Rząd dosypie pieniędzy państwowej spółce. Co ze zwolnieniami grupowymi?
- Poczta Polska jest w stanie śmierci klinicznej – przyznał nowy prezes spółki Sebastian Mikosz, wspominając także o przekazaniu związkom zawodowym informacji o konieczności przeprowadzenia redukcji etatów. Poczta już w przyszłym tygodniu otrzyma przelew od państwa na kwotę 749 mln zł. Czy to uratuje pracowników przed zwolnieniami?
Poczta Polska chce zlikwidować 5000 etatów. Dostanie miliony z budżetu
Państwowe spółki jednak nie radziły sobie tak dobrze, jak wynikało z zapewnień poprzedniego rządu. PKP Cargo będzie musiało zwolnić 30 procent pracowników z obowiązku świadczenia pracy. Poczta Polska odnotowała wręcz zapaść finansową i trudno będzie jej funkcjonować bez finansowej kroplówki. W dwa lata ma dostać od państwa blisko 2 mld zł – pierwszy przelew, na 749 mln zł, ma zostać przekazany jeszcze przed końcem maja.
Problemy Poczty Polskiej okazały się tak poważne, że pojawiły się wręcz pogłoski o zamiarze ogłoszenia upadłości lub podziale spółki, do czego miało dojść na czerwcowym Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy. „Rzeczpospolita” dotarła do planowanego porządku obrad, w którym Ministerstwo Aktywów Państwowych nie zamieściło takich punktów.
- Śmierć kliniczna Poczty polega na tym, że mamy same długi. Po pierwsze mamy dług, który określić można jako dług kurierski, czyli jesteśmy siódmym graczem na tym najszybciej rosnącym i atrakcyjnym rynku usług logistycznych, powiązanych z e-commerce. I o naszą ekspansję na tym rynku będzie bardzo trudno, dlatego, że wiąże się to z koniecznością dokonania gigantycznych inwestycji i całkowitej transformacji - z firmy stawiającej prawie wyłącznie na logistykę listów, na firmę kurierską – wyjaśnił Sebastian Mikosz.
Prezes Poczty Polskiej dodał, że strata brutto całej Grupy Poczta Polska wyniosła prawie 468 mln zł. Strata brutto samej Poczty Polskiej to 745 mln zł, ale wynik Grupy poprawił zysk Banku Pocztowego.
Poczta Polska ogłosiła wcześniej, że zamierza zredukować zatrudnienie o 5000 osób. Nie oznacza to zwolnień grupowych: plan spółki zakłada po prostu brak rekrutacji na miejsca zwalniane przez pracowników odchodzących na emerytury. Związkowcy alarmowali, że bardziej prawdopodobne jest zlikwidowanie nawet 10 000 etatów.
- Zaproponowałem związkowcom redukcję etatów i podwyższenie wynagrodzeń, co zostało z miejsca odrzucone. Gdybym dzisiaj spełnił oczekiwanie związków, jakim jest tysiąc zł brutto podwyżki, to spółkę kosztowałoby to 1 mld 200 mln zł rocznie. Jako prezes uważam, że ten postulat nie szokuje przy dzisiejszej inflacji i wyższych kosztach życia. Niestety, dzisiaj sytuacja spółki na takie podwyżki nie pozwala. Zgadzam się ze związkowcami, kiedy mówią o spłaszczeniu wynagrodzeń w Poczcie przez szybko rosnący poziom wynagrodzenia minimalnego. To prawda, że pracownicy eksploatacyjni potrafią zarabiać tyle, co ich przełożeni – np. naczelnicy. Ale wyjście z tego, to jest proces co najmniej na dwa lata. Trzeba będzie zredukować zatrudnienie, renegocjować układ zbiorowy pracy i wdrożyć plan transformacji. Wiem, że dzisiaj nasza sytuacja nie wygląda wesoło, ale to wszystko, o czym mówię, naprawdę da się zrobić. Jestem zdeterminowany, żeby to osiągnąć – wyjaśnił prezes.
Źródło: Radio ZET/Poczta Polska/Rzeczpospolita/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET