Przyszłość motoryzacji. Czym będziemy jeździć za 10 lat?
Do 2030 roku w Polsce może być rejestrowanych ponad 140 tys. nowych elektryków rocznie, czyli niemal trzy razy więcej niż obecnie. Tak wynika z raportu „Polish EV Outlook 2026”, którego premiera odbyła się na Kongresie Nowej Mobilności w Katowicach. Czy infrastruktura, ceny energii i polski przemysł nadążą za tym tempem?
Tankowanie powoli ustępuje miejsca ładowaniu, choć w Polsce ten proces dopiero nabiera tempa. Na polskich drogach jeździ już ponad 158 tys. samochodów w pełni elektrycznych, a publicznych punktów ładowania jest ponad 13 tys. Widać efekt wzrostowy, ale to wciąż niewiele w porównaniu z Europą.
Strategia dla motoryzacji do 2035 roku
Kongres Nowej Mobilności 2026 odbył się we wrześniu w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach pod hasłem „Wszystkie kierunki transformacji”. Zorganizowało go Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności wspólnie z Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolią i województwem śląskim. W programie znalazło się około 250 debat i wystąpień z udziałem ponad 570 prelegentów oraz strefa EXPO o powierzchni 12 tys. m². Uczestnicy kongresu ocenili w sondzie Radia ZET, czy polska motoryzacja nadąża za zmianami i jakie pojazdy będą dominować na drogach za 10 lat.
Program kongresu obejmował nie tylko samochody elektryczne, ale też transport publiczny, kolej, logistykę miejską, energetykę, cyberbezpieczeństwo połączonych pojazdów, technologie podwójnego zastosowania, drony, lotnictwo i planowanie przestrzenne miast.
Najważniejszymi premierami tej edycji były strategia Kompas 2035 dla polskiego przemysłu motoryzacyjnego oraz pakiet raportów branżowych, w tym „Polish EV Outlook 2026”, „Mapa potencjału elektryfikacji flot firmowych w Polsce” i „Cyberbezpieczeństwo Nowej Mobilności”. Dariusz Wieczorek, przewodniczący Rady Programowej Kongresu, przekonywał podczas pierwszej debaty, że branża potrzebuje strategii, która będzie dla niej kompasem aż do 2035 roku.
Podczas kongresu ogłoszono nowy rekord Guinnessa. Kierowca rajdowy Miko Marczyk z ORLEN Team przejechał seryjnym Audi A6 Sportback e-tron na jednym ładowaniu 1338 km, czyli o 133 km więcej niż dotychczasowy rekordzista. Trasa wiodła ze stacji ładowania w Zakopanem przez całą Polskę na Hel i z powrotem, a przejazd w zwykłym ruchu drogowym trwał ponad 45 godzin.
Rynek elektryków w Polsce na tle Europy
Według Licznika Elektromobilności PSNM i PZPM na koniec lipca 2026 r. w Polsce było zarejestrowanych 158 365 osobowych i użytkowych samochodów w pełni elektrycznych. Działały też 13 454 ogólnodostępne punkty ładowania, z czego ponad połowa to szybkie ładowarki prądu stałego. Najwięcej punktów ma Warszawa, bo aż 896, a gospodarz kongresu, Katowice, zajmuje ósme miejsce w kraju z liczbą 239.
Na koniec czerwca po polskich drogach jeździły 292 472 osobowe auta z wtyczką, ale więcej było wśród nich hybryd plug-in (150 342) niż „czystych” elektryków (142 130). Polscy kierowcy wciąż często wybierają rozwiązanie pośrednie, czyli ładowanie z gniazdka na co dzień i bak paliwa na dłuższe trasy.
Na tle Europy wypadamy jednak skromnie. Od stycznia do lipca auta w pełni elektryczne stanowiły średnio 22 proc. nowych rejestracji na kontynencie, a w sierpniu na 16 monitorowanych rynkach niemal co trzecie nowe auto (30,5 proc.) było elektrykiem. W Norwegii ten udział sięgnął 98,7 proc., w Danii 85,9 proc. W Polsce w pierwszym półroczu było to około 5 proc. Wiele zależy więc od punktu odniesienia: do Skandynawii nam daleko, na tle regionu wypadamy lepiej, choć np. Czechy w sierpniu miały udział 8,4 proc.
Rynek zwolnił też po wyczerpaniu dopłat z programu NaszEauto. Jak podaje PZPM, w lipcu rejestracje nowych osobowych elektryków spadły rok do roku o ponad 40 proc. Nic dziwnego, że jedna z debat kongresu nosiła tytuł „Czy rynek potrzebuje dopłat do osobowych BEV”.
Jest jednak obszar, w którym Polska należy do europejskiej czołówki: autobusy zeroemisyjne. Na koniec czerwca było ich w kraju 2647, a w pierwszym półroczu rejestracje autobusów bateryjnych wzrosły o ponad 600 proc. rok do roku.
Infrastruktura ładowania w Polsce
Sieć autostrad i dróg ekspresowych w Polsce w ostatnich latach wyraźnie się rozrosła, a stan dróg przestał być główną barierą dla kierowców. Znacznie większym wyzwaniem dla elektromobilności pozostaje sieć ładowania.
Infrastruktura rośnie w tempie zbliżonym do przyrostu liczby elektryków. Na jeden publiczny punkt ładowania przypada średnio około 11,7 auta w pełni elektrycznego, a w pierwszym półroczu 2026 r. operatorzy uruchomili ponad 1000 nowych szybkich punktów ładowania. Do poprawy pozostaje jednak gęstość sieci, przejrzystość cen, tak by kierowca z góry wiedział, ile zapłaci u danego operatora, oraz procedury budowy ładowarek w przestrzeni publicznej, które podnoszą koszty inwestycji.
Zmieniają się też nawyki. Elektryka się nie tankuje, tylko ładuje, najczęściej w domu lub w pracy. W połączeniu z coraz popularniejszą fotowoltaiką na dachach ładowanie we własnym garażu bywa wygodniejsze niż wizyta na stacji, zwłaszcza zimą. Na decyzje kierowców coraz mocniej wpływają również ceny paliw, zależne od sytuacji geopolitycznej, oraz rosnąca oferta tańszych modeli, także od producentów z Chin.
Celem branży nie jest jednak samo nadrabianie zaległości. Organizatorzy kongresu podkreślali, że Polska powinna specjalizować się w tych obszarach nowej mobilności, w których ma realną przewagę, i temu ma służyć strategia Kompas 2035. Potencjał widać także na uczelniach: polscy studenci budują w pełni elektryczne, czteroosobowe auto zasilane energią słoneczną i z sukcesami startują nim w międzynarodowych zawodach. Obecnie są wicemistrzami Europy.
Perspektywy elektromobilności w Polsce
Scenariusze na najbliższą dekadę są różne. Ostrożny zakłada, że na drogach nadal będą przeważać auta spalinowe, a udział elektryków będzie stopniowo rósł. Bardziej dynamiczny przewiduje, że rozwój sieci ładowania i coraz szersza oferta modeli przyspieszą przesiadkę na elektryki na masową skalę. Swoich zwolenników ma też wodór. Kierunek wyznaczają Niemcy, największy rynek samochodów elektrycznych w Europie: w pierwszym półroczu 2026 r. zarejestrowano tam 367 388 nowych aut elektrycznych, o 48,6 proc. więcej niż rok wcześniej.
Według autorów raportu „Polish EV Outlook 2026” udział aut w pełni elektrycznych w sprzedaży nowych samochodów może do 2030 r. zbliżyć się do 25 proc. W tle jest unijny rok 2035, od którego nowe samochody osobowe i dostawcze mają spełniać standard zerowej emisji CO2. Zainteresowanie już jest: z badania „Barometr Nowej Mobilności 2026” wynika, że co czwarty Polak rozważa zakup fabrycznie nowego elektryka.
Wodór na razie zdobywa przyczółki przede wszystkim w transporcie publicznym i ciężkim. Na koniec 2025 r. po polskich drogach jeździły 123 autobusy wodorowe, a podczas Kongresu Nowej Mobilności zaprezentowano polską ciężarówkę napędzaną wodorem.
Odpowiedź na pytanie, czym będziemy jeździć za 10 lat, zależy od tempa budowy ładowarek, cen energii i paliwa, decyzji o dopłatach, a także od tego, czy polski przemysł motoryzacyjny, zgodnie z założeniami strategii Kompas 2035, zdoła wykorzystać transformację jako szansę, a nie tylko ją nadrabiać.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET