Janusz Palikot opuścił areszt. "Zwalniam celę dla Zbyszka Ziobry"
- Jestem człowiekiem niewinnym, zarzuty mi postawione są bezpodstawne - powiedział w poniedziałek po wyjściu z aresztu Janusz Palikot. Biznesmen i były poseł opuścił wrocławski areszt śledczy po niemal czterech miesiącach po wpłaceniu 2 mln zł kaucji. Palikot jest podejrzany o doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem kilku tysięcy osób na blisko 70 mln zł.
- - Jestem człowiekiem niewinnym, zarzuty mi postawione są bezpodstawne – powiedział w poniedziałek po wyjściu z aresztu Janusz Palikot
- Biznesmen i były poseł opuścił wrocławski areszt śledczy po niemal czterech miesiącach po wpłaceniu 2 mln zł kaucji
- Przypomnijmy, że Palikot jest podejrzany o doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem kilku tysięcy osób na blisko 70 mln zł
Janusz Palikot wyszedł z aresztu. "Zwalniam celę dla Ziobry"
Janusz Palikot jest podejrzany o doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem kilku tysięcy osób na blisko 70 mln zł. Wrocławski areszt śledczy opuścił w poniedziałek przed godz. 15. Wcześniej prok. Katarzyna Calów-Jaszewska z biura prasowego Prokuratury Krajowej przekazała w rozmowie z PAP, że przedsiębiorca i były poseł wpłacił 2 mln zł kaucji, dzięki czemu wyjdzie na wolność. Po opuszczeniu aresztu w rozmowie z dziennikarzami biznesmen powiedział, że bardzo się cieszy, że jest na wolności.
- Po 123 dniach w trzech metrach kwadratowych i 23 godzinach na dobę bez możliwości wyjścia, w celi monitorowanej, był to trudny dla mnie czas - mówił. Podkreślił, że bez wysiłku przyjaciół, którzy zebrali dla niego pieniądze na kaucję, nie wyszedłby z więzienia. Powiedział też, że dostał wsparcie od "największych twórców polskiej kultury". - Oni udzieli mi rękojmi przed sądem. Wychodzę zatem z miłością moich dzieci, szlachetnością działania adwokatów i solidarnością ludzi - podkreślił.
Palikot skrytykował też warunki panujące w areszcie śledczym, ale - jak przyznał - ludzie, strażnicy więzienni "są dobrzy". - Zwalniam celę dla Zbyszka Ziobry - dodał. Były poseł podkreślił, że jest niewinnym człowiekiem, a zarzuty mu postawione są bezpodstawne. - Nie ma żadnych bezpośrednich dowodów. W tej sprawie wymaga zbadania rola KNF i CBA, będziemy wnosić o przesłuchanie różnych ludzi - mówił.
Przekonywał że "nie ma żadnej piramidy finansowej". - Na ma żadnego dowodu, że się wzbogaciłem, ja zbiedniałem, straciłem majątek, nie mam domu - stwierdził. - To skandal, że przebywałem w areszcie bez żadnych dowodów. Minister Bodnar jak był jeszcze rzecznikiem praw obywatelskich, to obiecywał, że to się wreszcie skończy. W Polsce areszt wydobywczy to próba zmuszenia do przyznania się do niepopełnionych rzeczy - powiedział Palikot.
Palikot i jego współpracownicy usłyszeli zarzuty
30 grudnia Sąd Okręgowy w Warszawie przedłużył b. posłowi areszt o trzy miesiące. Orzekł przy tym, że jeśli Palikot do 31 stycznia wpłaci 2 mln zł kaucji, to wyjdzie na wolność. Wcześniej, 18 grudnia, Sąd Okręgowy we Wrocławiu, rozpatrując zażalenie obrony Palikota na przedłużenie do 1 stycznia tymczasowego aresztu dla niego, postanowił, że może on opuścić areszt po wpłaceniu 2 mln zł kaucji. Sąd wyznaczył przy tym termin wpłacenia kaucji do 26 grudnia. Rodzinie i przyjaciołom Palikota nie udało się wówczas zebrać takiej kwoty. Biznesmen przebywał w areszcie od października.
Janusz Palikot (który zgadza się na publikację wizerunku i danych), Przemysław B. i Zbigniew B. zostali zatrzymani 3 października przez CBA w Lublinie i w Biłgoraju. Jeszcze tego samego dnia zostali przewiezieni do wydziału Prokuratury Krajowej we Wrocławiu, gdzie przedstawiono im zarzuty. Palikot usłyszał osiem zarzutów, w tym siedem dotyczących oszustwa i jeden przywłaszczania mienia. Zarzuty oszustwa usłyszeli też jego współpracownicy.
Dodatkowo Przemysław B. usłyszał zarzut przywłaszczenia mienia. Prokuratura zastosowała wobec nich wolnościowe środki zapobiegawcze. Sprawa dotyczy doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem kilku tysięcy osób na blisko 70 mln zł w związku z działalnością spółek należących do podejrzanych. Zarzuty dotyczą lat 2019-2023.
Sprawa Palikota i grupy kapitałowej. Co mówi prokuratura?
Jak poinformowała wcześniej prok. Katarzyna Calów-Jaszewska, zarzuty oszustwa przedstawione podejrzanym dotyczą doprowadzania ponad pięciu tysięcy pokrzywdzonych do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w związku z emisją akcji serii B przez spółki z grupy kapitałowej należącej do podejrzanych i z organizowanymi promowanymi i nadzorowanymi przez podejrzanych kampaniami pożyczkowymi.
Według prokuratury w dokumentach ofertowych emisji akcji i kampanii pożyczkowych znalazły się nieprawdziwe, wprowadzające w błąd pokrzywdzonych informacje o sposobie wykorzystania pieniędzy wpłaconych przez inwestorów oraz co do rzeczywistej kondycji finansowej spółek. - Zainwestowane środki nie były przeznaczane na cele wskazane w dokumentach emisyjnych, lecz zostały wydane na pokrycie wcześniejszych zobowiązań spółek z grupy kapitałowej, które były w złej sytuacji finansowej - przekazała prok. Calów-Jaszewska. Prokurator poinformowała również, że zarzut przywłaszczenia dotyczy napojów alkoholowych o łącznej wartości ponad 5 mln zł.
Podejrzani w związku z umową o współpracy zawartą z jedną ze spółek przechowywali w swoich magazynach napoje alkoholowe. Po rozwiązaniu umowy nie zwrócili towaru i sprzedali go podmiotom zewnętrznym
Według prokuratury wszyscy podejrzani złożyli obszerne wyjaśnienia, aczkolwiek śledczy ich nie ujawniają. Najsurowsza kara, jaka grozi za czyny zarzucane Palikotowi, to 20 lat więzienia. Pełnomocnik Palikota, mec. Jacek Dubois, poinformował wcześniej, że jego klient nie przyznaje się do postawionych mu zarzutów. Przekonywał też, że sprawa, w której Palikotowi postawiono zarzuty prowadzona była od roku. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji we Wrocławiu.
Źródło: Radio ZET/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET