Minister z PiS mówił o złodziejstwie w państwowych stadninach. Teraz może mieć problem

5 min. czytania
06.02.2025 06:50
Obserwuj nas na Google

Prokuratura Regionalna w Lublinie bada, czy politycy PiS Krzysztof Jurgiel i Mariusz Kamiński nie złamali prawa, ujawniając notatkę z czynności kontrolnych CBA – dowiedziało się RadioZET.pl.

Stadnina koni w Janowie Podlaskim
fot. PIOTR JARUGA / POLSKA PRESS/Polska Press/East News
  • Decyzja polityków PiS o zwolnieniu prezesów państwowych stadnin była początkiem upadku ich renomy i problemów finansowych.
  • Ówczesny minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel mówił o niegospodarności i "złodziejstwie".
  • Teraz on może mieć problemy. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie ujawnienia przez niego mediom notatki CBA.

- Jeśli śledztwo prokuratury zakończy się postawieniem zarzutów Krzysztofowi Jurgielowi i skazaniem go przez sąd, uznam to za namiastkę sprawiedliwości. Po tym co spotkało mnie, Jerzego Białoboka i Annę Stojanowską, po ośmiu latach hejtu, oskarżeń, ogromnej niesprawiedliwości, tylko na tyle możemy liczyć. Bo za zniszczenie hodowli i stadnin nie odpowie już nikt - mówi portalowi RadioZET.pl Marek Trela, były prezes państwowej stadniny koni arabskich w Janowie Podlaskim (woj. lubelskie).

Trela został zwolniony ze stanowiska w połowie lutego 2016 roku. W Janowie przepracował 38 lat, z czego 16 jako prezes. Jego usunięcie było jedną z pierwszych decyzji po przejęciu władzy przez PiS, pod koniec 2015 roku. Razem z Trelą odwołano Jerzego Białoboka, prezesa stadniny w Michałowie (woj. świętokrzyskie) i Annę Stojanowską, główną specjalistkę ds. hodowli koni w Agencji Nieruchomości Rolnych (ANR). Decyzję podejmował Waldemar Humięcki, ówczesny prezes ANR.

Od tego czasu rozpoczął się upadek państwowych stadnin, wcześniej znanych i cenionych na świecie. Ta w Janowie Podlaskim popadła w ogromne problemy finansowe. Za rządów PiS miała siedmiu prezesów, część z nich o hodowli koni nie miała żadnego pojęcia.

Minister oskarżał o złodziejstwo. Prokuratura osiem lat badała sprawę

Tuż po odwołaniu Treli, Białoboka i Stojanowskiej ówczesny minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel (wtedy w PiS) na konferencji prasowej tłumaczył, że decyzja jest skutkiem "miażdżąco niekorzystnych" wyników kontroli Centralnego Biura Antykorupcyjnego z 2015 roku. Przekonywał, że w Janowie doszło do niegospodarności, a umowy na organizację aukcji Pride of Poland z firmą Polturf były nietransparentne i niekorzystne dla stadnin i Skarbu Państwa.

- W ocenie CBA sposób zarówno wyłaniania organizatora i konstrukcja umów prowadzi de facto do sprywatyzowania imprezy światowej rangi, jakimi są Dni Konia Arabskiego, i przejęcia dochodów z tego tytułu, jak również 12 proc. dochodów ze sprzedaży koni arabskich przez stadniny - powiedział 8 marca 2016 roku Jurgiel. I przekazał notatkę CBA mediom. W następnym tygodniu, podczas sejmowej komisji, dodał, że cała trójka została zwolniona ze stadnin "za złodziejstwo, nie za niefachowość".

Tuż po odwołaniu Treli, Białoboka i Stojanowskiej ruszyło też śledztwo w sprawie rzekomej niegospodarności w janowskiej stadninie. Prowadziła je Prokuratura Regionalna w Lublinie. Pierwszy ze śledczych, Bartosz Kołszut, już w 2018 roku chciał je umorzyć. Ale nie pozwolili na to jego zwierzchnicy. Przy kontynuacji upierał się szczególnie szef prokuratury Jerzy Ziarkiewicz, zaufany człowiek Zbigniewa Ziobry.

Śledztwo wielokrotnie przedłużano. Prokuratura zamawiała kolejne audyty finansowe, prosiła o międzynarodową pomoc prawną. Współpracowała z Interpolem i FBI, które sprawdzały kontrahentów stadniny w Europie i USA. Ostatecznie, w grudniu 2023 roku, śledztwo umorzono. Prokuratura nie dopatrzyła się znamion czynu zabronionego.

Redakcja poleca

Jest śledztwo w sprawie notatki CBA

Teraz prokuratura wraca do sprawy. A w zasadzie jednego z jej wątków. - Śledztwo dotyczy przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych. Informacja o tym, że dokument przekazany opinii publicznej to wynik kontroli CBA, jest nieprawdziwa. W rzeczywistości była to notatka z czynności operacyjnych poprzedzających kontrolę - informuje w rozmowie z RadioZET.pl prokurator Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Lublinie.

Śledczy będą sprawdzali, kto z przedstawicieli CBA przekazał notatkę ówczesnemu ministrowi koordynatorowi służb specjalnych Mariuszowi Kamińskiemu z PiS, a także czy stało się to zgodnie z prawem, i czy Kamiński mógł przekazać ją ministrowi Jurgielowi, a ten pokazać ją mediom.

Jak się dowiedzieliśmy, badane są wątki złamania przepisów ustawy o CBA i nadużycia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych, którzy w ten sposób mogli "działać na szkodę interesu publicznego i interesu prywatnego ustalonych osób oraz w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i osobistej". Grozi za to nawet do 10 lat więzienia.

Śledztwo jest prowadzone w sprawie. Na razie nikomu nie postawiono zarzutów. Postępowanie potrwa co najmniej do 17 czerwca. - Przesłuchiwani są świadkowie i gromadzone dokumenty - dodaje prokurator Syk-Jankowska.

Krzysztof Jurgiel: nie mam się czego obawiać

Wzywany do prokuratury, ani przesłuchiwany nie był na razie Krzysztof Jurgiel. Jak jednak przekonuje, nie ma sobie nic do zarzucenia.

- Trudno mi oceniać działania prokuratury. Natomiast dobrze byłoby, żeby śledczy zapoznali się z całym materiałem, na jaki się powoływałem, uzasadniając decyzję prezesa ANR. To nie były tylko ustalenia CBA, ale też raport NIK, kontrole wewnętrzne i inne dokumenty będące w posiadaniu agencji i organów kontrolnych, wskazujące na niegospodarność w stadninach - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Krzysztof Jurgiel, dziś już poza PiS.

Redakcja poleca

Chociaż prokuratura po ośmiu latach śledztwa nie dopatrzyła się przestępstwa. Jurgiel upiera się jednak, że podstawy do odwołania zarządzających stadninami były. - Natomiast w sprawie, o której pan mówi, nie byłem ani wzywany, ani przesłuchiwany. Na tym etapie nie chciałbym się wypowiadać. Powiem jedynie, że nie mam się czego obawiać - zapewnia Jurgiel.

Decyzja z 2016 roku odbija się na stadninach do dziś. Słynna na całym świecie aukcja Pride of Poland podupadła. W 2016 zakończyła się skandalem związanym z podwójną licytacją dwóch klaczy. W kolejnych wynik finansowy był niezwykle niski. Natomiast w 2022 roku francuski klient wylicytował konie za blisko milion euro i nie zapłacił. W środowisku zawrzało, bo Francuz jest znany z takich zachowań. W przeszłości blokowano jego udział w aukcji. Tym razem organizatorzy tego nie zrobili. Sprawa odbiła się szerokim echem w środowisku hodowców koni.

Marek Trela chciał pozwać Krzysztofa Jurgiela za słowa o złodziejstwie. Jednak były minister ukrył się za immunitetem. Gdy przestał być europosłem, Trela znów założył sprawę o zniesławienie. Sąd oddalił jego pozew, uznając, że sprawa się przedawniła. Trela od kilku lat prowadzi azyl dla dzikich zwierząt w Jordanii.

Sprawy prokuratora Ziarkiewicza pod nadzorem

Wielokrotnie przedłużane śledztwo ws. niegospodarności w janowskiej stadninie prowadziła Prokuratura Regionalna w Lubinie, którą do początku 2024 roku kierował Jerzy Ziarkiewicz, awansowany za rządów PiS. To właśnie do niego trafiały sprawy niewygodne dla polityków prawicy. Chodzi m.in. o kilometrówki europosła PiS Ryszarda Czarneckiego czy sprawę brata byłego komendanta głównego policji Jarosława Szymczyka, oskarżonego o udział w grupie przestępczej wyłudzającej VAT. One utknęły na długo w "zamrażarce".

Z kolei z dużym zaangażowaniem ścigano polityków opozycji, m.in. Romana Giertycha w sprawie Polnordu. Prokurator Ziarkiewicz w atmosferze skandalu został odwołany z funkcji na początku ubiegłego roku. Wówczas "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że akta śledztw niewygodnych dla ówczesnej władzy trafiały do garażu Prokuratury Regionalnej w Lublinie.

Śledztwa prowadzone przez prokuraturę Ziarkiewicza zajmują sporą część obszernego raportu przygotowanego na zlecenie ministra sprawiedliwości Adama Bodnara dotyczącego działań prokuratury w czasach rządów PiS. Zastrzeżenia budzi w sumie 27 postępowań, w tym to dotyczące janowskiej stadniny.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET