Na prawicy nie ma już jednego króla. „Od tego zależą losy PiS”
Wygrana Karola Nawrockiego miała otworzyć PiS drogę do politycznej ofensywy. Stało się inaczej. Koalicja rządząca przetrwała, Konfederacja umocniła swoją pozycję, a na prawicy pojawiło się kilka konkurencyjnych ośrodków. - W ten sposób zmaterializował się czarny sen Jarosława Kaczyńskiego – mówi naszemu portalowi były senator PiS, Jan Maria Jackowski.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są aktualne zagrożenia dla władzy Jarosława Kaczyńskiego.
- Co spowodowało rozłam frakcyjny w PiS i kto rywalizuje o dominację.
- Dlaczego Karol Nawrocki jest postrzegany jako lider środowisk prawicowych.
- Jakie są szanse na prawicowy rząd po kolejnych wyborach.
186 posłów, 33 senatorów, potężne struktury partyjne i bezcenne doświadczenie w mechanizmach władzy na wszystkich szczeblach. Choć zasoby Jarosława Kaczyńskiego i PiS wciąż prezentują się imponująco, nasi rozmówcy nie mają wątpliwości – czas dominacji prezesa na prawicy zbliża się do końca. – Kaczyński tak słabej pozycji nie miał od kilkunastu lat – mówi nam polityk z konserwatywnej części sceny politycznej. Partyjne wojenki frakcyjne „maślarzy” i „harcerzy” przybrały niespotykaną dotąd skalę w nieprzypadkowym momencie. Ambitni pretendenci do sukcesji nie zamierzają już ulegać odgórnej presji. Jedno jest pewne – na prawicy rozpoczęło się wielkie przesilenie.
Złe informacje dla władzy Jarosława Kaczyńskiego płyną niemal z każdej strony. W partii ludzie Mateusza Morawieckiego walczą zaciekle z ekipą Przemysława Czarnka i Jacka Sasina. W przeszłości sprawę zamknęłyby dyscyplinujące rozmowy, a w ostateczności – wyrzucenie z ugrupowania. Teraz jest inaczej. Sytuację w PiS komplikuje liczna grupa zwolenników Morawieckiego, gotowa w każdej chwili pójść za nim. Do wyjścia z partii włącznie. W obliczu rekordowo niskich notowań, których nie poprawiła kampania z Przemysławem Czarnkiem w roli głównej, utrata kilkudziesięciu parlamentarzystów to scenariusz, do którego nikt nie chce teraz dopuścić. W tle są jeszcze towarzysze Zbigniewa Ziobry – ostatnio jakby na bocznym torze, ale wciąż głodni siły i wpływów.
Przesilenie na prawicy i nowa gra o tron
Po wygranej Karola Nawrockiego wszystko miało potoczyć się zupełnie inaczej. PiS miało dostać wiatru w żagle, a koalicyjny układ Donalda Tuska, przygniatany kolejnymi wetami nowego prezydenta, miał nieuchronnie przechodzić do przeszłości. Rok temu politycy PiS nie wykluczali nawet przyspieszonych wyborów lub zbudowania innej większości w Sejmie. Los spłatał jednak partii Kaczyńskiego niezłego figla. Rząd Tuska nie rozpadł się, Koalicja Obywatelska umocniła się w notowaniach, a po prawej stronie jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać nowe konkurencyjne podmioty, które nie zamierzają już uznawać dominacji centrali z Nowogrodzkiej.
Nie wszystkie prawicowe środowiska toczą ze sobą konflikt, ale każde z nich w tej grze ma swoje interesy i nikt nie zamierza umierać w nieswojej sprawie. Partyjne frakcje to niejedyne zmartwienie Jarosława Kaczyńskiego. Po prawej stronie pojawiły się inne ugrupowania, które łącznie cieszą się poparciem porównywalnym do PiS. Istnieją też prawicowe ośrodki medialne, które ku rozgoryczeniu Nowogrodzkiej na pierwszym miejscu stawiają własne cele, a nie interesy tej, czy innej partii. Obecny Pałac Prezydencki nie przypomina już dworu Andrzeja Dudy, który za sprawą swej uległości wobec woli szefa byłej partii zaskarbił sobie przydomek „długopis”. Nawrocki nie toczy konfliktu z Kaczyńskim, ale jego filozofia nie stanowi już politycznego przedłużenia wpływów PiS na odcinku prezydenckim. Nie ma mowy o kolejnym „Adrianie” czekającym całymi dniami na audiencję, jak przedstawiał to satyryczny serial „Ucho prezesa”.
„Nastąpiła konfederyzacja prawicy”
Robert Winnicki, były poseł Konfederacji, a obecnie komentator i analityk polityki, mówi w rozmowie z RadioZET.pl, że na prawicy „nie ma jednego króla”. – Możemy stopniować zakresy władzy, ale jak rozbierzemy to na części pierwsze, to przekonamy się, że tych liderów jest nawet ośmiu. To Pałac Prezydencki, dwugłowa Konfederacja, a w PiS – Kaczyński, Morawiecki i Czarnek, którzy moim zdaniem reprezentują trzy różne nurty w tej partii. Mamy także Grzegorza Brauna, ale na jakimś osobnym biegunie można doliczyć jeszcze Tomasza Sakiewicza, który ma medium i struktury, czyli potężne narzędzia – przekonuje. I dodaje: – Jeśli chodzi o faktyczną władzę polityczną i twarde narzędzia, to oczywiście ma je dzisiaj Pałac Prezydencki i Karol Nawrocki. On jest tutaj liderem.
Jak podkreśla Winnicki, „największą władzę narracyjną ma dzisiaj Konfederacja Mentzena i Bosaka”. – W sprawie polityki klimatycznej, migracyjnej czy Ukrainy PiS mówi językiem Konfederacji, albo milczy. Narracyjnie, pod względem języka i przekonań, nastąpiła konfederyzacja prawicy w Polsce. I nie chodzi tylko o Przemysława Czarnka – ocenia.
Podobnego zdania jest Jan Maria Jackowski, były senator, w przeszłości związany z PiS. W jego ocenie naturalnym liderem środowisk prawicowych jest w tej chwili Karol Nawrocki. – To naturalna konsekwencja mechaniki wyborczej sprzed roku. Nawrocki został prezydentem nie dlatego, że był kandydatem PiS, ale z tego powodu, że ludzie nie chcieli Trzaskowskiego. Wybory wygrał dzięki poparciu Grzegorza Brauna i Sławomira Mentzena. To zmieniło strukturę na prawicy. W ten sposób zmaterializował się czarny sen Jarosława Kaczyńskiego. Na prawo od PiS nie tylko coś wyrosło, ale dodatkowo od tych dwóch formacji, czyli Konfederacji i Korony Brauna, zależą losy PiS i szansa na powrót do władzy – zauważa.
Stan gry na prawicy nie jest prosty do rozrysowania. Kaczyński ma problem frakcyjny we własnym ugrupowaniu, a oczekiwany „efekt Czarnka” pozostaje obecny jedynie w sferze fantazji. W sejmowych kuluarach politycy żartują już, że najwyższa pora poszukać jakiegoś „rotacyjnego” kandydata na premiera, bo z obecnym PiS nie zajedzie daleko. Szorstka przyjaźń daje o sobie znać także w Konfederacji. Krzysztofowi Bosakowi i Sławomirowi Mentzenowi ostatnio nie jest po drodze, ale nieoficjalnie słychać głosy, że to tylko pozory, a za medialnymi spięciami kryje się tak naprawdę konkretny plan, obliczony na poszerzenie prawicowego elektoratu. Swoją misję spokojnie realizuje Grzegorz Braun, który skupia w Szerokim Froncie Gaśnicowym coraz barwniejsze indywidualności, a niedawno zawiązał porozumienie senackie z Markiem Wochem i jego Bezpartyjnymi Samorządowcami.
Karol Nawrocki pojedna prawicowe skrzydła?
Telewizja Republika Tomasza Sakiewicza raz za razem daje PiS do zrozumienia, że nie zamierza być stacją na partyjne posyłki. Gdy podczas kwietniowej konferencji prasowej politycy PiS apelowali do wyborców o wpłaty na partyjne konto, na ekranie TV Republika pojawił się wielki kod QR, prowadzący do zbiórki na telewizję. – To było jak policzek. Na prawicy wszyscy doskonale rozumieją, że w obecnym układzie to Jarosław Kaczyński potrzebuje Tomasza Sakiewicza, a nie odwrotnie – słyszymy od jednego z polityków.
Sytuacja na prawicy, na początku czerwca 2026 roku, wygląda więc następująco: po referendum krakowskim PiS deklaruje gotowość do współpracy z Konfederacją – oficjalnie całą, nieoficjalnie jedynie tą od Bosaka. O koalicji z partią Grzegorza Brauna nie ma mowy – przynajmniej na razie. Braun gotów jest porozumieć się zarówno z PiS, jak i dwugłową Konfederacją, ale na ten moment jego wołania pozostają bez odpowiedzi. Mateusz Morawiecki chce ramię w ramię maszerować z Przemysławem Czarnkiem, aby walczyć o głosy wyborców PiS, ale do rządu „premiera z Lublina” się nie wybiera. Ostatnią nadzieją na wspólny front przed wyborami w 2027 roku jest Karol Nawrocki, namawiany m.in. przez Sławomira Mentzena do patronowania prawicowemu paktowi do Senatu. Jednak żadna deklaracja jak dotąd nie padła.
– Są bardzo duże szanse na prawicową większość w przyszłym parlamencie. Ale uważam, że będzie niezwykle trudno z tej większości ułożyć jakikolwiek rząd – uważa Robert Winnicki. – Jeżeli Jarosław Kaczyński będzie umiał wzbić się ponad swoje dotychczasowe schematy działania i będzie umiał uprawiać kulturę dialogu, to jest pewna szansa na porozumienie środowisk prawicowych. Natomiast, jeżeli będzie miał przekonanie o swojej wyższości, to nie przyniesie to pozytywnego efektu dla PiS – zaznacza z kolei Jan Maria Jackowski.
Jeszcze kilka lat temu niemal wszystkie najważniejsze decyzje po prawej stronie sceny politycznej zapadały przy jednym stole. Dzisiaj takich stołów jest co najmniej kilka, a przy każdym siedzą politycy i ideolodzy przekonani, że to właśnie oni powinni rozdawać karty. Jarosław Kaczyński, jako lider największej partii, wciąż pozostaje kluczowym graczem tego obozu, ale coraz więcej osób uważa, że jego pozycja nie chwiała się tak mocno od wielu lat. Na razie żadna z prawicowych formacji nie ma wystarczającej siły, by samodzielnie narzucić pozostałym własne warunki gry. Dlatego najbliższe miesiące upłyną raczej pod znakiem rywalizacji o wpływy niż prób budowania wspólnego frontu. Potwierdzają to ostatnie doniesienia z Krakowa. Mimo wezwań Przemysława Czarnka do wyłonienia wspólnego, prawicowego kandydata w przyspieszonych wyborach na prezydenta miasta, Konfederacja postawiła na Bartosza Bocheńczaka, a PiS na Michała Drewnickiego.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET