Kuszenie Kosiniaka-Kamysza. Nowa układanka przed wyborami 2027?
Choć partia Władysława Kosiniaka-Kamysza nie ma zbyt dobrych notowań w sondażach, o jej względy gotowi są zabiegać politycy z konkurencyjnych opcji. Cel to wybory w 2027 roku. Jedni widzą ludowców w koalicji z Donaldem Tuskiem, inni w nowym projekcie Mateusza Morawieckiego. Politycy PSL z kolei najchętniej widzieliby swojego prezesa na stanowisku szefa rządu.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są potencjalne sojusze polityczne PSL?
- Dlaczego PSL jest kluczowe w politycznych układankach?
- Jakie gesty zbliżenia wystąpiły między PSL a PiS?
Można odnieść wrażenie, że obecnie to PSL i jego lider – Władysław Kosiniak-Kamysz – są najbardziej pożądanym elementem niemal każdej nowej układanki politycznej. Porozumienia z ludowcami konsekwentnie chce Mateusz Morawiecki, który wielokrotnie proponował Kosiniakowi-Kamyszowi stanowisko premiera, jeśli ten odwróci się od Donalda Tuska. W podobnym tonie wypowiadał się także Przemysław Czarnek. Choć oficjalnie PSL deklaruje gotowość do samodzielnego startu w przyszłorocznych wyborach, to niewykluczone, że ostatecznie dołujące w sondażach ugrupowanie, podobnie jak w 2019 i 2023 roku, zdecyduje się na wyborczy sojusz.
Możliwości jest kilka. Najbardziej optymalnym wariantem wydaje się jakaś forma reaktywacji Trzeciej Drogi, czyli koalicji z ludźmi Szymona Hołowni i Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Polska 2050, podobnie zresztą jak PSL, od wielu miesięcy fatalnie wypada w sondażach, dlatego decyzja o ponownym utworzeniu wspólnego komitetu dawałaby nadzieję na przekroczenie progu wyborczego w 2027 roku, choć byłby to mariaż znacznie trudniejszy niż w przeszłości. Obie partie mają już wspólne doświadczenia ze startu w wyborach, więc z pewnością byłoby im łatwiej znaleźć wspólny język.
Kosiniak-Kamysz debatuje z Morawieckim
Najbezpieczniejszym rozwiązaniem dla PSL byłby start z Koalicją Obywatelską Donalda Tuska. Ugrupowania te mają długą tradycję współpracy – od samorządów lokalnych aż po władze centralne – i należą do wspólnej rodziny europejskiej chadecji – EPL. Wydaje się, że przy dobrych notowaniach w 2027 roku KO byłaby gotowa zrobić miejsce na swoich listach dla ludowców, ale oficjalnie nikt o tym jeszcze nie mówi. Gdy pytamy o taki scenariusz polityków, praktycznie wszyscy zgodnie twierdzą, że jest zdecydowanie za wcześnie na tego typu układanki i rozważania.
Jest jeszcze trzecia opcja, która na ten moment wydaje się najmniej prawdopodobna, ale historia z 2019 roku potwierdza, że nie można jej wykluczyć. Chodzi o ewentualne porozumienie wyborcze PSL z ludźmi Mateusza Morawieckiego, którzy utworzyli stowarzyszenie Rozwój Plus i niewykluczone, że w najbliższym czasie pożegnają się z PiS. Od pewnego czasu obserwowalne jest pewne zbliżenie między Morawieckim a Kosiniakiem-Kamyszem, a ponawiane propozycje utworzenia rządu technicznego z szefem PSL jako premierem tylko te domysły podsycają.
O jakie polityczne zbliżenie chodzi? 1 kwietnia Morawiecki i Kosiniak-Kamysz wzięli udział w debacie podczas Europejskiego Forum Rolnictwa w Jasionce. Teoretycznie nie byłoby w tym niczego zdrożnego, ale spotkanie polityków z przeciwnych obozów zostało niechętnie odebrane w ich rodzimych ugrupowaniach. W kuluarach słychać, że jest to testowanie, na ile mogą sobie pozwolić i puszczanie zakamuflowanych sygnałów do swoich obozów, że obaj politycy mają wciąż szerokie pole do nowych politycznych układanek. To jednak nie wszystko, bo Morawiecki zadeklarował w Jasionce, że jego ludzie poprą projekt PSL dotyczący programu SAFE – tzw. SAFE ludowców.
–Nawet jeżeli część waszej koalicji będzie głosowała przeciw, to zagłosujemy za tym projektem, ponieważ wykorzystuje on zakumulowane przez wszystkie państwa – bo to są wasze pieniądze – rezerwy NBP. To nie są żadne cudowne pieniądze, gdzieś tam schowane w skarbcach banku, tylko zakumulowane na skutek takiego, a nie innego wzrostu gospodarczego środki, które warto wykorzystać bez podnoszenia długu publicznego – zapewniał podczas debaty Morawiecki.
PSL dostaje oferty od 2019 roku
Marek Sawicki z PSL przyznaje w rozmowie z naszym portalem, że przyjazne gesty ze strony środowiska Morawieckiego i samego PiS obserwuje i słyszy co najmniej od 2019 roku. – W latach 2015–2019 byliśmy dla PiS formacją do likwidacji i jasno powiedziała to ich ówczesna rzecznik Beata Mazurek. Później, od 2019 roku, była próba namówienia PSL do współpracy. Zresztą od 2023 roku o wiele silniej byliśmy namawiani do współpracy niż dziś. Morawieckiemu do założenia stowarzyszenia czy partii kompletnie nie jest potrzebne PSL – zauważa polityk.
Przypomnijmy, że jeszcze w 2023 roku, zanim ukonstytuowała się większość parlamentarna koalicji 15 października, Mateusz Morawiecki, namaszczony przez prezydenta Andrzeja Dudę, usilnie próbował zbudować w Sejmie porozumienie, które pozwoliłoby utrzymać PiS u władzy. Ofertę określaną jako „premium” otrzymał wtedy Władysław Kosiniak-Kamysz. Morawiecki proponował mu tekę premiera, nie wykluczając, że sam chętnie znalazłby się w takim rządzie jako minister. To o tyle ciekawe, że w marcu 2026 roku mówił z kolei, że niekoniecznie chciałby wejść do rządu Przemysława Czarnka, swojego kolegi z PiS.
Politolog prof. Wawrzyniec Konarski zauważa w rozmowie z RadioZET.pl, że w polskich warunkach nie ma tradycji silnych partii centrowych, które długo by istniały i tworzyły rządy, mając w tej kwestii dużo do powiedzenia. W jego ocenie ewentualny mariaż grupy Morawieckiego z PSL jest możliwy, ale wiąże się z ryzykiem. Ekspert zaznacza także, że jest jeszcze jeden podmiot, który mógłby taką koalicję zasilić.
–Umizgi Morawieckiego do PSL są o tyle istotne, że ma on przy sobie z pewnością wielu ważnych polityków, którzy dysponują kontaktami, ambicjami i pieniędzmi. PSL ma z kolei rozbudowaną strukturę terenową, ale dodajmy do tego jeszcze ambicje Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, która przecież nie jest osobą w sposób ślepy wykonującą takie czy inne sugestie i polecenia premiera Donalda Tuska. Są tutaj elementy, które mogą być spoiwem, ale to wszystko jak zawsze czas pokaże – podkreśla prof. Konarski.
PSL i Morawiecki. „Są elementy, które mogą być spoiwem”
Zastanawiających gestów między PSL a środowiskiem PiS jest jednak więcej. Jak informowaliśmy niedawno na RadioZET.pl, ministerstwo kultury odebrało 180 mln zł dotacji na budowę Muzeum Rzezi Wołyńskiej w Chełmie przyznanych w końcówce rządów PiS, ale to nie zakończyło sprawy, bo rękę do prezydenta miasta związanego z partią Jarosława Kaczyńskiego niespodziewanie wyciągnął wicepremier i lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Niebawem mają zostać powołane zespoły robocze z MON i urzędu, które zajmą się przygotowaniem i realizacją tej inwestycji.
Do zbliżenia dochodzi także na poziomie lokalnym. Niedawno PSL i PiS zawiązały tajemniczą koalicję w Pułtusku i powiecie pułtuskim, a zielone światło do takiego porozumienia dał sam Adam Struzik, wiceprezes PSL i wieloletni marszałek województwa mazowieckiego. Podobna koalicja została zawarta także w radzie miasta Puławy. Później na Lubelszczyźnie powstały jeszcze trzy koalicje PSL–PiS. Jedna jest w powiecie lubelskim, a następne w powiatach lubartowskim i łęczyńskim. Choć w przeszłości politycy PiS mówili, że „PSL należy wyeliminować z życia publicznego”, to ludowcy podchodzą do tego z dystansem, podkreślając, że samorząd lokalny powinien być wyłączony z krajowej polityki i działać na rzecz mieszkańców w różnych konfiguracjach.
„W pokoju Adama Bielana coś się wydarzyło”
Ważną rolę w kontaktach między prawicą a PSL ma odgrywać także Michał Kamiński, obecnie wicemarszałek Senatu z rekomendacji ludowców. Po słynnej nocnej kolacji w mieszkaniu Adama Bielana i tajemniczych rozmowach Szymona Hołowni z Jarosławem Kaczyńskim, w których brał udział także Kamiński, Koalicja Obywatelska naciskała na PSL, aby odwołać polityka ze stanowiska wicemarszałka Senatu. Ostatecznie ludowcy nie dali się przekonać i choć Kamiński zachował funkcję, to senatorowie z koalicji traktują go od tamtego czasu jak powietrze. On sam pozostaje medialnie nieaktywny, w Senacie pojawia się i znika, ale – jak słyszymy – pomaga Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi w kontaktach międzynarodowych w USA, a także na krajowym politycznym podwórku. Przez prezesa PSL jest mocno ceniony.
–Jestem z pokolenia, gdzie rozmawiało się z czerwonymi i z czarnymi i nie było w tym nic nadzwyczajnego. Dzisiaj jak polityk koalicji spotyka się z politykiem opozycji, jak to miało miejsce na debacie w Jasionce, to jest wielkie podejrzenie, że już coś się wydarzyło. W pokoju Adama Bielana coś się wydarzyło, ale kiedy debata ma charakter otwarty i publiczny, to nic się nie wydarzyło. Po prostu politycy porozmawiali – komentuje Marek Sawicki.
Premier Kosiniak-Kamysz?
Pewne jest jedno: w tej kadencji parlamentu nie ma szans na to, aby PSL wyłamało się z układu rządzącego. Taki scenariusz zwyczajnie nikomu się nie opłaca. Nawet gdyby premierem hipotetycznego rządu technicznego został Władysław Kosiniak-Kamysz, dla niego samego oznaczałoby to krok w kierunku politycznego niebytu. On sam – choć w ostatnim czasie wysyła różne sygnały, dyskretnie rozpycha się i pozostaje w poprawnych relacjach m.in. z prezydentem Karolem Nawrockim – nie wykona teraz żadnych nieprzewidywalnych ruchów wobec premiera Donalda Tuska.
Wszystko może się jednak zmienić w 2027 roku i kluczowa będzie tutaj nowa arytmetyka sejmowa. Jeden z polityków związanych w przeszłości z prawicą mówi nam, że w nowym Sejmie wiele może się zdarzyć i trzeba brać pod uwagę rozmaite możliwości, w tym także konserwatywną koalicję między KO – która będzie chciała utrzymać władzę – PSL i ewentualną partią Morawieckiego, a nawet częścią Konfederacji. – I wtedy premierem mógłby zostać Kosiniak-Kamysz – słyszymy.
Co na to politycy PSL? – Uważam, że Władysław Kosiniak-Kamysz już w tym Sejmie powinien zostać premierem. Byłby dużo lepszym premierem niż Donald Tusk – kwituje Marek Sawicki.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET