Groził wicepremierowi, że "spali go żywcem". W aucie miał koktajle Mołotowa i broń
50-letni Wrocławianin miał grozić spaleniem żywcem wicepremierowi i ministrowi cyfryzacji Krzysztofowi Gawkowskiemu - podało w piątek TVN24. W chwili zatrzymania mężczyzna miał przy sobie osiem koktajli Mołotowa oraz - nielegalnie posiadaną - broń palną.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie groźby kierował 50-latek wobec wicepremiera Gawkowskiego.
- Co znaleziono w aucie podejrzanego we Wrocławiu.
- Jakie zarzuty usłyszał mężczyzna po zatrzymaniu.
50-latek z Wrocławia zatrzymany ws. gróźb w kierunku wicepremiera
Policjanci ujęli 50-letniego Wrocławianina, który groził w mediach społecznościowych spaleniem żywcem wicepremierowi i ministrowi cyfryzacji Krzysztofowi Gawkowskiemu. "Osobiście spalę cię żywcem. Pozdrawiam gorąco" - taki komentarz z anonimowego konta pojawił się na portalu X 16 stycznia. Odnosił się on do posta, w którym Gawkowski informował, że Polska ma obowiązek uznawać małżeństwa osób tej samej płci, które zostały zawarte w innych krajach Unii Europejskiej.
Stołecznym policjantom mimo anonimowości autora szybko udało się ustalić jego tożsamość. 50-latek z Wrocławia, który nie ma kryminalnej przeszłości, został zatrzymany 17 stycznia. W jego aucie znaleziono osiem koktajli Mołotowa - butelek wypełnionych łatwopalną substancją z lontem. Mężczyzna miał także broń palną, Berettę.
Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu Karolina Stocka-Mycek, mężczyzna usłyszał zarzuty kierowania gróźb karalnych, posiadania broni i amunicji bez zezwolenia, a także produkcji prochu.
Groźby wobec Krzysztofa Gawkowskiego
TVN24 podaje również, że w trakcie przesłuchania mężczyzna zaprzeczył, by chciał zrealizować swoją groźbę. Jak stwierdził, zagroził Gawkowskiemu spaleniem ze względu na emocje i frustrację z powodu "narzucania społeczeństwu ideologii LGBT". Posiadanie broni, amunicji i produkcję prochu tłumaczył z kolei nieznajomością przepisów. Sąd zdecydował, że najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie.
Z informacji portalu wynika, że w tej sprawie policjanci blisko współpracowali z funkcjonariuszami Służby Ochrony Państwa, którzy mają obowiązek zapewnić codzienne bezpieczeństwo wicepremiera. - Po raz pierwszy mamy do czynienia z sytuacją, w której było realne zagrożenie, bo internetowy hejter miał środki, by urzeczywistnić swoje groźby. Wzmocniliśmy ochronę, ale szczegóły muszą pozostać tajne - zauważono w SOP.
Źródło: Radio ZET/TVN24
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET