`

Braun nie zawsze miał takie poglądy. Winnicki tłumaczy zaskakującą przemianę

5 min. czytania
13.10.2026 06:22
Obserwuj nas na Google

- Udział Korony Brauna w rządzie to dla niej pocałunek śmierci. Nie można być siłą tak radykalnie kontestującą rzeczywistość i jednocześnie uczestniczyć w strukturach państwowych – mówi w rozmowie z RadioZET.pl Robert Winnicki, były poseł Konfederacji i b. lider Ruchu Narodowego.

Tak zmieniały się poglądy Brauna. Były współpracownik tłumaczy zaskakującą przemianę
fot. Adam Chełstowski/Forum

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak Grzegorz Braun zmienił swoje poglądy na Nord Stream i Ukrainę.
  • Dlaczego Robert Winnicki krytykuje obecne poglądy Grzegorza Brauna.
  • Co według Winnickiego łączy różnorodne środowiska wspierające Grzegorza Brauna.
  • Jakie są szanse na szeroką koalicję prawicy z udziałem Grzegorza Brauna.

Błażej Makarewicz: Kilka lat temu Grzegorz Braun nazywał Nord Stream „paktem Ribbentrop-Mołotow 2.0”. Dzisiaj w towarzystwie polityków AfD mówi o gazociągu z entuzjazmem. Zdumiewająca przemiana.

Robert Winnicki: Moim zdaniem Grzegorz Braun sprzed kilkunastu lat to osoba o poglądach geopolitycznych w dużej mierze przeciwnych do obecnych. W przeszłości reprezentował perspektywę dość tradycyjną dla polskiej geopolityki, czyli ideę wyrąbywania sobie jak największej przestrzeni między Moskwą a Berlinem. Jeszcze na początku minionej dekady, w czasach przed Konfederacją, mieliśmy polemiki, w których Braun zarzucał mojemu środowisku zbytnią antyukraińskość. Podkreślaliśmy wtedy narastający na Ukrainie banderyzm.

W sieci zachowały się wypowiedzi Grzegorza Brauna sprzed lat o Ukrainie. Zgoła odmienne od obecnych.

Tak, karierę zrobiła zwłaszcza ta, że nie miałby nic przeciwko wzajemnemu wykupowi połowy rynków Lwowa i Krakowa przez Ukraińców i Polaków. Ja byłem przeciwny zarówno ówczesnym mrzonkom o jakiejś unii polsko-ukraińskiej, jak i teraz jestem przeciwny postawie sprzyjającej oddawaniu Kijowa we władanie Moskwy. Krótko mówiąc ze swoimi poglądami zostałem tam, gdzie byłem zawsze. A Grzegorz Braun mocno mnie minął.

Dlaczego tak mocno zmienił swoje poglądy?

Ta zmiana światopoglądowa nastąpiła w wyniku przenikania się ze środowiskami i ludźmi, którzy wierzą, że źródłem wszelkiego zła są Amerykanie, Anglicy i Żydzi. Czyli siły, które w tej mitologii miałyby wszystkim, oczywiście negatywnie, sterować. A przeciwwagą dla nich miałby być układ Chiny–Rosja itd. W tej wizji Rosja jest konserwatywna, w przeciwieństwie do „zgniłego Zachodu”. Co oczywiście jest bzdurą.

Redakcja poleca

Śledzę pańskie komentarze i jest w nich wiele realizmu, jeśli chodzi o ocenę Moskwy.

Moje narodowe, czy jak kto woli, nacjonalistyczne spojrzenie zrewidowało się w niektórych sprawach, ale z grubsza, w swoim rdzeniu, pozostaje niezmienione. Natomiast wizja Grzegorza Brauna to dziś taka międzynarodówka antyglobalistyczna. W tym momencie jest to zresztą stwierdzenie puste, ponieważ globalizm gospodarczy szerzą dziś najbardziej Chiny. Gospodarczo Unia Europejska i USA idą w stronę protekcjonizmu, broniąc się przed chińską rywalizacją gospodarczą i dominacją przemysłową. W interesie Chin jest maksymalne otwieranie rynków dla ich produkcji. Chociaż jeszcze 15-20 lat temu globaliści byli rzeczywiście głównie w Waszyngtonie i UE.

W propagandzie środowiska Brauna wiele miejsca zajmują globaliści, Nowy Porządek Świata, loże.

Pojęcia się zmieniają, ale taka wizja świata u Grzegorza Brauna zatriumfowała. Wychodził z pozycji w miarę tradycyjnie pojmowanej polskiej geopolityki. Ale komponent spisku anglosasko-żydowskiego, mającego sterować wszystkimi wydarzeniami na świecie i determinować losy Polski, zaczął u niego stanowić fundament.

Myśli pan, że to prawdziwa przemiana czy może raczej dostosowanie się do nowej koniunktury w internecie i na platformach społecznościowych?

Myślę, że nastąpiła u niego ewolucja, która jest prawdziwa, w tym sensie, że on w to naprawdę wierzy. Ale umacnia się w tym przekonaniu w dużej mierze ze względu na ludzi i środowiska, którymi się otacza. Tutaj występuje sprzężenie zwrotne i mechanizmy wzajemnego „utwierdzania się w wierze”.

W starych filmach dokumentalnych Grzegorza Brauna trudno doszukać się prorosyjskich sympatii. W 2015 roku wyreżyserował np. film pt. „Zamach smoleński”.

Bardziej charakterystyczny dla poglądów dawnego Brauna jest niedokończony cykl filmów „Od Lenina do Putina”, gdzie pokazywał kontynuację systemu sowieckiego aż po czasy rządów pułkownika KGB Putina. Ale także seria filmów mówiących o współpracy niemiecko-sowieckiej przed II wojną światową oraz w jej trakcie jak np. „Marsz wyzwolicieli”. Z obecnych pozycji zapewne ciężko byłoby mu filmy o takim wydźwięku nakręcić.

I z takimi towarzyszami w Szerokim Froncie Gaśnicowym.

No tak, obok deklarowanego tradycjonalizmu katolickiego mamy neopogan, takich jak Mateusz Piskorski. Obok deklarowanego przywiązania do wolnego rynku - jawnych socjalistów i zwolenników federalnej Europy z dawnej „Zmiany”. Obok kontynuatorów tradycji AK - miłośników niemieckich kolaborantów z goralenvolku.

Coś musi ich jednak do siebie przyciągać.

Jedyne, co ich łączy, to podejście antyzachodnie. Zachód jako wróg, Moskwa jako patron, Chiny i Indie jako przyszłość gospodarcza. Tymczasem klasyczna myśl narodowa i endecka nie jest antyzachodnia, antyniemiecka czy antyrosyjska. Ta myśl cały czas obserwuje i analizuje świat. Patrzy, gdzie są największe zagrożenia dla Polski i na jakich poziomach. I reaguje. A u Grzegorza Brauna jest to wpisywanie się w krucjatę i międzynarodówkę.

Wyobraża pan sobie taką szeroką koalicję prawicy, od PiS do Brauna? Najpierw w wyborach do Senatu, a potem może w rządzie?

Moim zdaniem to nie wyjdzie nawet w wyborach do Senatu. Ale przy powoływaniu rządu jestem w stanie sobie dużo wyobrazić.

Rozwinie pan tę myśl?

Powiedzmy sobie szczerze, byłaby to koalicja skrajnie niestabilna. Zwracam też uparcie uwagę na coś, czego wiele osób nie widzi. Udział Korony Brauna w rządzie to dla niej pocałunek śmierci. Nie można być siłą tak radykalnie kontestującą rzeczywistość i jednocześnie uczestniczyć w strukturach państwowych. W strukturach, których politykę kontestuje się na każdym poziomie. Albo się w nich uczestniczy, albo się z nimi walczy.

Może za rok przyjdzie taki moment, że nie trzeba już będzie walczyć?

Jak się przestaje walczyć, to traci się główne paliwo swojego funkcjonowania. W związku z tym nie przewiduję żadnej stabilnej większości, w której byłaby partia Korona.

Całkiem niedawno Grzegorz Braun nazywał Mateusza Morawieckiego „ludobójcą zza biurka”, odpowiedzialnym za „zbrodnie przeciwko ludzkości”. Ich dwóch w jednym rządzie rzeczywiście trudno byłoby sobie wyobrazić.

Pod wieloma względami jest to kwadratura koła. Jeśli byłoby tak, że te trzy–cztery komitety prawicowe przekroczą próg i będą zmuszone do utworzenia przyszłego rządu, to ja nie widzę tu żadnej stabilnej większości na horyzoncie.

Bierze pan pod uwagę powrót do czynnej polityki?

Nie myślę o tym i nie mam takich planów. Tym bardziej, że kolejną kadencję parlamentu widzę raczej w ciemnych barwach. Albo będziemy mieli kontynuację tuskowego marazmu i dryfu całego państwa, albo prawicową wojnę na górze. Wybory lat 2023-2025 przyniosły kres hegemonii Jarosława Kaczyńskiego, a nowy układ sił będzie się rodził przez kolejne lata nie inaczej jak w walce.

Kolejne występy Konrada Berkowicza pomagają czy szkodzą Konfederacji? Odpowiedź paradoksalnie nie jest chyba taka oczywista?

Powiem delikatnie, bo siedziałem koło Konrada w Sejmie przez prawie cztery lata. Z tego, co wiem, istnieje duży sceptycyzm wobec niektórych jego działań. Nawet w macierzystej partii.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET