Rewolucja podatkowa Tuska. To akurat może być „zła zmiana”
Kasowy PIT, czyli powstawanie obowiązku zapłaty podatku w chwili otrzymania zapłaty za fakturę, a nie momentu jej wystawienia, to jednak z obietnic, która ma być wdrożona w pierwszej kolejności. Nie wszyscy eksperci są zachwyceni – zdaniem Piotr Juszczyk, głównego doradcy podatkowego w inFakcie, nadchodząca rewolucja może sprawić wiele problemów.
Podatki w Polsce do prostych nie należą. Przedsiębiorcy często narzekali na system fiskalny, który na przykład wymaga zapłacenia PIT od pieniędzy, których się nie otrzymało. Rozwiązaniem tego problemu może być wprowadzenie kasowego PIT. Ta zmiana może jednak oznaczać całkiem nowe kłopoty.
Kasowy PIT. Dobra czy zła zmiana?
Wdrożenie kasowego PIT tego przyniosłoby zmiany dla przedsiębiorców, którzy płaciliby podatek dochodowy dopiero po otrzymaniu środków z tytułu opłaconej faktury, a nie w momencie jej wystawienia. Piotr Juszczyk skrytykował to rozwiązanie w podcaście „Biznes. Między wierszami”.
Wprowadzenie kasowego PIT przyniosłoby przedsiębiorcom dodatkowy obowiązek weryfikacji faktury, a konkretniej dnia, w którym została ona zapłacona. Przyjmując np., że usługa została wykonana 31 grudnia, to według aktualnie obowiązujących zasad, zostałaby ona ujęta dla podatku dochodowego również pod tą datą. Natomiast w przypadku kasowego PIT trzeba będzie sprawdzić, kiedy opłacono tę fakturę lub kiedy otrzymano płatność. Jest to dodatkowy obowiązek weryfikacyjny, ponieważ często w fakturach wskazuje się 14-dniowy termin płatności.
– Z pewnością dodatkowa weryfikacja przysporzyłaby wielu problemów. Odzwierciedleniem tego jest metoda kasowa w podatku VAT, który stosuje bardzo mało przedsiębiorców, pomimo faktu, że mogą z niego skorzystać podatnicy, którzy osiągają przychód rzędu 2 milionów euro rocznie. Biorąc pod uwagę kryterium przychodu, zdecydowana większość podatników w Polsce mogłaby skorzystać z kasowego VAT, ale nie robi tego, bo jest to po prostu często utrudnienie – podsumował Piotr Juszczyk.
Zdaniem eksperta, chcąc zadbać o przedsiębiorców i ich płynność finansową, powinno się znieść warunki do skorzystania z ulgi na złe długi. Ulga ta pozwala na obniżenie podstawy opodatkowania o te faktury, które nie zostały zapłacone lub uregulowane. W konsekwencji mogłoby to spowodować, że przedsiębiorcy rzeczywiście odnosiliby korzyść z jej stosowania. Jednak obecnie ulga na złe długi jest obarczona różnymi warunkami, dlatego powinny one zostać usunięte z ustawy o PIT i ustawy o podatku VAT. W zamian powinien pozostać tylko jeden warunek skorzystania z ulgi – sytuacja, w której drugi przedsiębiorca nie zapłacił za daną fakturę, chociaż powinien.
– Oprócz zniesienia warunków dotyczących ulgi na złe długi, powinien zostać skrócony termin możliwości skorzystania z niej. Obecnie wynosi on 90 dni od terminu płatności. Warto rozważyć skrócenie tego czasu do 30 czy nawet 15 dni, albo wprowadzenie systemu, w którym, jeśli np. 20. dnia miesiąca nie mamy należności za fakturę, to tej faktury nie musimy uwzględniać w podatku dochodowym. Stosując taki system, przedsiębiorca mógłby liczyć podatek dochodowy na zasadach uproszczonych, ale jeśli jakieś faktury nie ma uregulowanej, to nie będzie musiał jej wykazywać – wskazuje Piotr Juszczyk.
Rozważając wprowadzenie takiego systemu, warto uwzględnić fakultatywny charakter jego stosowania, tzn. niewykazywanie płatności w danym rozliczeniu podatkowym byłoby możliwością dla przedsiębiorców, a nie obowiązkiem.
Źródło: Radio ZET/InFakt
- 2000 zł opłaty dla przedsiębiorców. Tyle trzeba będzie wydać miesięcznie w 2024 roku
- Nowy premier zapowiedział rewolucję w podatkach. Dobra zmiana?
- Polacy nie wiedzą, że płacą podatki. Zaskakujące wnioski z badania
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET