyjaśnił ekspert. A czy pieniądze, które przeznaczyliśmy do tej pory na 500 plus, czyli 230 mld zł, można było wydać lepiej?
- Pytanie, czy te środki, które idą w dużej mierze do rodziców, którzy bez tych 500 zł czy 800 zł w przyszłym roku by sobie spokojnie poradzili, czy nie dużo lepiej byłoby za to dać podwyżki dla nauczycieli, dla pielęgniarek, poprawić stan środowiska i tak dalej. Rządzący może nie mówią tego wprost, ale mamy do czynienia z takim zjawiskiem: edukacja publiczna jest jaka jest, ale macie 500 plus, jest z czego płacić za korepetycje. Ochrona zdrowia jest jaka jest, ale pieniądze, idźcie prywatnie do lekarza. To możemy mówić o żłobkach, o przedszkolach, o wielu obszarach, którymi powinno się zajmować państwo, na przykład o wykluczeniu transportowym. „Nie masz pociągu czy autobusu w swoim mieście? Nie po to dajemy ci pieniądze, żebyś marudził, kup sobie samochód”. To jest niebezpieczny proces, taka wtórna prywatyzacja usług publicznych – wyjaśnił Tomkiewicz.
Strumień pieniędzy płynący w ramach 500 plus miał znaczenie dla polskiej gospodarki: te środki były wydane na produkty i usługi, dzięki czemu nasze PKB rosło. Jak dużym impulsem prorozwojowym był program „Rodzina 500 plus”?
- Jest taki wskaźnik, o którym ekonomiści mówią mnożnik. Pytanie: co się dzieje z miliardem, tysiącem, milionem złotych, które są wydawane ze środków publicznych. Jak ja dostanę 500 plus, to pójdę na zakupy, zarobi sklepikarz, on pójdzie na piwo, zarobi barman, barman pójdzie na kawę i tak dalej. Te pieniądze, krótko mówiąc, kręcą się w gospodarce i co ciekawe – są opodatkowane kilka razy. W Polsce ten mnożnik szykuje się na około 1,5, czyli miliard wydatków to około 1,5 miliarda wzrostu PKB – wyjaśnił prof. Tomkiewicz. Na pytanie, dlaczego więc nie dać choćby 10 000 plus i patrzeć, jak PKB eksploduje, ekonomista miał bardzo prostą odpowiedź.
- Pytanie brzmi, jak to sfinansować? Możemy na dwa sposoby: albo podatkami, albo długiem. Z punktu widzenia popytowego te 500 zł musi pochodzić albo bieżących podatków, czyli z opodatkowania dochodów albo konsumpcji, albo z deficytu. A deficyt to nic innego, jak przyszłe podatki. Nawiasem mówiąc, koszt obsługi długu w Polsce to już ponad 50 mld zł. Na same odsetki od długu publicznego wydajemy więcej, niż na 500 plus. Pieniądze skądś się biorą, do tego efektu wydatkowego musimy dołożyć ten efekt, który polega na ściągnięciu pieniędzy z gospodarki albo przez podatki, albo poprzez dług – zaznaczył profesor z Akademii Koźmińskiego.
- Nie można oszacować, o ile wzrosło nam PKB dzięki 500 plus. Te pieniądze mogły być wydane lub być zaoszczędzone, mogą być też wydane na usługi krajowe lub zagraniczne: możemy pojechać na weekend do Ciechocinka lub na Ibizę. Możemy też wydać je w Polsce, ale na dobra importowane. Mało kto o tym wie, ale w polski import to jest 50 procent PKB. Połowa tego, co kupujemy w Polsce, to są rzeczy z importu. Bardzo trudno wyodrębnić samo 500 plus i oszacować, jaki dokładnie miało w wypływ na rozwój gospodarczy. Podsumowując: na pewno efekt był pozytywny. Ale czy on zwiększył PKB o wydatki razy 1,6, czy o wydatki razy 2 – nie podejmuję się takich szacunków – wyjaśnił Tomkiewicz.
Czy 500 plus napędziło inflację i jak wpłynie na nią podwyżka świadczenia do 800 zł? Tutaj odpowiedź nie jest już taka oczywista. Należy się jednak spodziewać, że 800 plus zepsuje walkę ze wzrastającymi cenami.
- Gdy 500 plus startowało, była niska inflacja. W takich warunkach ciężko jest podnieść ceny, bo konsumenci tego nie akceptują. Natomiast teraz, gdy wszystko jest coraz droższe, to wychodzimy z założenia, że musi być drogo, bo inflacja. To samospełniająca się przepowiednia. Zmieniając 500 plus w 800 plus dołożymy 300 zł, które dziś ważą do tego mniej, ale efekt proinflacyjny tej kwoty wbrew pozorom może być większy. Może być większy, bo mamy rozbudzone oczekiwania inflacyjne. Założę się, że ten czy inny przedsiębiorca poczeka do lutego z podwyżką cen – wytłumaczył gość podcastu „Biznes. Między wierszami”.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET