`

„Takiego buntu nie było nawet za Leppera”. Protest rolników może wybuchnąć

3 min. czytania
20.02.2024 16:15
Obserwuj nas na Google

51 zł – tyle trzeba było zapłacić w Polsce za tonę najtańszej pszenicy z Ukrainy. Żeby polskiemu rolnikowi opłaciło się produkcja, musi zainkasować za plony 20 razy więcej. Skąd ta różnica w cenie, dlaczego rolnicy protestują i co jeszcze skłoniło polską więc do zalania polskich dróg traktorami? Palące problemy rolników przybliżył prof. Arkadiusz Artyszak ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

prof. Arkadiusz Artyszak i Michał Tomaszkiewicz
fot. Radio ZET

Protesty rolników sparaliżowały cały kraj – traktory zablokowały przejazdy drogami. Polska wieś jest zdesperowana i walczy o przetrwanie. Zalew naszego rynku zbożami „technicznymi”, znacznie tańszymi od produkowanych w Polsce, doprowadził do spadku cen i zablokowania magazynów. Rolnicy, nawet gdyby chcieli sprzedać swoje plony ze stratą, to nie mogą tego zrobić, bo magazyny są pełne. Tymczasem zaczyna się nowy sezon i powinny zaczynać się prace na polach, na start których nie ma pieniędzy, bo nie udało się odzyskać choćby części środków zainwestowanych w uprawy w poprzednim roku. - Są dwa zasadnicze powody, które spowodowały takie ożywienie i taki bunt na wsi, którego ja nie obserwowałem w przyszłości nigdy, nawet wtedy kiedy pan przewodniczący Andrzej Lepper organizował blokadę całego kraju – skomentował protesty rolników prof. Artyszak.

Dlaczego rolnicy protestują? Zboże z Ukrainy i Zielony Ład

- Główny powód protestów import zbóż z Ukrainy. Dostawaliśmy informację w ostatnich tygodniach, że ten import jest zablokowany, że odbywa się tylko tranzyt natomiast tak naprawdę już w tej chwili widzimy, że to nie jest tylko tranzyt. Magazyny są zapchane, nasi rolnicy nie mają gdzie sprzedać swoich produktów, ceny gwałtownie lecą na dół. A wiemy, że produkujemy zboże cały sezon wegetacyjny i później sprzedajemy go tylko raz – wyjaśnił w podcaście „Biznes. Między wierszami” prof. Arkadiusz Artyszak,

Oglądaj

- Jedyne rozwiązanie to jest zatrzymanie ruchu na granicy. Jeżeli rząd tego szybko nie zrobi, to zrobią to rolnicy. Na razie blokują przejścia drogowe, ale to jest tylko ułamek problemu, bo główna ilość tych produktów rolnych wjeżdża torami. Na razie tych torów nie wolno zablokować zgodnie z prawem, ale obawiam się, że rolnicy podejmują protest, który już będzie naruszał to prawo. Bo widzą ile tych składów wjeżdża do kraju – ostrzegł Artyszak.

- Pojawiło się takie pojęcie zboża technicznego, nie wiadomo kto to wymyślił, do tej pory nie wiemy, kto wpadł na pomysł. Nie ma takiego pojęcia, zostało wymyślone w stosunku do zboża tak niskiej jakości, że nie możemy go sprzedać jako zboża jadalnego. To jest zboże, którego nie można wykorzystać do celów konsumpcyjnych, czyli na przykład do przerobu na mąkę czy do produkcji piwa w przypadku jęczmienia. Nie można go wykorzystać na paszę. Natomiast można go albo przerobić na bioetanol czyli na spirytus, albo można palić nim w piecu – wyjaśnił gość podcastu „Biznes. Między wierszami”. I zasugerował, że to zboże niskiej jakości trafiało jednak do producentów żywności i może być właśnie teraz spożywane przez Polaków. Wyjaśnił także, że gdyby takie zboże zostało wyprodukowane w Polsce, to zgodnie z naszymi przepisami zostałoby uznane za niebezpieczne dla ludzi.

Redakcja poleca

- Podam przykład z gospodarstwa, z którym ja współpracuję. W zeszłym roku produkowaliśmy kukurydzę na ziarno, sprzedaliśmy kukurydzę mokrą dostając za tonę 420 zł. Rok wcześniej ta sama kukurydza kosztowała 850 zł. Dzięki temu że sprzedaliśmy tę kukurydzę na początku października, to udało nam się ograniczyć straty. Parę dni później cena tej tony spadła do 300 zł. Z ponad 800 zł w ciągu roku. Ceny nawozów tak nie spadły, nawet wręcz przeciwnie, pamiętamy co się działo. Jak wyliczyliśmy, to nie wyliczając kosztów pracy rolnika, strata na hektarze wyniosła 450 zł – przekazał profesor Artyszak.

- W tej chwili sprowadzane jest coś takiego: kukurydza jako czyściwo. Tłumaczenie jest takie, że służy do czyszczenia urządzeń i maszyn. Naprawdę pomysłowość osób, które zarabiają na tym handlu, jest olbrzymia. Wszystko po to, żeby to tak sklasyfikować, żeby przepuścić przez granicę – ujawnił Arkadiusz Artyszak.

Gość podcastu wyjaśnił ponadto, że rolnicy protestują także w sprawie zasad upraw narzuconych przez Zielony Ład: obowiązkowego ugorowania 4 procent ziemi oraz ograniczenia zużycia nawozów i środków ochrony roślin.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET