Tysiąc złotych mandatu za kwiaty przed budynkiem. Urzędnicy są nieugięci
Co ważniejsze – kilka metrów kostki brukowej czy realna walka z miejską wyspą ciepła? Sylwia Jedyńska z Mokotowa postanowiła zmienić kawałek betonowego chodnika w kwietną rabatkę. Efekt? Zamiast pochwały za oddolną inicjatywę i troskę o klimat, spotkała się z urzędniczym sprzeciwem, mandatem i oskarżeniem o „ahistoryczne” działanie.
- Sylwia Jedyńska stworzyła niewielki ogródek przy swojej kamienicy, sadząc kwiaty w miejscu kilku zdjętych kostek brukowych – wszystko za własne środki i bez naruszania przestrzeni pieszej czy parkingów.
- Urzędnicy uznali działanie za nielegalne zajęcie pasa drogowego, a stołeczny konserwator zabytków określił je jako "ahistoryczne", mimo że wcześniej w tym miejscu istniał zieleniec.
- Po roku prób legalizacji i licznej korespondencji mieszkanka otrzymała mandat w wysokości tysiąca złotych – mimo że jej działania wpisywały się w miejskie strategie klimatyczne i były poparte opinią wydziału ochrony środowiska.
Mandat za ogródek fasadowy. Beton ważniejszy niż kwiaty?
Na warszawskim Mokotowie rozgrywa się historia, która poruszyła wielu mieszkańców i użytkowników mediów społecznościowych. Sylwia Jedyńska, członkini zarządu wspólnoty mieszkaniowej przy ul. Bałuckiego 4, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i stworzyć odrobinę zieleni w betonowej pustyni. Wbrew oczekiwaniom – zamiast uznania za prospołeczną i proekologiczną inicjatywę – spotkała się z karą i urzędniczym murem niechęci.
Walka z urzędniczym murem
Stary Mokotów to rejon, który latem zamienia się w miejską wyspę ciepła. Temperatury przy elewacjach dochodzą do 50–55°C. W takiej rzeczywistości Jedyńska – po zakończeniu remontu kamienicy i zabezpieczeniu fundamentów – postanowiła posadzić kilka kwiatów tuż przy budynku. Wyjęła kilka kostek brukowych, nawiozła ziemię i zasadziła malwy, hortensje, gladiole. Nie zwęziła przestrzeni dla pieszych, a prace wykonała wzdłuż kamienicy, nie naruszając miejsc postojowych - jak opisywała "Wyborczej".
Wydawało się, że nikt nie będzie miał nic przeciwko. Niestety – jedna z sąsiadek zgłosiła sprawę do dzielnicy. Urzędnicy z Mokotowa, zamiast docenić oddolną inicjatywę, orzekli: nielegalne zajęcie pasa drogowego. Sylwia Jedyńska próbowała zalegalizować ogródek. Do wniosku dołączyła argumentację opartą na strategiach klimatycznych miasta, badaniach o konieczności retencji wody, ograniczeniu betonozy i walce z miejską wyspą ciepła. Uzyskała nawet pozytywną opinię wydziału ochrony środowiska.
Ale to nie wystarczyło. Urzędnicy żądali m.in. projektu stałej organizacji ruchu, mapy sytuacyjnej w skali 1:500, opinii konserwatora zabytków i szeregu innych dokumentów – kosztownych i trudnych do zdobycia dla zwykłego mieszkańca. Negatywną opinię wydał m.in. stołeczny konserwator, uznając, że ogródek jest "ahistoryczny". Po miesiącach korespondencji i prób legalizacji ogródka fasadowego, Jedyńska dostała decyzję: tysiąc złotych mandatu, odsetki i koszty upomnienia. Jeśli nie zapłaci, grozi jej egzekucja komornicza.
Niezgodny z historią? Niekoniecznie
Rzecznik Urzędu Dzielnicy Mokotów Tomasz Keller przekazał Radiu Eska, że interwencję w sprawie rabatek pani Sylwii podjęto w odpowiedzi na zgłoszenie od jednego z mieszkańców. Kontrola wykazała, że wykonanie nasadzeń i jednoczesne rozebranie fragmentu chodnika bez formalnej zgody zarządcy drogi skutkuje nałożeniem kary finansowej. Rzecznik dodał również, że projekt nie uzyskał aprobaty Stołecznego Konserwatora Zabytków, który uznał ingerencję w nawierzchnię za niezgodną z historycznym charakterem Starego Mokotowa i północnego Wierzbna.
Paradoks polega na tym, że przez dziesięciolecia przed kamienicą istniał zieleniec – został zabetonowany. Sylwia Jedyńska twierdzi, że jedynie przywróciła stan pierwotny. Jej działania znajdują uzasadnienie w miejskich strategiach i przykładach z zachodnich miast, jak Rotterdam, który promuje rozbetonowywanie przestrzeni.
Betonowe absurdy
Sprawa Jedyńskiej to symbol szerszego problemu – zderzenia obywatelskich inicjatyw z przeregulowaną i często nieżyciową machiną urzędniczą. Gdy z jednej strony miasto promuje strategie zieleni, retencji wody i walki z klimatem, z drugiej – ukarze obywatela za próbę ich realizacji.
Źródło: Radio ZET/FB: Zieleń zamiast betonu/Wyborcza/Eska
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET