To nas czeka w sklepach w 2024 roku. Cisza przed burzą
Poziom drożyzny w sklepach w I kw. br. będą wyznaczały głównie działania nowego rządu i reakcje producentów na bieżącą sytuację, w tym wzrost płacy minimalnej. - Jeżeli nic nie wstrząśnie rynkiem i inflacja utrzyma trend spadkowy, to żywność i napoje powinny zdrożeć średnio o 6-8 procent rdr. Dopiero po wycofaniu zerowego VAT-u z początkiem II kw. br. fala podwyżek może zalać sklepowe półki. Wówczas średnie wzrosty mogą dojść nawet do 10 procent, patrząc na to rok do roku – stwierdził Robert Biegaj, ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista.
Ceny w sklepach na początku roku nie będą gwałtownie rosnąć, chociaż może się okazać, że producenci i sklepy będą chciały zarobić więcej na nowe, wyższe wynagrodzenia pracowników. Pierwszą okazją do większych podwyżek będzie Wielkanoc – wtedy należy się spodziewać, że wyraźnie więcej zapłacimy za dodatki spożywcze, pieczywo, mięso i nabiał. Podobne informacje zaprezentował prezes NBP Adam Glapiński, który przekazał, że na początku tego roku tempo wzrostu cen może nawet chwilowo znaleźć się w celu inflacyjnym stawianym przed bankiem centralnym, wynoszącym 2,5 procent z możliwym odchyleniem o 1 punkt procentowy.
Drożyzna może zaatakować w drugiej połowie roku. Duża zależy od rządu
- W I kw. br. ceny w sklepach głównie będą zależeć od zachowań producentów i działań nowego rządu. Wytwórcy będą bacznie obserwować swoją sytuację i analizować ją długoterminowo, a decyzje o ewentualnych podwyżkach podejmą raczej z końcem marca. Jeżeli nie będą musieli ich wprowadzać, to tego nie zrobią, by nie narażać się klientom, zwłaszcza że w zeszłym roku już podnosili swoje ceny. I jeśli wzrost płacy minimalnej, ceny surowców lub kłopoty pogodowe nie wpłyną negatywnie na sytuację producentów, to wówczas ten okres będzie w miarę stabilny – wyjaśnił Rober Biegaj.
Nie oznacza to oczywiście, że inflacja zniknie - ceny dalej będą rosły, ale z pewnością wolniej niż rok temu. O spadkach w ujęciu rocznym – poza pewnymi wyjątkami – nie będzie jednak mowy. Po stronie producentów i samego handlu nie wystąpiły żadne czynniki, które mogłyby obniżyć ich bieżące koszty operacyjne. I póki co nie zapowiada się, że taki scenariusz będzie w ogóle możliwy w tym roku.
Czynników rosnących kosztów codziennych zakupów może być sporo. Wśród nich mogą być podwyżki cen surowców przeznaczonych do produkcji, w tym komponentów i półproduktów, a także energii, ropy i gazu. Ponadto należy wspomnieć o umocnieniu złotego. Warto też pamiętać o tym, że po pierwszym, styczniowym wzroście płacy minimalnej, przedsiębiorcy już teraz muszą przygotować się do kolejnego – zaplanowanego na drugą połowę roku.
W ostatnich okresach ub.r. dodatki spożywcze, chemia gospodarcza i pieczywo to były najbardziej drożejące kategorie, według cyklicznego raportu pt. „Indek cen w sklepach detalicznych”, autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito. Taniały za to produkty tłuszczowe, które zapewne znów zaliczą spadek w relacji rocznej, choć już pewnie dużo mniejszy. Wśród nich mamy margarynę czy masło, a to są niezbędne produkty do przygotowania świątecznych specjałów.
- Trzeba też mieć na uwadze to, że stan zerowego VAT-u został utrzymany do końca I kw. br. na niektóre produkty żywnościowe. Gdy przestanie już obowiązywać, ceny będą musiały pójść w górę co najmniej o wartość wynikającą z tego podatku. Handel wszelkie dodatkowe koszty i obciążenia przeniesie jak zwykle na konsumentów. Wówczas średnie wzrosty mogą dojść nawet do 10 procent rok do roku – podsumował Biegaj.
Źródło: Radio ZET/Offerista
- "Perturbacje polityczne nic nie zmieniły". Oto trzy najszybciej drożejące produkty
- Sklepy doliczają „podatek od kradzieży”. Rząd „zachęcił” do przestępstw
- NBP publikuje dane o inflacji. Tak rosły ceny bez „czynników zewnętrznych"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET