Polska firma zamyka sklepy po 25 latach. Trwa wielka wyprzedaż, nawet 80 proc. taniej
Po ćwierć wieku obecności w galeriach handlowych Vissavi zmienia kurs. Polska marka odzieżowa zamyka salony, wyprzedaje ich zawartość i stawia na sprzedaż internetową. Decyzja pokazuje, jak mocno zmieniły się warunki, w których dziś muszą działać rodzime firmy modowe.
Z tego artykułu dowiesz się:
- dlaczego Vissavi zdecydowało się zamykać salony
- co najbardziej uderzyło w wyniki polskiej marki
- jak ma wyglądać dalsza działalność Vissavi w internecie
Po 25 latach polska marka odzieżowa znika z galerii. Vissavi stawia na sprzedaż online
Przez lata była obecna w galeriach handlowych i rozwijała własną sieć salonów. Dziś Vissavi odchodzi od modelu, który przez ćwierć wieku stanowił podstawę jej działalności. Polska marka odzieżowa ogranicza sprzedaż stacjonarną, a przyszłość wiąże przede wszystkim z internetem.
Vissavi wywodzi się z Rzeszowa. Markę założyła Agata Blok, a jej działalność koncentrowała się na modzie damskiej – od ubrań codziennych po kolekcje przeznaczone na bardziej wyjątkowe okazje. Firma stawiała na własne projekty oraz produkcję odzieży w Polsce.
W najlepszym okresie sieć liczyła 17 salonów. Z czasem prowadzenie stacjonarnej sprzedaży stawało się jednak coraz trudniejsze. Pandemia, wysokie koszty działalności, drożejące najmy oraz zmieniające się zwyczaje konsumentek stworzyły dla marki wyjątkowo wymagające warunki.
Pandemia mocno uderzyła w sprzedaż
Jednym z najpoważniejszych problemów okazał się okres lockdownów. Zamknięte galerie handlowe i ograniczony ruch klientów przełożyły się na wyniki poszczególnych salonów.
Firma zwracała uwagę również na konsekwencje umów najmu. Cztery lockdowny doprowadziły do automatycznego przedłużenia części kontraktów, zawartych jeszcze przed pandemią. Tymczasem liczba klientów odwiedzających centra handlowe nie powróciła do wcześniejszego poziomu.
Skala problemów była widoczna na konkretnych przykładach. Strata salonu Vissavi w Centrum Handlowym Avenida w 2020 roku przekroczyła 169 tys. zł, a podobny wynik miał zostać odnotowany także rok później. Na początku 2022 roku miesięczne obroty tej placówki wynosiły około 18–20 tys. zł, podczas gdy koszty jej utrzymania były ponad dwa razy wyższe. Dodatkowym obciążeniem okazały się koszty związane z rozwiązaniem umów najmu. W jednym z przypadków dotyczącym wrocławskiej galerii marka została obciążona karą przekraczającą 200 tys. zł.
Rosnące koszty produkcji i działalności
Problemy Vissavi nie ograniczały się jednak do galerii handlowych. Firma musiała mierzyć się również ze wzrostem kosztów energii, wynagrodzeń, podatków, logistyki i samej produkcji.
Dla marki, która projektowała i produkowała odzież w Polsce, rosnące wydatki miały szczególne znaczenie. Jednocześnie konkurencja na rynku stawała się coraz silniejsza. Globalne sieci fast fashion oraz azjatyckie platformy sprzedażowe mogły konkurować przede wszystkim ceną i ogromną skalą oferty.
To trudne otoczenie dla średniej wielkości polskiej marki, która nie może łatwo konkurować z największymi graczami pod względem skali zakupów, produkcji czy kosztów prowadzenia sprzedaży.
Wyprzedaże przed końcem działalności stacjonarnej
Zamykanie sieci nie oznaczało natychmiastowego zniknięcia wszystkich salonów. Proces miał przebiegać etapami. Wśród placówek, które miały pozostać otwarte do końca roku, wymieniano salony w Galerii Północnej w Warszawie, krakowskich Bronowicach oraz Millenium Hall w Rzeszowie. Sklepy w Plaza Rzeszów i Galerii Rzeszów miały natomiast przez pewien czas działać jako outlety. W pozostałych placówkach rozpoczęto wyprzedaże, podczas których rabaty sięgały 80 proc. Dla firmy jest to nie tylko sposób na przyciągnięcie klientów, ale również możliwość opróżnienia magazynów i zakończenia działalności stacjonarnej w uporządkowany sposób.
Choć marka wycofuje się z kosztownej sieci sklepów, nie oznacza to całkowitego zakończenia działalności. Sprzedaż internetowa ma być kontynuowana.
Źródło: Radio ZET/dlahandlu.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET