Prezerwatywy na fakturę dla Tuska. Viral, który mógłby skończyć się karą więzienia [WIDEO]

3 min. czytania
05.02.2026 09:43
Obserwuj nas na Google

Nagranie z apteki, które w ostatnich dniach rozgrzało media społecznościowe, miało być niewinną prowokacją wobec nowego systemu państwowego KSeF. Internet się śmieje, ale prawnicy już niekoniecznie – a konsekwencje mogą okazać się znacznie poważniejsze, niż sugeruje forma żartu.

Donald Tusk/apteka
fot. East News/x

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego internetowy viral może zostać potraktowany jako przestępstwo skarbowe.
  • Jakie realne ryzyka dla przedsiębiorców ujawniło działanie systemu KSeF.
  • Dlaczego „trollowanie” fiskusa może skończyć się znacznie gorzej niż utratą zasięgów.

Prezerwatywy na KPRM i viral, który może skończyć się aktem oskarżenia. KSeF stał się paliwem dla internetowych prowokacji

Wideo z apteki, w którym klient kupuje paczkę prezerwatyw i prosi o wystawienie faktury na Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, rozeszło się po sieci w tempie, którego nie powstydziłby się najlepszy mem sezonu. Dla internautów to błyskotliwy żart i celna kpina z nowego systemu podatkowego. Dla prawa – potencjalne przestępstwo, które w skrajnym przypadku może skończyć się nawet karą więzienia.

Nagranie opublikowane na TikToku w ciągu kilkunastu godzin zebrało ponad milion odtworzeń. Jego autor, Tomasz Sidorczuk z Bielska-Białej, przedstawiający się jako przedsiębiorca i społecznik, tłumaczył później, że chciał zwrócić uwagę na słabości Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF), który od 1 lutego stał się obowiązkowy dla przedsiębiorców.

„Poproszę najmniejsze, jakie są”

Na nagraniu widzimy jak klient wchodzi do apteki i prosi o prezerwatywy, dodając złośliwie, że chodzi o „najmniejszy możliwy rozmiar”. Przy kasie podaje numer NIP Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i prosi o wystawienie faktury w systemie KSeF.

Na filmie słychać konsternację farmaceutów, którzy po chwili wybuchają śmiechem, widząc nazwę instytucji na ekranie. Klient dorzuca jeszcze, że chciałby kupić maść na hemoroidy. Faktura zostaje wystawiona, dokument trafia do systemu, a formalnie nabywcą środków antykoncepcyjnych staje się KPRM.

Autor nagrania przekonywał później, że poprosił o anulowanie faktury jeszcze przed publikacją materiału. Jak mówił w rozmowie z Wirtualną Polską: „Nie chciałem szkodzić księgowym premiera, lecz zwrócić uwagę na problem funkcjonowania nowego systemu”.

Żart, który przestaje być zabawny w starciu z kodeksem

Problem polega na tym, że prawo podatkowe nie zna kategorii „happeningu” ani „trollowania systemu”. Wprowadzenie do obrotu prawnego faktury dokumentującej zdarzenie, które nie miało miejsca, oznacza wystawienie tzw. pustej faktury. A to już bardzo konkretne paragrafy.

W grę może wchodzić m.in. fałsz intelektualny z art. 271 Kodeksu karnego – poświadczenie nieprawdy w dokumencie mającym znaczenie prawne. Do tego dochodzi ryzyko odpowiedzialności za oszustwo podatkowe, nawet jeśli kwota transakcji jest symboliczna. Mechanizm jest bowiem identyczny jak w poważnych przestępstwach skarbowych: system centralny zostaje zasilony fałszywymi danymi. Eksperci podkreślają, że nawet jeśli sąd uznałby niską szkodliwość społeczną czynu, samo postępowanie karne i potencjalny wpis w kartotece to wysoka cena za chwilę internetowej popularności.

Redakcja poleca

Czy to naprawdę luka w KSeF?

Popularne nagranie ponownie rozgrzało dyskusję o bezpieczeństwie i logice nowego systemu. Faktem jest, że do wystawienia faktury wystarczy znajomość numeru NIP, a te dane są publicznie dostępne. Każdy może więc – przynajmniej technicznie – wziąć fakturę na dowolną firmę czy instytucję.

Jednocześnie eksperci studzą emocje i podkreślają, że KSeF nie tworzy nowego zagrożenia, a jedynie je uwidacznia. Dokładnie to samo można było zrobić wcześniej, prosząc o papierową fakturę na dowolny NIP i podając cudze dane. W KSeF jednak każda faktura jest trwale zapisana w systemie, co sprawia, że takie „żarty” są dziś znacznie bardziej ryzykowne niż kiedyś. Za tego typu czyn grozi kara nawet do trzech lat pozbawienia wolności 

Księgowi zapłacą za internetowe prowokacje?

Największym realnym problemem nie są jednak prezerwatywy dla rządu, lecz możliwość masowego zalewu firm fikcyjnymi lub błędnymi fakturami. W dużych organizacjach, gdzie miesięcznie przetwarza się tysiące dokumentów, pojedyncze drobne faktury mogą łatwo umknąć uwadze, generując chaos w rozliczeniach i konieczność tłumaczeń przed urzędem skarbowym.

Choć internauci zauważają, że do końca roku obowiązuje okres przejściowy dla faktur do 450 zł, co może ograniczyć skutki tej konkretnej transakcji, nie zmienia to faktu, że KSeF stał się polem do testowania granic absurdu. Warto jednak pamiętać, że w obecnych czasach trudno pozostać anonimowym, robiąc nawet z pozoru "niewinne" żarty.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET